Na Kamilku się nie skończyło. "Skala katowanych dzieci wbija w fotel"
Historię zakatowanego Kamila z Częstochowy śledziła cała Polska. Były dyskusje, apele, powstał nawet projekt ustawy mający chronić dzieci. Historia 3-letniej Hani z Kłodzka też przebiła się w mediach. Były próby poprawy lokalnego systemu opieki społecznej. Była też historia skatowanego niemowlaka z Gorzowa. Zmarł na początku kwietnia tego roku w poznańskim szpitalu. O nim napisały tylko lokalne media. Podobnie jak o Kacperku, Fabianie, Biance. Ale o większości zamordowanych we własnych domach dzieci nikt nie słyszał. Nikt nie wie nawet, ile dokładnie ich było. Państwo nigdy tego nie zliczało.
Przytłaczająca skala przemocy
Z inicjatywy Rzecznik Praw Dziecka w Polsce po raz pierwszy zaczęto zbierać dane o przypadkach katowania, przemocy wobec dzieci, a także zakończonych śmiercią prób samobójczych. - Skala wbiła mnie w fotel - mówi Monika Horna-Cieślak, która zaznacza, że zdawała sobie sprawę z tego, że jako opinia publiczna nie dowiadujemy się o wszystkich dramatach dzieci.
Rzeczniczka poprosiła policję o współpracę w tym zakresie. Utworzyli grupę, na której przekazywane są informacje dotyczące tych najbardziej dramatycznych sytuacji. Horna-Cieślak mówi, że to nie jest rozwiązanie docelowe. - Dobrze, że mam te dane w telefonie, ale to musi być w statystykach - RPD dodaje, że potrzebne są badania, których w Polsce nie ma.
Do tej pory w Polsce jako jedyna przypadki śmierci dzieci w wyniku przemocy zliczała Fundacja 'Dajemy Dzieciom Siłę'. Tyle że te dane pochodziły tylko z przekazów medialnych. Po pierwsze więc nie robiła tego instytucja mająca dostęp do publicznych danych i rejestrów. Po drugie dane pomijały te przypadki, o których media się nie dowiedziały. Prawda jest niestety o wiele bardziej dramatyczna. Pokazują to informacje spływające do RPD:
- Tylko na podstawie przekazów medialnych fundacja szacowała, że takich przypadków było 30 rocznie. No to ja takich spraw już mam więcej, a jest kwiecień - mówi Horna - Cieślak.
Systemowa analiza zbrodni
Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że jeszcze w tym miesiącu powoła zespół, którego zadaniem będzie analiza śmiertelnych przypadków zbrodni popełnianych na dzieciach. Zespół będzie miał za zadanie badać konkretne sprawy, wyciągać wnioski o działaniach systemu i wskazywać rozwiązania, które pomogą unikać takich spraw w przyszłości. To rozwiązanie na wzór brytyjskiego Serious Case Reveiw, które przez całe lata pozwoliło zdecydowanie ograniczyć przypadki śmierci dzieci na Wyspach.
Rzecznik Praw Dziecka uważa, że pierwszą sprawą zbadaną dokładnie przez ten zespół powinna być sprawa Kamilka z Częstochowy. - Nie chodzi tylko o to, że po śmierci Kamilka powstały przepisy wprowadzające ten mechanizm analizy. Wieloaspektowo znam tę sprawę i mam wiele wątpliwości co do działania systemu. To jest sprawa soczewkowa. Wiele pokazuje - mówi Monika Horna-Cieślak.