Bodnar chce rzucić rękawicę bandytom drogowym. Będzie nowe przestępstwo?
Po śmiertelnym wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie Ministerstwo Sprawiedliwości rozważa wprowadzenie do kodeksu przestępstwa zabójstwa drogowego.
- Zabójstwo drogowe to określenie raczej potocznie używane do różnego rodzaju przepisów opisujących nieumyślne spowodowanie śmierci w wyniku wypadku bądź katastrofy w ruchu drogowym w wyniku rażącego naruszenia przepisów. O ile taka regulacja się w sposób wyodrębniony znajduje - tłumaczył w programie "OFF Czarek" w TOK FM wiceminister sprawiedliwości dr Arkadiusz Myrcha.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak mówił, w tej chwili trwa analiza, czy takie oddzielne regulacje są konieczne. - Z prośbą o opinię zwróciliśmy się do karnistów: teoretyków, sędziów, prokuratorów, adwokatów (...). Pytanie, na ile możliwe jest stawianie zarzutu nieumyślnego spowodowania śmierci na podstawie obecnych przepisów, co niektórzy prokuratorzy starają się robić - wskazał gość Cezarego Łasiczki.
- Więc ta praktyka musi zostać przez nas przeanalizowana i zobaczymy, na ile ona wymaga wzmocnienia legislacyjnego, a na ile może to jest kwestia zmiany formułowania samego tego czynu w akcie oskarżenia przez prokuratora i w konsekwencji postrzegania danego czynu przez sąd - wyjaśnił Myrcha.
Zabierać samochody piratom drogowym? 'Tu jest bardzo wiele analogii do broni'
Zabójstwo drogowe - czy to dobry pomysł?
Zdaniem prof. Mikołaja Małeckiego, prawnika z Uniwersytetu Jagiellońskiego i prezesa Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego, wyodrębnienie takiej kategorii przestępstwa jak zabójstwo drogowe nie jest potrzebne. - Moim zdaniem to trochę zaciemnia obraz, szczególnie jeżeli wychodzimy od tej bulwersującej sprawy Łukasza Ż. z ostatnich dni - powiedział w rozmowie z Anną Piekutowską.
W jego ocenie w przypadku Łukasza Ż. prokuratura powinna rozważyć kilka opcji kwalifikacji prawnej - w zależności od materiału dowodowego. - Na początku nie wiedzieliśmy, czy wyglądało to tak, że on sobie jedzie jak szalony i wjeżdża w ten samochód ludzi, którzy spokojnie podróżują. Ostatnio się dowiedzieliśmy, że może miał miejsce jakiś wyścig. Jeżeli tak, to już trochę zmienia obraz rzeczy. Bo wtedy ktoś nie popełnia jakiegoś błędu w ramach jechania sobie po mieście, tylko celowo używa miasta jako areny do prywatnych, nielegalnych wyścigów sportowych - mówił twórca bloga "Dogmaty Karnisty".
Jak tłumaczył, celowy wyścig zakłada adrenalinę i tak naprawdę "potraktowanie innych uczestników ruchu jako przeszkód na torze wyścigowym". - A wiadomo, że, jak się bierze udział w wyścigu, to czasami ten pachołek, który stoi na drodze, się potrąci. I każdy biorący udział w wyścigu się na to godzi. Że właśnie tych ludzi potraktował jak te pachołki, które trzeba omijać. Ale czasami dochodzi też do takiego zdarzenia, że się je potrąci - wskazał gość "Poranka Radia TOK FM".
Nielegalnie ścigają się po miastach. Ekspert wskazuje dwie grupy. 'Jedni śmieją się z drugich'
Zdaniem prof. Małeckiego, wówczas można przyjąć, że nie był to tylko wypadek, szczególnie jeśli kierowca był pijany i rażąco przekroczył prędkość. - Daje to podstawy, żeby rozważyć, czy tutaj nie miało miejsca zabójstwo. I żadna nowelizacja nie byłaby potrzebna. Tylko na podstawie właściwie zinterpretowanych przepisów, które już są w kodeksie karnym, można dać ostrzejszą kwalifikację prawną - wskazał prof. Małecki.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Wprowadzenie zabójstwa drogowego zmieni świadomość społeczną?
Trochę inne zdanie ma Krzysztof Woźniak, dziennikarz Radia TOK FM i autor audycji "Skołowani". - Zgadzam się, że akurat ten czyn z Trasy Łazienkowskiej można spokojnie zakwalifikować jako zwykłe zabójstwo umyślne. Ale zabójstwo drogowe będzie miało wymiar publicystyczny, społeczny, że takie wyjątkowe wypadki, z wyjątkowym naruszeniem przepisów ruchu drogowego, to będzie zabójstwo - wskazał.
W jego ocenie chodzi o walkę ze społecznym przyzwoleniem na przekraczanie prędkości na drodze. - Kierowca powinien wiedzieć, że jeżeli będzie tak jechać, to spowoduje wypadek i jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś w nim zginie. Więc godzi się na to, robi to świadomie - wskazał.
Jak mówił, nowe przepisy to będzie "pokaz, że faktycznie jadąc wariacko godzimy się z tym, że kogoś zabijemy. Bo tak jest po prostu". - Więc wprowadzenie tego zabójstwa drogowego ma takie dwa wymiary. Oczywiście czysty aspekt karny, ale też właśnie takiego powiedzenia, że nie godzimy się na wariacką jazdę, bo uważamy, że w ten sposób po prostu na drogach zabijamy. Więc to też będzie krok w tę stronę, żeby również społeczeństwo przestało godzić się z sytuacją, że wypadki spowodowane przez wariatów na drogach są przypadkowe. Bo nie są - podsumował Woźniak.