Strajk w Jeremiasie. Jest porozumienie, ale to "może nie być koniec". "Załoga jest zdeterminowana"
- W poniedziałek zakończył się strajk w fabryce kominów Jeremias, który trwał od 3 czerwca. Był pierwszym od 1989 roku strajkiem w Gnieźnie;
- Jak relacjonowała Marta Zdanowska z tokfm.pl, 'załoga jest szczęśliwa, cieszy się z sukcesu'. 'Mówi, że osiągnęła godne porozumienie' - dodała dziennikarka
- Ale niebrakuje 'łyżki dziegciu w beczce miodu'. 'Zwolniony w trakcie sporu zbiorowego przewodniczący Inicjatywy Pracowniczej w Jeremiasie, a także Społeczny Inspektor Pracy Mariusz Piotrowski nadal nie będzie przywrócony do pracy' - mówiła dziennikarka w 'TOK 360'.
W poniedziałek 14 lipca zakończył się jeden z najdłuższych strajków ostatnich lat w Polsce. Po ponad miesiącu protestów w gnieźnieńskiej fabryce Jeremias doszło do porozumienia pomiędzy związkowcami Inicjatywy Pracowniczej a dyrekcją firmy.
- Załoga jest szczęśliwa, cieszy się z sukcesu, mówi, że osiągnęła godne porozumienie. Wywalczyła podwyżkę łącznie 700 zł brutto, 300 zł wcześniej dostali po rozpoczęciu sporu zbiorowego w styczniu. Do tego wydłużenie przerwy do 20 minut oraz to, by wszystkie soboty, poza jedną w miesiącu, były rozliczane jako nadgodziny. Co ważne, w porozumieniu ustalono też, że firma nie wyciągnie żadnych konsekwencji wobec strajkujących - relacjonowała z Gniezna dziennikarka tokfm.pl - Marta Zdanowska.
Przypomniała, że strajk zakończył się dopiero w 41. dniu, bo 'firma bardzo długo nie chciała negocjować z pracownikami i nie uznawała referendum strajkowego'. - Przełom nastąpił dopiero po Radzie Miasta Gniezna, kiedy radni włączyli się w mediację. Pierwsza odbyła w zeszłym tygodniu, druga, podczas której udało się osiągnąć porozumienie, dziś - dodała w 'TOK 360'.
- Na ile radni przyczynili się do mediacji związanych z zakończeniem strajku? - dopytywał prowadzący 'TOK 360' Filip Kekusz.
- Bardzo. Wcześniej firma w ogóle nie chciała nawet mediować, radni skłonili ich do rozmów. Wydaje się też, że firma zobaczyła, że strajk jest niezłomny, trwa bardzo długo i pomimo licznych działań związkowcy nie dali się złamać - odpowiedziała dziennikarka tokfm.pl.
Strajk w Jeramiasie. "To może nie być koniec"
Zdanowska poinformowała też, że w większości pracownicy we wtorek nie pójdą jeszcze do pracy. - Dzisiaj będą świętować, już teraz poszli na rynek w Gnieźnie. Jutro z kolei umówili się na dzień wolny, żeby wrócić do firmy na spokojnie po tym świętowaniu. Mówią przy tym, że wrócą z podniesioną głową, bo pokazali, że warto walczyć o swoje - wyjaśniła.
I podkreśliła, że nie zabrakło jednak "łyżki dziegciu w beczce miodu", bo zwolniony w trakcie sporu zbiorowego przewodniczący Inicjatywy Pracowniczej w Jeremiasie, a także Społeczny Inspektor Pracy Mariusz Piotrowski nadal nie będzie przywrócony do pracy. - Ustalili jednak, że tę sprawę rozstrzygnie sąd i na to nadal będą czekać. Tym bardziej, że firma, pomimo sądowego zabezpieczenia jego roszczeń, nie chce go wpuścić do pracy - mówiła.
Dziennikarka stwierdziła, że związkowcy w Jeremiasie nie zawahają się przed kolejnymi działaniami. - Już dziś mówili, że chcą zmian w prawie. Kary są za niskie, jeśli chodzi o mandaty Państwowej Inspekcji Pracy, a państwo za mało reagowało na to, że firma - według nich - łamie prawo. Mówią też, że to może nie być koniec. Jeśli firma dalej nie będzie respektować praw pracowniczych, to musi liczyć się z tym, że załoga jest zdeterminowana. Zobaczyła i pokazała całej Polsce, że warto strajkować - podsumowała Zdanowska w rozmowie z Filipem Kekuszem.
Strajkujący 'w klatce', związkowcy ze zwolnieniami. 'Gdzie jest minister Bodnar?'