Impreza na Downing Street początkiem końca Johnsona? "Możliwe, że pojawią się u niego smutni panowie"

W Wielkiej Brytanii wybuchł skandal wokół imprezy na Downing Street w czasie lockdownu. Brał w niej udział sam premier Boris Johnson. - Pojawiają się opinie, że jest to początek okresu schyłkowego Johnsona, który w pewnym momencie będzie musiał odejść - mówił w TOK FM dr Krzysztof Winkler z Uniwersytetu Warszawskiego i Grupy Brytyjskich Studiów Społeczno-Politycznych "Britannia".
Zobacz wideo

Brytyjski premier Boris Johnson i jego żona Carrie byli wśród ok. 40 uczestników przyjęcia w ogrodzie na Downing Street. Impreza odbyła się w czasie pierwszego lockdownu, gdy spotkania towarzyskie były zabronione - ujawniła w poniedziałek wieczorem stacja ITV. Wywołało to skandal w Wielkiej Brytanii. W środę w Izbie Gmin Johnson przeprosił za to spotkanie. Opozycja domaga się jednak jego dymisji. Podobnego zdania - jak wynika z dwóch sondaży - jest większość Brytyjczyków. 

Zdaniem doktora Krzysztofa Winklera z Uniwersytetu Warszawskiego, sytuacja wokół Borisa Johnsona jest poważna, bo jego wyjaśnienia na temat imprezy są mało przekonujące. Premier twierdził, że myślał, iż to spotkanie służbowe, a co więcej, był tam tylko 25 minut. - Tłumacząc się w ten sposób pokazał swoją niekompetencję. Część komentatorów brytyjskich uważa nawet, że jest to po prostu jego linia obrony. Próbuje się przedstawić jako osoba, która nie wiedziała, co się dzieje w jego kancelarii. Robi tak, bo w zasadzie jest pozbawiony innych możliwości - mówił dr Winkler.

Według gościa TOK FM takie tłumaczenia miałyby sens przed sądem, ale w polityce są nie przyjęcia. - Johnson wystawia sobie złe świadectwo. Przedstawia się jako osoba, która nie do końca panuje nad otoczeniem i potwierdza niejako zarzuty, które były wysuwane wcześniej przez opozycję, a teraz już nawet z jego własnej partii, że nie jest do końca osobą kompetentną - wyjaśniał ekspert. 

"Premier nie potrafi przestrzegać własnych reguł"

Dr Krzysztof Winkler zwrócił uwagę, że premier Johnson musiał stracić poparcie także wśród swoich współpracowników. - Te przecieki nie biorą się znikąd. Nagle te maile zaczynają wypływać. Świadczy to o tym, że nie panuje on nad swoim bezpośrednim otoczeniem - zauważył ekspert. - Opozycja, co jest naturalne, podjęła trop i zaatakowała go bardzo mocno, natomiast są bardzo duże głosy niezadowolenia w samej Partii Konserwatywnej. Co prawda, najważniejsi ministrowie poparli stanowisko premiera, ale nie wiadomo, jak długo to potrwa. Są plotki, że jest już co najmniej 20 listów w sprawie wotum nieufności dla Johnsona - wskazał gość audycji.

Relacjonował, że "w tylnych ławach jest coraz większe przekonanie, że Johnson stanowi obciążenie dla partii, a nie jest dla niej żadnym atutem". Przywołał opinie, jakie pojawiają się w brytyjskich mediach. - Jest to osoba, która po pierwsze jest uderzana kolejnymi skandalami, nie potrafi przestrzegać własnych reguł. Z drugiej strony, musi sobie poradzić z wyzwaniami, takimi jak wysokie ceny energii, inflacja, kwestia Belfastu czy negocjacje z Unią Europejską - wymieniał ekspert.

Dr Winkler mówił też, że w samej Partii Konserwatywnej coraz częściej mówi się o wymianie przewodniczącego, a tym samym premiera. - Są opinie, że jest to początek okresu schyłkowego Johnsona, który w pewnym momencie będzie musiał odejść albo - jak to się mówi w slangu brytyjskiej Partii Konserwatywnej - pojawią się u niego smutni panowie w szarych garniturach, którzy przekonają go po prostu do tego, że powinien sam ustąpić wobec okoliczności, które go otaczają - powiedział ekspert.

W jego ocenie, by uratować stanowisko, Johnson musiałby się wykazać niewiarygodną kompetencją w sytuacji jakiegoś nowego kryzysu, który odwróciłby uwagę brytyjskiego społeczeństwa od jego własnych problemów. 

DOSTĘP PREMIUM