"W oczekiwaniu na to, co nadejdzie, jest duża wiara, że Kijów jak najdłużej uda się utrzymać"

Oczekiwanie na uderzenie rosyjskie to jest główny temat rozmów, prócz prozy wojennego życia, że zamknięte sklepy, brakuje jedzenia. Ten nadchodzący atak da się wyczuć w powietrzu - relacjonował w TOK FM Jędrzej Nowicki. Fotoreporter współpracujący z "Gazetą Wyborczą" przebywa w Kijowie.
Zobacz wideo

- Dwie ostatnie noce w stolicy Ukrainy były spokojniejsze niż poprzednie. - Obudziliśmy się w białym Kijowie, w nocy spadł śnieg - mówił w TOK FM fotoreporter Jędrzej Nowicki. Największy ostrzał miasta skończył się wieczorem. W nocy było w miarę spokojnie.

Zgodnie z informacjami, jakie pojawiają się od kilku dni, Rosjanie kierują bardzo wiele oddziałów w kierunku Kijowa. Telewizja CNN przekazała, że przedstawiciele administracji USA poinformowali w poniedziałek kongresmenów, iż spodziewają się drugiej fali wojsk rosyjskich, które mogą przełamać opór Ukraińców

- Oczekiwanie na uderzenie rosyjskie to jest główny temat rozmów, prócz prozy wojennego życia, że zamknięte sklepy, brakuje jedzenia. Ten nadchodzący atak da się wyczuć w powietrzu - mówił Nowicki w rozmowie z Piotrem Maślakiem. Fotoreporter przypomniał też od razu, że podobnych informacji dotyczących rosyjskich kolumn wojskowych było już kilka. - Wiemy, że przynajmniej dwie zostały rozbite przez ukraińskie wojsko rozbite, za pomocą tureckich dronów.  W tym napięciu, oczekiwaniu na to, co nadejdzie, jest na pewno duża wiara, że Kijów jak najdłużej uda się utrzymać - podkreślił.

Wojenna codzienność w Kijowie

Choć rosyjska inwazja trwa już szósty dzień, to sytuacja w stolicy Ukrainy - jak mówił gość TOK FM - wygląda "dość dobrze".

Np. w poniedziałek władze Kijowa zdecydowały o otwarciu sklepów. - Kolejki to było kilka godzin stania, jeśli nie cały dzień w niektórych częściach miasta. Jeśli chodzi o zaopatrzenie, to sytuacja wygląda na razie dość dobrze. Brakuje pieczywa, papierosów. Natomiast cała reszta podstawowych produktów spożywczych i higienicznych cały czas jest dostępna. W polskich mediach pojawiły się informacje, że zaczyna brakować jedzenia, że zaczyna się kryzys humanitarny. Ale sytuacja jeszcze nie wygląda tak źle. Oczywiście półki są przerzedzone, ale nie jest tak, że mieszkańcy Kijowa nie mają czego jeść - podkreślił Nowicki.

Bardziej mieszkańcom miasta doskwiera brak gotówki. - Bo z bankomatów można wypłacać 1000 hrywien, czyli niewiele to ok. 140 zł. To są żadne pieniądze w tej chwili - wyjaśnił fotoreporter.

Ukraina. Szósty dzień inwazji rosyjskiej [RELACJA NA ŻYWO]

DOSTĘP PREMIUM