"Słowiańska krew do testowania patogenów". Czego jeszcze można dowiedzieć się z rosyjskiej propagandy?

Jak opowidała w TOK FM Agnieszka Jędrzejczyk, rosyjska propaganda co i rusz zmienia prezentowaną przez siebie wersję rzeczywistości w kontekście inwazji na Ukrainę. Zdaniem dziennikarki OKO.press obecnie poszukiwane jest w Rosji "nowe zdefiniowanie sukcesu".
Zobacz wideo

Agnieszka Jędrzejczyk to dziennikarka OKO.press i autorka cyklu Goworit Moskwa, w którym przybliża polskim czytelnikom, jakie informacje podają rosyjskie agencje informacyjne. 

W TOK FM opowiadała, że na podstawie przekazów propagandy rosyjskiej widać, iż rozdźwięk między tym, co wobec Ukrainy planował Kreml, a tym, co się tam teraz dzieje, jest coraz większy. Jej zdaniem obecnie poszukiwane jest w Rosji "nowe zdefiniowanie sukcesu". - Jakoś inaczej opowiedzmy to, co tam robimy (w Ukrainie - red.), żebyśmy mogli powiedzieć, że odnieśliśmy sukces. (...) Kiedy w końcu Putin powie, co jest sukcesem, to oni powiedzą, że to odnieśliśmy. Ale widać, że szukają wyjścia. Jakby Putin szukał wyjścia - zaznaczyła. Tłumaczyła, że świadczy o tym m.in. to, iż nie ma już mowy o po prostu zdemilitaryzowaniu i zdenazyfikowaniu Ukrainy, co podkreślał prezydent Rosji tuż przed inwazją. Pojawiać mają się natomiast próby opowiedzenia, co by to miało tak naprawdę znaczyć. 

Informowanie o rannych i zabitych

Według Jędrzejczyk doskonałym przykładem na ewolucję rosyjskiej propagandy są opowieści o poległych w Ukrainie żołnierzach Federacji Rosyjskiej. Na początku w ogóle nie przekazywano informacji o ich śmierci, ponieważ - jak mówiła gościni TOK FM - "w operacji specjalnej nie można zginąć, bo to jest normalna praca; zdarzają się jedynie nieszczęśliwe wypadki". -  Oni najwyraźniej zakładali, że to się szybko skończy. Uczci się poległych i do widzenia - stwierdziła. Tłumaczyła, że dopiero potem pojawiły się pierwsze opowieści o bohaterstwie: rosyjski żołnierz poległ, zasłaniając kogoś, ratując kogoś. - W tej chwili mamy już zupełną opowieść o tym, że nasi bohaterowie giną, cytaty z Biblii, które mają podkreślić, jak bardzo kochamy naszych współbraci, że giniemy z miłości. Są opowieści o odznaczaniu bohaterów - wymieniała. Dodała, że "to wszystko jest w takim rycie II wojny światowej". - Tu już żeśmy wyciągnęli cały sztafaż bohaterski, który ma - jak rozumiem - motywować tych młodych ludzi do tego, żeby iść i dać się zabić - wyjaśniała. 

Zachód jako "roznosiciel stonki"

Jędrzejczyk zwróciła uwagę, że bardzo ciekawie prezentuje się też w rosyjskiej propagandzie opowieść o Zachodzie. Jak mówiła, na początku inwazji nie pojawiały się o nim w ogóle wzmianki. - Była operacja specjalna w Ukrainie. Taka czysta, chirurgiczna i miała się zakończyć w trzy dni. Potem się nie zakończyła i nie było wiadomo właściwie, dlaczego Ukraińcy są inni, niż powinni byli być. Dlaczego nie są małorosjanami - opowiadała. 

Propaganda postanowiła sobie z tym jednak poradzić. Jak mówiła rozmówczyni Anny Piekutowskiej, stwierdzono, że Ukraińcy zostali zmienieni. - Zmienił ich Facebook z Instagramem. To znaczy imperialistyczne narzędzia propagandy zachodniej. Zachód jest prezentowany jak zarządzane przez cara carstwo i ten car wydał polecenie Facebookowi, żeby wymienił świadomość Ukraińcom - wyjaśniała. 

Tłumaczyła dalej, że w momencie, kiedy "zawaliła się ta pierwsza narracja operacji specjalnej", Rosjanie ogłosili, że są na wojnie z Zachodem. - Że to Zachód wypowiedział Rosji wojnę. Najpierw propaganda Kremla mówiła, że operacja specjalna uprzedziła atak Zachodu. Potem mówiła, że gdyby nie operacja specjalna, to wojna toczyłaby się na terytorium Rosji. A teraz oficjalna wersja wydarzeń jest taka, że operacja specjalna nie ma żadnego związku z planowanym od lat atakiem Zachodu na Rosję. Ten atak polega na sankcjach. On był przemyślany od dawna, perfidny i wściekły - zaznaczyła. 

Dodała, że "jest ten Zachód, który starsze osoby pamiętają z zimnej wojny: siedziba zła, roznosiciel stonki". - Tutaj mówimy o tym, że to Amerykanie wymyślili COVID i ptasią grypę i je rozsiali po Rosji. To są tego typu opowieści - przekonywała. 

"Słowiańska krew do testowania patogenów"

Jak opowiadała Jędrzejczyk, Rosjanie od początku wojny próbowali też tłumaczyć, że wejście do Ukrainy było spowodowane chęcią zapewnienia bezpieczeństwa Federacji, wobec możliwości posiadania przez Ukrainę broni masowego rażenia. - Nie udało się znaleźć żadnych śladów tej broni, ale jak wiadomo, Ukraińcy mogliby chcieć ją mieć, to był powód do najazdu - podkreśliła. 

Następnie propaganda kremlowska postawiła natomiast na znajdujące się rzekomo na Ukrainie laboratoria biologiczne i chemiczne. - Na początku był taki zupełnie czarnosecinny scenariusz, że w tych laboratoriach rzekomo zbierano słowiańską krew, na której miano testować patogeny, które będą atakować wyłącznie Słowian. To były oficjalne informacje - zauważyła gościni TOK FM. Teraz również i one się zmieniły. Nowa wersja podaje, bowiem, że wynaleziono w nich COVID i ptasią grypę, a dowodem na to, ma być umowa Ministerstwa Zdrowia Ukrainy i Departamentu Zdrowia USA. - Skoro się (na coś - red.) umówili, to musieli wynaleźć covid - przytoczyła. 

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->

DOSTĘP PREMIUM