Putin podsyca napięcie między Serbią a Kosowem? "Rosja ma jeden podstawowy interes"

Na granicy Serbii i Kosowa panuje napięta sytuacja. Jak ocenił w TOK FM Bogdan Zawadewicz, na destabilizacji w tym rejonie zależy Rosji. - Chcą generować problem na europejskim podwórku. By potem musiała się z nim zmierzyć UE, jak i państwa NATO - mówił analityk ds. Bałkanów z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Zobacz wideo

Rząd w Prisztinie odłożył o miesiąc wdrażanie planu, który nakłada na etnicznych Serbów zamieszkujących północne Kosowo wymianę tablic rejestracyjnych samochodów z serbskich na kosowskie w ciągu 60 dni. Decyzja ma związek z protestami Serbów, którzy zablokowali w niedzielę drogi do dwóch przejść granicznych. Według wcześniejszego planu władz kosowskich już od 1 sierpnia Serbowie mieli dwa miesiące na wymianę tablic i dokumentów. Rząd zdecydował też, że od tego dnia wszyscy obywatele Serbii odwiedzający Kosowo będą musieli uzyskać na granicy dodatkowy dokument, aby umożliwić im wjazd.

- To kolejny akt dobrze wyreżyserowanego spektaklu przez dwóch liderów politycznych - mówił Bogdan Zawadewicz analityk ds. Bałkanów i starszy specjalista Ośrodka Studiów Wschodnich. - Obaj liderzy są zainteresowani tym, by te emocje i napięcia podgrzewać - dodał w rozmowie w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" u Piotra Maślaka.

Z jednej strony, jak tłumaczył, jest prezydent Serbii, który sprawuje niemal całkowitą władzę nie tylko w Serbii, ale też wśród kosowskich Serbów. W pełni ich kontroluje zarówno  w sposób formalny - za pomocą lokalnych struktur partyjnych, jak i nieformalny - zorganizowanych grup przestępczych. - A z drugiej strony mamy premiera kosowskiego, który też wszedł w tą grę. Posługuje się napięciami między kosowskimi Serbami a ludnością albańską i wykorzystuje je do budowania poparcia. Konsolidowania wyborców. Kreowania wizerunku twardego, zdecydowanego lidera - wyliczył Bogdan Zawadewicz. 

W jego ocenie, obaj liderzy są jednak świadomi ograniczeń, w tym faktu, że większa eskalacja nie jest możliwa. A to tym bardziej, że bezpieczeństwo w Kosowie całkowicie zależy od Zachodu. - Obaj korzystają z tego typu incydentów tylko na użytek wewnętrzny - podkreślił gość TOK FM.  

"Rosja ma jeden podstawowy cel"

Równolegle pojawiają w sieci nieprawdziwe informacje o ruchach wojsk serbskich przy granicy z Kosowem. Do tego dochodzą też oskarżenia serbskiego prezydenta wobec Prisztiny o szykowanie ataku na Serbię. 

Ekspert OSW zwrócił uwagę, że to MSZ Rosji było pierwszym ministerstwem, które wydawało oświadczenie w sprawie sytuacji w Kosowie. - Państwo rosyjskie ma jeden podstawowy interes w regonie: destabilizowanie sytuacji. Przy czym chodzi głównie o Kosowo i Bośnię, w której Rosjanie też mają swoje wpływy. Chcą generować problem na europejskim podwórku. Tak, by potem musiała się z nim zmierzyć tak UE, jak i państwa NATO - tłumaczył u Piotra Maślaka. 

Inna rzecz, jak wskazał Bogdan Zawadewicz to fakt, że Rosjanie prowadzą też na tych terenach potężną kampanię dezinformacyjną. - Szczególnie widać to w Serbii, w której w mediach dużo jest dziennikarzy o prorosyjskich poglądach, którzy propagują narrację Kremla także w stosunku do Zachodu. A to też powoduje, że Rosja i tam ma realne wpływy - skwitował.

Serbia, która utraciła kontrolę nad Kosowem po kampanii NATO w 1999 roku, odmawia uznania niezależności swej byłej prowincji i od 2008 roku, czyli od ogłoszenia przez nią niepodległości, nie zgadza się na używanie na swym terytorium tablic z kosowską rejestracją. Napięcia między tymi dwoma krajami są obecnie największe od lat.

Serbia i Kosowo rozpoczęły w 2013 roku dialog pod auspicjami Unii Europejskiej, ale  do tej pory nie osiągnięto znaczącego porozumienia.

DOSTĘP PREMIUM