Przełom w Bułgarii. Były prezydent z samodzielną większością. "Wyrozumiały wobec Rosji"
Postępowa Bułgaria wygrała wybory parlamentarne. Na czele koalicji stoi były prezydent Rumen Radwe. - W końcu mamy jedną partię, która uzyskała samodzielną większość. To oznacza, że będzie zdolna utworzyć rząd bez tworzenia jakichkolwiek koalicji - tak wyniki wyborów komentował w TOK FM Jakub Pieńkowski.
Wybory parlamentarne w Bułgarii. Były prezydent z samodzielną większością
Koalicja Postępowa Bułgaria wygrała wybory parlamentarne i - według wstępnych danych - może zdobyć samodzielną większość w 240-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. Ugrupowaniu przewodzi były prezydent Rumen Radew, który zapowiada zakończenie politycznego chaosu. Niedzielne wybory były ósmą próbą wyłonienia trwałego rządu w ciągu ostatnich pięciu lat.
- Tym razem wygląda to na faktyczny przełom - ocenił w "Pierwszym programie" w TOK FM Jakub Pieńkowski, analityk ds. Rumunii, Bułgarii i Mołdawii z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
- Cząstkowe wyniki wskazują, że w końcu mamy jedną partię, która uzyskała samodzielną większość. To oznacza, że będzie zdolna utworzyć rząd bez tworzenia jakichkolwiek koalicji - mówił rozmówca Filipa Kekusza.
Program zwycięzców zakłada walkę z korupcją i większą rolę państwa w gospodarce. Kontrowersje budzi jednak ich podejście do polityki zagranicznej. Rumen Radew jest uznawany jest za polityka sceptycznego wobec wsparcia militarnego dla Ukrainy. I za sympatyka Rosji.
Ekspert podkreślił jednak, że nazywanie Radewa politykiem prorosyjskim to "nadużycie". - Jest zwolennikiem zakończenia wojny możliwie szybko. Bez względu na to, czy pokój byłby sprawiedliwy. Radew wobec Rosji jest wyrozumiały, natomiast w przeciwieństwie do (Viktora) Orbana nie jest jej ideologicznie bliski, nie zabiega o jej względy. Porównałbym go do Roberta Ficy - wyjaśnił gość TOK FM.
Źródło: TOK FM