Rosjanie kastrują i podpalają ukraińskich jeńców. "Sprawców rzadko spotyka kara za tak potworne zbrodnie"

Rosjanie, więżąc cywilów i torturując jeńców, pokazują arogancję i pogardę dla prawa międzynarodowego. Są przekonani o swojej bezkarności. Wiedzą, że rzadko kiedy ktoś ponosi odpowiedzialność, nawet za tak potworne zbrodnie - mówiła w TOK FM prof. Agnieszka Bieńczyk-Missala z UW.
Zobacz wideo

Tysiące ukraińskich żołnierzy, ale też cywilów znajduje się w rosyjskiej niewoli. Rosjanie ich upokarzają i torturują, np. kastrując ukraińskich jeńców, co widać na filmikach publikowanych w internecie. Na domiar złego seperatyści z Doniecka zapowiadają, że przeprowadzą tam pokazowy proces. Na scenie ma stanąć klatka, a w niej znaleźć się obrońcy Mariupola, głównie z pułku Azow.

W ocenie prof. Agnieszki Bieńczyk-Missala Rosja organizując ten "teatr", złamie zasady postępowania z jeńcami wojennymi, które w prawie międzynarodowym funkcjonują od wieków. - Status jeńców wojennych należy się przede wszystkim członkom sił zbrojnych i żołnierze z pułku Azow też powinni go dostać. A generalna zasada jest taka, że w wojnie wcale nie chodzi o to, by zabić jak najwięcej żołnierzy. Bo jeśli ich zatrzymujemy, to zostają wyeliminowani z działań zbrojnych. Więc wtedy osiągamy swój cel – mówiła w TOK FM ekspertka z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW.

Jak dodała, tacy pojmani przez wroga wojskowi powinni zostać "przechowani" w obozach jenieckich do czasu zakończenia działań zbrojnych. - Natomiast każde zabicie jeńca jest zbrodnią wojenną. Podobnie są nimi tortury. A przecież mieliśmy doniesienia z ukraińskiej Ołeniwki, gdzie 29 lipca doszło do podejrzanych wybuchów, w wyniku których spłonęło ponad 50 żołnierzy, a ok. stu zostało rannych. Rosjanie oskarżyli o to Ukraińców, ale dochodzenia m.in. telewizji CNN wykazały, że te oskarżenia nie są zasadne. Prawdopodobnie więc doszło tam do podpalenia baraku, do którego dzień wcześniej żołnierze ukraińscy zostali przeniesieni. Być może była to próba ukrycia zbrodni wojennej, bo ci jeńcy mogli zginąć w wyniku tortur – przypomniała w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Gościni TOK FM podkreśliła, że jeniec nie może być karany za zbrojne działania podczas wojny, bo miał do nich prawo. - Cywile go nie mają, więc ich wolno za to karać. Natomiast żołnierzy można pociągnąć do odpowiedzialności tylko wtedy, gdy popełnili zbrodnie wojenne. W innym wypadku nie wolno ich sądzić, więc proces pokazowy będzie absolutnie naruszeniem prawa międzynarodowego – tłumaczyła i dodała, że Rosjanie mogą za to odpowiedzieć przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, choć szybko nie należy się tego spodziewać.

"Rosjanie czują się bezkarni"

Prowadząca audycję zwróciła uwagę, że także lekarze i pielęgniarki np. z Mariupola trafili do rosyjskiej niewoli. Niedawno mówiła o tym na antenie TOK FM Swietłana Harlińska, siostra uwięzionej pielęgniarki ze szpitala w Mariupolu. -  Od ponad 110 dni medycy stamtąd są przetrzymywani przez państwo agresora. Wśród nich jest moja siostra, 49-letnia Olena Biejowska, matka dwóch synów (...) Nie mam informacji o jej losach. Jedynie 14 kwietnia znalazłam na rosyjskim kanale Telegramu zdjęcia mojej Oleny i innych medycznych pracowników szpitala. Fotografie opublikowali Rosjanie. Nie były podpisane imionami ani nazwiskami, tylko numerami, jak zdjęcia więźniów z Buchenwaldu – opisywała łamiącym się głosem.

- W międzynarodowym prawie humanitarnym jedną z pierwszych zasad było, że jednostki medyczne nie mogą brać w działaniach zbrojnych i nie można ich atakować. W ogóle zatrzymywanie personelu medycznego jest zupełnie bez sensu i jest również oburzające – stwierdziła prof. Agnieszka Bieńczyk-Missala.

Zwróciła uwagę, że Rosjanie, więżąc cywilów i torturując jeńców, pokazują arogancję i pogardę dla prawa międzynarodowego. - Są przekonani o swojej bezkarności. Wiedzą, że rzadko kiedy ktoś ponosi odpowiedzialność, nawet za tak potworne zbrodnie. Być może Rosjanie czują, że nie będzie dla nich konsekwencji takiego postępowania. A to forma terroryzowania ludności cywilnej i próba zmuszania przeciwnika, żeby się poddał – podsumowała gościni Agnieszki Lichnerowicz.

DOSTĘP PREMIUM