Rosjanie dostają właśnie "pierwszą lekcję" z wojny w Ukrainie. "Narasta poczucie chaosu"

- To była najtrudniejsza decyzja Putina podczas wojny. Ten długo zwlekał, zanim uległ swojej partii wojny, czyli środowiskom związanych z armią i służbami bezpieczeństwa czy też ekspertami wojskowymi. A ci od miesięcy naciskali na niego i mówili: "Panie prezydencie, przegramy wojnę w sposób spektakularny, jeśli nie zostanie wprowadzona porządna powszechna mobilizacja" - mówiła w TOK FM dr Agnieszka Bryc. Dlatego - jej zdaniem - rosyjskie społeczeństwo dzieli się teraz na trzy grupy.
Zobacz wideo

Władimir Putin ogłosił w Rosji częściową mobilizację i zaciąg 300 tys. ludzi. Jak mówiła w TOK FM dr Agnieszka Bryc, decyzja prezydenta Rosji przyjęta została bez entuzjazmu. - To była najtrudniejsza decyzja Putina podczas wojny. Ten długo zwlekał, zanim uległ swojej partii wojny, czyli środowiskom związanych z armią i służbami bezpieczeństwa czy też ekspertami wojskowymi. A ci od miesięcy naciskali na niego i mówili: "Panie prezydencie, przegramy wojnę w sposób spektakularny, jeśli nie zostanie wprowadzona porządna powszechna mobilizacja"-  mówiła ekspertka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w audycji "A teraz na poważnie" w TOK FM.

W jej ocenie, decyzja o mobilizacji to kompromis z życiem, z sytuacją polityczną, bo prezydent Rosji obawiał się wzmożenia masowych protestów. Stąd też decyzja, że mobilizacja będzie częściowa. - Rosjanie wiedzą jednak, że to kolejne kłamstwo władzy. Z nazwy to częściowa mobilizacja, w rzeczywistości to powszechna mobilizacja. W dodatku na nieustalonych warunkach. Putin mówi, że armia chce zmobilizować 300 tys. osób, ale natychmiast pojawiły się doniesienia, że nawet 1 mln czy nawet 1,2 mln osób. Dodatkowo jeszcze, Rosjanie zderzali się z doniesieniami, kto jest zmobilizowany, a kto nie, które dzieci są bardziej wyjątkowe od przeciętnego Rosjanina  - dopowiedziała, wskazując na historię z synem Dmitrija Pieskowa.  

Współpracownik rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego zadzwonił do syna rzecznika Kremla, podszywając się pod pracownika wojskowej komendy uzupełnień i wzywając go do stawienia się tam. Mężczyzna odparł, że jego pobyt tam byłby "nie do końca odpowiedni" i że będzie to załatwiać "na innym szczeblu". - To oburzyło Rosjan, ale takich wyjątków jest cała masa. Co chwilę słyszymy, że np. pracownicy sektora IT nie będą mobilizowali. Potem słyszymy, że będą to także studenci, po czym Putin doprecyzowuje: studenci tylko i wyłącznie uczelni państwowych. Prywatnych już jak najbardziej tak - wskazała w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Inny przykład? Są także doniesienia, że zmobilizowani nie mogą być np. ojcowie wielodzietnych rodzin, jedyni żywiciele rodziny albo osoby, które opiekują się niepełnosprawnymi członkami swoich rodzin. Ale, jak można przeczytać w mediach społecznościowych, takie osoby także są wcielane do armii. 

"Pierwsza i najważniejsza lekcja tej wojny dla Rosjan"

Mobilizacja w Rosji przebiega chaotycznie i bez planu, jest masowa; władze wysyłają karty mobilizacyjne nieżyjącym, a zmobilizowanych siłą odcinają od świata zewnętrznego i pozbawiają kontaktu z bliskimi -  informuje niezależny kanał Możem Objasnit. 

- Narasta poczucie chaosu, że to branka, zabawa w chowanego. Z jednej strony wręczane są zaproszenia, wezwania do komendy uzupełnień w zakładach pracy, na uczelniach i nie tylko. A jednocześnie Rosjanie robią wszystko, by uniknąć mobilizacji, wyjechać z kraju, narażając się na desperackie kroki - skomentowała dr Agnieszka Bryc.

- To pierwsza i  najważniejsza lekcja tej wojny dla Rosjan jako dla społeczeństwa. Oni dopiero 21 września zrozumieli, co wydarzyło się 24 lutego. Przestali oglądać wojnę jak mecz piłkarski. Przestali być kibicami - dopowiedziała.

Wcześniej, jak wskazała, albo zachowywali daleko idącą bierność, albo byli zwolennikami wojny i stawali się Z-patriotami. Teraz obie te grupy wojna dotyka bezpośrednio. - Przestaje być operacją specjalną. Zaczyna przypominać coś na kształt nowej wojny ojczyźnianej, bo wróg u bram. I pewnie Kreml za chwilę będzie to wmawiał Rosjanom - zastrzegła. 

Trzy grupy Rosjan

- Kontakty z władzą, służbami i pieniądze na ile załatwiają sprawę? - dopytywał też prowadzący.

- Załatwiają i to w sposób imponujący. Syn Pieskowa jest tylko symbolem tego, co można zrobić w Rosji mając pieniądze, ale przede wszystkim będąc ustosunkowanym - odpowiedziała krótko, wskazując, że to "krysza, parasol ochronny, który tworzą koneksje osób z władzą".

W efekcie, jak wskazała, Rosjan można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to ci uprzywilejowani, którzy nie trafią do armii i nie pojadą na front, nawet jeśli znaleźli się w spisie rezerwistów. W jej grupie są też pracownicy przedsiębiorstw, które mają kontakty z władzą regionalną i które będą chroniły swoich kluczowych ludzi. - To nie tylko chodzi o poszczególne osoby, ale o to, by dane przedsiębiorstwa nie stanęły i by przerwały dziś już bardzo bolesny kryzys gospodarczy - zastrzegła przy tym Agnieszka Bryc.

Druga grupa to Rosjanie, którzy próbują wykupić się za grube miliony rubli z mobilizacji. - I trzecia grupa, której nie stać na nic. To są obrazy pokornych mężczyzn - starszych czy młodszych - którzy o różnych porach dnia i nocy stawiają się na komendę i w ekspresowym tempie żegnają się z rodzinami. Potem trafiają albo na kilkudniowe szkolenia, albo idą prosto na front, bo takie doniesienia także mamy -  skwitowała w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

DOSTĘP PREMIUM