"Szok" i "totalna rozpacz". Polka z Izraela: Nadal nie ma listy zmarłych ani uprowadzonych
W sobotę nad ranem Hamas zaskoczył Izrael zmasowanym atakiem z powietrza i ziemi. Ze Strefy Gazy wystrzelono według izraelskich źródeł około 3,5 tys. rakiet. Kilkudziesięciu bojowników Hamasu przedarło się z objętej blokadą Strefy Gazy do pobliskich miejscowości izraelskich. Według portalu Times of Israel, liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 600. Izraelskie siły stale znajdują kolejne ciała w regionie przy granicy ze Strefą Gazy, w związku z czym bilans ofiar gwałtownie rośnie.
Sobotni atak rakietowy opisywała w TOK FM Karolina Mints, która znajduje się w małej miejscowości nieopodal Jerozolimy. - To był szok! Odczuwalna była salwa rakiet. Spędziliśmy pół dnia w najbezpieczniejszym miejscu domu, gdzie nie ma okien. Nie mieliśmy kompletnie świadomości, jaka tragedia rozegrała się na południu Izraela (?) Kilkuset uzbrojonych terrorystów przekroczyło tam granicę i w sposób zorganizowany zaatakowało wiele miejscowości. Strzelali do ludzi podczas różnych festiwali na świeżym powietrzu. Tego nie da się ogarnąć. Liczba ofiar ciągle rośnie - stwierdziła dziennikarka i psycholożka.
Jak dodała rozmówczyni Przemysława Iwańczyka, jeszcze druga liczba ją szokuje i utrudnia zrozumienie, jak ta tragedia mogła się wydarzyć. Chodzi o ponad 100 zakładników, których pojmali członkowie Hamasu. - W ciągu całego swojego istnienia Izrael nie miał do czynienia z tak dużą liczbą zakładników. To są osoby starsze, to są kobiety z dziećmi, to są żołnierze. Ich los będzie bardzo trudno zmienić. Bo to nie odbędzie się tak, że na drodze jakiś prostych negocjacji Izrael wypuści terrorystów, a Hamas zakładników. To sprawia, że ten dramat się nie skończył, będzie jeszcze trwał - oceniła.
Gościni TOK FM relacjonowała, że ludzie w Izraelu żyją w wielkiej niepewności, co będzie dalej. Bo nieznana liczba terrorystów wciąż się tam znajduje. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że rodziny nadal szukają swoich bliskich. - Po ataku ludzie zaczęli się rozbiegać w różnych kierunkach, a potem ukrywać. Teraz rodziny ich szukają, m.in. po szpitalach. Nie ma listy osób zaginionych, zmarłych ani uprowadzonych do Gazy. Członkowie ich rodzin są w totalnej rozpaczy. Nie mają żadnej informacji. Nie mają do kogo zadzwonić, żeby zapytać o bliskich. Bo tych informacji po prostu jeszcze nie ma - opowiadała wyraźnie poruszona.
Podkreśliła, że sobotni atak Hamasu był bardzo dobrze zaplanowany i okazał się zupełnym zaskoczeniem dla Izraela. - Mówi się o kompromitacji (izraelskich służb - przyp. red.). Nie umiem powiedzieć, czy Izraelczycy przestali wierzyć w swój system obronny, ale mój poziom zaufania (do państwa) bardzo spadł - przyznała. Jak jednak zastrzegła, wszystko wskazuje na to, że przez lata Hamas zdążył się wyszkolić. - Te nasze założenia, które mieliśmy przez wiele lat, że mamy do czynienia z wrogiem, który jest mniej rozwinięty niż my? To po prostu mogło się zmienić - podsumowała Karolina Mints.
Dlaczego Hamas uderzył w Izrael? Na co liczy? Ekspert wskazuje dwa elementy