"Polska wódka lepsza niż polski papież". Tak witali Jana Pawła II [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Wraz z zaostrzeniem konserwatywnego kursu trzeba uporać się z jego największymi zagrożeniami. Na zachodzie kontynentu wzmaga się niepokojąca konserwatystów fala demokracji w Kościele. Najpilniejsza do spacyfikowania wydaje się Holandia.
Po Soborze Watykańskim II tamtejsi katolicy przodują w demokratycznych i postępowych reformach w europejskim Kościele. Dystans między duchownymi a świeckimi maleje do niespotykanych dotąd rozmiarów. Takiego Kościoła, z wyjątkiem jeszcze kilku krajów, jak choćby Szwajcaria, nie ma chyba nigdzie na świecie. Kobiety pomagają w przygotowaniu liturgii, podczas mszy czytają fragmenty Biblii i rozdają komunię. Duchowni z kolei organizują demokratyczne rady. Za ich pośrednictwem opracowują zalecenia dla biskupów lub zabierają głos na temat ważkich, także niezwiązanych z religią, problemów świata. Kościół katolicki w Holandii rośnie w siłę i na początku lat osiemdziesiątych wyprzedza pod względem liczebności najliczniejszych dotąd protestantów. Konserwatywna mniejszość wśród katolików, której nie podobają się zmiany, jest zbyt słaba, by zmienić bieg wydarzeń.
Jednak wybór Wojtyły modyfikuje - podobnie jak w szwajcarskiej diecezji Chur - układ sił. Podczas specjalnie zwołanego synodu Jan Paweł II stawia holenderskich prałatów do pionu: świeccy mają wrócić na swoje miejsce, duchowni przestać angażować się w sprawy polityczne, a demokratyczne rady zakończyć działalność. Siedmiu holenderskich biskupów podpisuje czterdzieści sześć artykułów, z dnia na dzień odwracając postępowe reformy wypracowane w ciągu wielu ostatnich lat. Ustalenia dotyczące przyszłości holenderskiego Kościoła toczą się w zamkniętych gabinetach, co papież tłumaczy słowami: Jestem pewien, że zrozumiecie, iż Kościół, jak wszystkie rodziny, przynajmniej w niektórych sytuacjach, potrzebuje wymiany poglądów, dyskusji i decyzji, które podejmuje się dyskretnie i we własnym gronie, aby umożliwić uczestnikom swobodę oraz uszanować ludzi i zaistniałą sytuację.
Pięć lat później, w 1985 roku, w Holandii Wojtyłę witają plakaty: "Posuń się, Janie Pawle. Zasłaniasz Jezusa". Albo mocniejsze i bardziej kąśliwe: "Polska wódka lepsza niż polski papież". W Utrechcie odbywa się antypapieska demonstracja, dochodzi do trzygodzinnych starć z policją.
- Po tym, jak na początku lat osiemdziesiątych biskupi Belgii i Luksemburga zaprosili Jana Pawła II na wizytę duszpasterską do swoich krajów, biskupi holenderscy nie mogli pozostać w tyle. Wiadomo, że obawiali się przybycia Wojtyły do Niderlandów. Stosunki między Watykanem a większością holenderskich katolików od dawna były napięte. Badania wykazały, że Ojciec Święty jest mile widziany przez zaledwie trzy procent holenderskich katolików - wspomina Jan van Hooydonk, wówczas, w trakcie papieskiej pielgrzymki, trzydziestojednolatek, dziennikarz religijny i świecki dominikanin.
Pielgrzymkę poprzedza identyczna sytuacja jak w szwajcarskiej diecezji Chur: papież, odrzucając kandydatury miejscowych hierarchów, biskupem Den Bosch mianuje swojego kandydata. W proteście katolicy bojkotują ceremonię jego ingresu. A w trakcie pielgrzymki tradycyjną procesję maryjną do katedry Świętego Jana Wojtyła prowadzi niemal pustymi ulicami.
"W jaki sposób mamy być wiarygodni, jeśli głosimy słowa Ewangelii wyzwolenia, lecz zamiast wyciągać do ludzi pomocną dłoń, wskazujemy palcem ich grzechy?"
- Podczas Soboru Duszpasterskiego Niderlandzkiej Prowincji Kościelnej (1966-1970) sformułowano wiele postulatów, takich jak bardziej demokratyczna struktura Kościoła, większa rola świeckich, a więc także kobiet, możliwość małżeństw dla księży, które dla Watykanu nie podlegały negocjacjom, a nawet były postrzegane jako heretyckie - tłumaczy Jan van Hooydonk. - W odpowiedzi Paweł VI, a potem Jan Paweł II mianowali szereg konserwatywnych, a z czasem nawet reakcyjnych biskupów w nadziei, że uda się przywołać do porządku niesforną holenderską trzodę. Biskupi ci byli wierni papieżowi i wrogo nastawieni do liberalnych stanowisk w społeczeństwie, a także ich zapatrywań na emancypację kobiet i równouprawnienie osób homoseksualnych, zniuansowane spojrzenia na aborcję i eutanazję, które były popierane przez większość tutejszych katolików. W ten sposób Kościół w Holandii tamtych lat kipiał konfliktami.
Majową wizytę papieża światowa prasa ocenia jako nieudaną i podkreśla nikłe zainteresowanie nią Holendrów. - Również biskupi z perspektywy czasu postrzegali ją jako porażkę - wspomina van Hooydonk. - Pielgrzymka ta przyniosła jednak również znaczący owoc dla holenderskiego Kościoła. Tuż przed nią, 8 maja 1985 roku, około dziesięciu tysięcy wiernych bierze udział w manifestacji w Hadze. Demonstrują w sprawie otwartego Kościoła. Popierają ich światowej sławy teologowie: Edward Schillebeeckx i feministka Catharina Halkes. Spotkanie okazuje się wielkim przebudzeniem miejscowego Kościoła. Powstaje Ruch 8 Maja, który zrzesza blisko sto organizacji katolickich, w tym pokojową federację Pax Christi, organizacje misyjne oraz kilka zakonów i zgromadzeń zakonnych.
Jan van Hooydonk zostaje rzecznikiem prasowym Ruchu 8 Maja.
- W kolejnych latach nasze kierownictwo prowadziło szereg rozmów z episkopatem - opowiada. - Ale w 1991 roku biskupi orzekli, że kontynuowanie tego dialogu jest „obecnie bezowocne". To oświadczenie było kolejnym dowodem na izolację biskupów w naszym Kościele oraz na przepaść między większością holenderskich katolików a Watykanem.
Van Hooydonk mówi też o zdziesiątkowaniu holenderskiego Kościoła katolickiego w ciągu ostatnich trzydziestu lat: - Jego wiarygodność i prestiż społeczny uległy poważnej erozji. Ci katolicy, którzy nam pozostali, dopiero od 2013 roku poczuli, że znowu "mają papieża".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Podobne problemy dotykają Stany Zjednoczone. W 1995 roku Andrew Greeley, amerykański ksiądz, socjolog, dziennikarz i powieściopisarz, stwierdza: "W ostatnich latach z nieubłaganą konsekwencją Watykan mianował do grona amerykańskich dostojników kościelnych ludzi, którzy są płytkimi duchowo karierowiczami - nieodpowiednich, niekompetentnych, niewrażliwych biurokratów, których w ogóle nie obchodzą ani podlegli im księża, ani laikat".
Jak pisze w swojej książce o funkcjonowaniu Stolicy Piotrowej amerykański jezuita Thomas J.Reese, podczas selekcji kandydatów na biskupów - oprócz lojalności papieżowi - najważniejsze są pytania o wierność nauce Kościoła i dyscyplinę kościelną: "Duchowny, który popiera kapłaństwo kobiet, alternatywność celibatu czy też sztuczną kontrolę urodzeń, nie zostanie biskupem". Cytując watykańskiego urzędnika, dodaje, że Jan Paweł II "jest głęboko i osobiście zainteresowany procesem nominacji biskupów, zwłaszcza do większych diecezji. Jest to główny temat w jego programie".
Podczas gdy Paweł VI zalecał rekomendowanie w USA biskupów o raczej pasterskim niż menadżerskim podejściu, Wojtyła zmienia priorytety. W 1993 roku w trakcie spotkania z amerykańskimi biskupami podkreśla, że kluczowa w tych nominacjach ma być wierność wobec magisterium Kościoła. Instruuje o poszukiwaniu kandydatów, którzy "przestrzegają niezawodnej wykładni nauki", jedność Kościoła powszechnego przedkładają ponad jedność Kościoła lokalnego i wiernie przyjmują "uniwersalną dyscyplinę Kościoła".
Po latach opowiada o tym „Tygodnikowi Powszechnemu" znany teolog Massimo Faggioli, profesor na Uniwersytecie Villanova w Filadelfii: "Papież Polak mocno zmienił amerykański Kościół. Przede wszystkim poprzez kryteria, według których wybierano i mianowano biskupów". Wcześniej na nominację liczyć mogli głównie kandydaci postępowi. Odkąd nastał Wojtyła, przez ćwierć wieku nominowano głównie konserwatystów. Zdaniem Faggiolego kluczowe - oprócz absolutnej wierności magisterium Kościoła i papieżowi - stało się zaangażowanie w walkę o wartości, w której głównym przeciwnikiem najpierw był komunizm, a po jego upadku - ruchy pro-choice.
Jan Paweł II i Półtawska siali 'spustoszenie w Kościele'. 'Była teologiczną analfabetką'
Za przykład może posłużyć rozwijająca się podczas pontyfikatu Wojtyły oszałamiająca kariera Theodore’a McCarricka - w 1986 roku papież czyni go arcybiskupem Newark, w 2000 roku metropolitą Waszyngtonu, a rok później kardynałem. Dzieje się tak, choć przez cały ten czas do Watykanu płyną doniesienia o seksualnych występkach duchownego, licznych przestępstwach, popełnianych między innymi na dzieciach, klerykach i młodych świeckich mężczyznach. Duchownego, który piął się po kościelnej drabince, choć wiadomo było, że już w latach siedemdziesiątych jako sekretarz arcybiskupa Nowego Jorku molestował ministrantów w katedrze Świętego Patryka przy Piątej Alei.
Jan Paweł II - jak wynika z raportu zleconego przez papieża Franciszka - wiedział o przestępstwach kardynała. O niewinności McCarricka przekonał go jednak list, w którym o niej zapewniał, a także niedostarczenie dowodów przez nuncjusza apostolskiego w USA. W ten sposób amerykański hierarcha przez ćwierć wieku pontyfikatu papieża z Polski mógł czuć się bezkarny. Dopiero po interwencji Franciszka McCarrick stał się pierwszym w dziejach Kościoła katolickiego kardynałem, którego pozbawiono tej godności i wydalono ze stanu duchownego.