,
Obserwuj
Świat

Płynie "ściek z mediów". Polak mieszkający na Grenlandii o zamieszaniu wokół wyspy

aa
4 min. czytania
18.01.2025 18:01
- Zamieszanie związane z wizytą Trumpa Jr. to pstryczek w nos dla Danii, która przespała zainteresowanie Grenlandią - stwierdził Adam Jarniewski, gość Przedpołudnia Radia TOK FM, nauczyciel i pisarz, który od 20 lat mieszka na Grenlandii.
|
|
fot. EMIL STACH / East News
  • Donald Trump stwierdził, że USA potrzebują Grenlandii;
  • Pomysł aneksji największej wyspy na świecie miał podsunąć mu rosyjski wywiad;
  • Grenlandia to autonomiczne terytorium należące do Królestwa Danii;
  • Wszystkie grenlandzkie partie polityczne mają w swoim programie ruch niepodległościowy.

- W ubiegłym tygodniu prezydent elekt Donald Trump oznajmił, że Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Groził, że jest gotowy na rozwiązania inne niż pokojowe - przypomniała prowadząca Przedpołudnie Radia TOK FM Anna Piekutowska. - Według tygodnika 'Newsweek' duński kontrwywiad ustalił, że pomysł na zajęcie Grenlandii podsunął Trumpowi wywiad Rosji, używając w tym celu sfałszowanego listu do jednego z amerykańskich senatorów - dodała. Na największą wyspę świata przyszły prezydent USA wysłał syna - Donalda Trumpa Juniora, którego wizyta podgrzała atmosferę na Grenlandii.

- Zrobiło się nieciekawie. Największa grenlandzka gazeta 'Sermitsiaq' wyłączyła możliwość komentowania, bo nie byli w stanie kontrolować tego, co się w komentarzach dzieje - powiedział gość Anny Piekutowskiej, Adam Jarniewski, autor strony 'Poznaj Grenlandię' i książek 'Listy z Grenlandii' oraz 'Nie mieszkam w igloo', który od 20 lat mieszka na Grenlandii. - Trumpowi udało się wywołać ogromne zamieszanie - dodał.

Posłuchaj podcastu:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Ściek z mediów", wątpliwe sondaże

- Jak na groźby Trumpa oraz informacje o tym, że w sprawie maczała palce Rosja, czyli mocarstwo, które potrafi zareagować militarnie, reagują Grenlandczycy? - spytała prowadząca Przedpołudnie Radia TOK FM. - Leci ściek z mediów. Nie słyszałem jeszcze grenlandzkiego komentarza na temat rosyjskiego motywu tej afery - przyznał Jarniewski.

Piekutowska powołała się na sondaż, według którego ponad 57% mieszkańców Grenlandii opowiada się za przyłączeniem wyspy do Stanów Zjednoczonych, a 37% jest przeciwnych. - W Ameryce ten sondaż działa jak dowód, że możliwości przejęcia Grenlandii istnieją - stwierdziła.

- Ten sondaż wydaje mi się co najmniej dziwny - skomentował Jarniewski, który uczy w grenlandzkiej szkole i wżenił się w grenlandzką rodzinę. - Sporo rozmawiałem z Grenlandczykami i nikt mi nie powiedział: 'Odwróćmy się w stronę Ameryki, zostańmy 51. stanem'.

Wizyta Trumpa Jr. będzie kartą negocjacyjną

Według Anny Piekutowskiej wizyta Donalda Trumpa Jr. mogła dać wrażenie, że na Grenlandii jest sporo osób popierających przyłączenie do Stanów. - Były głosy, że spotka się z proamerykańskimi politykami, robił sobie zdjęcia z osobami w czapkach z napisem "Make America Great Again" - powiedziała.

- Trumpowie są mistrzami manipulacji. Trump Jr. przywiózł karton czapeczek i rozdawał je na lotnisku. Jak ludzie je zakładali, to się z nimi fotografował. Mi się wydaje, że prędzej ludzie mają tu w domach koszulkę FC Barcelony niż te czerwone czapki - ocenił Jarniewski. - Trump Jr. przyjechał, został odebrany z lotniska przez protrumpowskiego biznesmena. Pojeździł po mieście, zaprosił przypadkowe osoby na obiad w znanej restauracji. Zadzwonił do ojca, a ten przekazał lakoniczne pozdrowienia. Nie spotkał się z żadnymi politykami - opisał wizytę Trumpa Juniora gość Przedpołudnia Radia TOK FM. - Spowodowane przez Trumpa zamieszanie to raczej pstryczek w nos dla Danii, która przespała zainteresowanie Grenlandią. To będzie wykorzystywane przez grenlandzkich polityków jako karta negocjacyjna - dodał.

Grenlandia marzy o niepodległości

Anna Piekutowska zastanawiała się, czy ruch niepodległościowy przybrał na sile po wypowiedziach Donalda Trumpa. - Wszystkie partie polityczne mają go w swoim programie. Słowa Trumpa wygrzebały to na powierzchnię - przyznał Adam Jarniewski.

Według gościa Przedpołudnia Radia TOK FM, obecny spór toczy się głównie o to, na ile Grenlandczycy mają sami prowadzić politykę zagraniczną, a na ile ma to podlegać kontroli duńskiego rządu. - Grenlandia od 1979 roku ma autonomię, zarządza praktycznie wszystkimi najważniejszymi działami polityki, szkolnictwem, służbą zdrowia. Również wydobycie minerałów jest w rękach grenlandzkiego rządu. W gestii Danii nadal jest polityka monetarna (płacimy koroną duńską), militaria (Grenlandia nie ma własnej armii) i właśnie polityka zagraniczna - wytłumaczył Jarniewski.

Grenlandczycy chcą "czegoś nowego"

- Grenlandia nie ma armii, ale na wyspie stacjonują Amerykanie - przypomniała prowadząca audycję.

- Amerykańskie bazy były używane podczas zimnej wojny. Dziś Amerykanie mają bazę wczesnego ostrzegania w Pituffik. Z tego, co mi wiadomo, zgodnie z różnymi umowami, militarnie USA mają nieograniczony dostęp do Grenlandii - dopowiedział Jarniewski.

- Grenlandia jest dość odizolowana od świata. Większość handlu i usług działa na zasadzie współpracy z Danią. Wielu Grenlandczyków chciałoby spróbować czegoś nowego. Nie chodzi tu tylko o dostęp militarny, ale i złoża krytycznych minerałów. Grenlandczycy nie chcą sprzedać tanio skóry - zapewnił.

Czy Grenlandia mogłaby poradzić sobie bez Danii?

Dania udziela Grenlandii subsydiów wysokości 4 mld koron rocznie, co odpowiada ok. 40% budżetu wyspy. - Dania też czerpie wiele korzyści z Grenlandii. To zestaw naczyń połączonych. Trudno mi sobie wyobrazić, że Grenlandia zrywa więzi z Danią - przyznał Jarniewski. - Na Grenlandii jest Uniwersytet, ale ma tylko kilka wydziałów. Jeśli Grenlandczyk chce studiować np. medycynę, to musi jechać do Danii, a tam ma studia za darmo - dodał.

Kto jest Grenlandczykiem?

Adam Jarniewski stwierdził, że również kwestia referendum na temat niepodległości Grenlandii pociąga za sobą kolejne pytania. - Przy organizacji referendum trzeba zdecydować, kto jest Grenlandczykiem - powiedział.

- Są Grenlandczycy, którzy urodzili się w Danii, po pięciu latach przeprowadzili się na Grenlandię, wrócili do Danii studiować, później znowu wyjechali na Grenlandię. Obecnie około 20 tys. Grenlandczyków (z 56 tys. wszystkich) mieszka w Danii. Czy moje dzieci zostaną uznane jako Grenlandczycy, czy Grenlandki? - zastanawiał się gość Przedpołudnia.