Ekspertka zauważyła błąd Jarosława Kaczyńskiego. "Na pewno nie chce przyspieszonych wyborów"

- Myślę, że sam fakt, iż Jarosław Kaczyński nieprzypadkowo wybrał tę datę, to jak sądzę dawało mu poczucie, że niezależnie od tego, co się stanie, będzie dobrze. Jeżeli nikt nie zaprotestuje, bo ludzie będą się bali protestować, to przepchniemy ustawę, a jeżeli wyjdą, to będzie można zrzucić na nich całą winę - mówiła w TOK FM profesor Renata Mieńkowska-Norkiene.
Zobacz wideo

Na początku rozmowy w "Wywiadzie politycznym" profesor Renata Mieńkowska-Norkiene z Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oceniała ostatnią decyzję Andrzeja Dudy, czyli jego wyjście z propozycją ustawy. - Pan prezydent zaufania nie budzi nie tylko wśród protestujących, ale również wśród analityków. Sam fakt, iż Trybunał Konstytucyjny mógł zdecydować w tak polityczny sposób, to jest między innymi wynik działań pana prezydenta - stwierdziła. 

- To, co teraz zrobił, czyli wyjście z propozycją ustawy, jest oczywiście niezadowalające dla protestujących nie tylko dlatego, że jest to pozostanie nadal na tym obszarze, na który nie zgadza się większość Polaków, czyli na obszarze zaostrzenia dotychczasowego kompromisu aborcyjnego - oceniła. - Ale też wydaje mi się, że podważa to zasadność wszystkiego, włącznie z samym orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego - dodała. Jak stwierdziła, jej zdaniem działanie prezydenta jest "niespójne wewnętrznie" 

Zauważała również, że niespójny jest w tym momencie cały rządowy przekaz, ale to działanie celowe. Jako przykład opisała mema, w którym Jarosław Kaczyński siedzi przed dwoma guzikami, jeden to decyzja, żeby mówić o tym, że nikt nie protestuje, a drugi, że są wielkie tłumy, które wszystkich zarażą. - Jasności co do tego, jaki przekaz jest lepszy i bardziej efektywny, nie ma - oceniła. 

- Myślę, że sam fakt, iż Jarosław Kaczyński nieprzypadkowo wybrał tę datę, to jak sądzę dawało mu poczucie, że niezależnie od tego, co się stanie, będzie dobrze. Jeżeli nikt nie zaprotestuje, bo ludzie będą się bali protestować, to przepchniemy ustawę, a jeżeli wyjdą, to można zrzucić na nich całą winę - zauważała ekspertka. 

Jej zdaniem Mateusz Morawiecki był zaskoczony sytuacją i "nie idzie w zaparte", ale "próbuje to jakoś przyjąć". - Tylko siłą rzeczy wpisuje się w tę "machinę narracyjną", bo jest z PiS-u - oceniła. - To, co zrobił Jarosław Kaczyński swoim wystąpieniem, nawoływaniem do obrony kościołów, takim trochę gomułkowskim, trochę w stylu Jaruzelskiego, pokazał, że jego tak naprawdę nie obchodzi, jaki będzie generalny przekaz - stwierdziła. Jak zauważała, Kaczyński chce utrzymać "swój betonowy elektorat", a takie przemówienie na ten elektorat zadziałało. 

- Ale nie udała mu się jedna rzecz. Chciał, żeby w tym wszystkim starsi ludzie pomyśleli o tej młodzieży, że to są narkomani, prostytutki, taka była narracja prawicowych publicystów wokół tego. Tymczasem, jak się okazało, to jest strajk bardzo młodych ludzi, ale nie jest strajkiem pokoleniowym - stwierdziła profesor. - To nie babcie są problemem, tylko mizogini, patriarchalni politycy, mężczyźni, których nie obchodzi los kobiet. To jest coś, co niekoniecznie jest pokoleniowe, matki rozumieją swoje córki - dodała. 

PiS traci poparcie, ale rządu obalić się nie uda

Prowadząca audycję Karolina Lewicka zauważała, że w ostatnich sondażach PiS zaczął znacząco tracić poparcie. Natomiast profesor Mieńkowska-Norkiene zaznaczyła, że w protestach jest potencjał polityczny, ale nie wiadomo, kto mógłby wykorzystać i utrzymać zapał protestujących.  - Marta Lempart ma tego świadomość, ona wie, że sama tego nie zrobi - oceniła. - Chociaż odbyła się pewna pyskówka z Szymonem Hołownią, są próby ze strony Koalicji Obywatelskiej, ale jak dotąd nieudane - zauważała. 

Co więc, politycznie, stanie się dalej? Zdaniem profesor strajkujące kobiety mogą usiąść do rozmów z władzą, może nawet z samym premier Morawieckim albo prezydentem Dudą. - Na pewno Jarosław Kaczyński nie chce przyspieszonych wyborów - oceniła. - Może się okazać, że nie zostanie opublikowany wyrok Trybunału, albo że protestujący się na nic nie zgodzą, ale rząd poczeka, aż protest się rozmyje - kontynuowała. 

Jednak jednym z kluczowych pytań jest również to, czy opozycja wykorzysta potencjał polityczny społecznego gniewu, który widać obecnie na ulicach. - Może Koalicja Obywatelska z ruchem Hołowni złożą projekty ustaw, które pokażą, że ich to naprawdę obchodzi, co się z kobietami dzieje? - zastanawiała się profesor. - Wierzę, że kobiety się nie poddadzą i opozycja zaproponuje coś, na co rząd przystanie. Po to, żeby nie było wcześniejszych wyborów i chaosu. Ale raczej nie wróżę tego, że rząd zostanie obalony - podsumowała. 

DOSTĘP PREMIUM