Jak dajemy się nabrać na suplementy? "Człowiek głupieje. Naturalne nie znaczy zdrowe"
Czym jest prawo- i lewoskrętna witamina C? Po co nam ashwagandha? Czy zawsze wszystko to, co naturalne (albo tak opisywane), jest zdrowe i bezpieczne? O tym w audycji "OFF Czarek" mówili prof. Sebastian Granica i prof. Jakub Piwowarski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy nasz organizm potrzebuje suplementów;
- Które suplementy to oszustwo.
Na sklepowych półkach znajdziemy ogrom herbatek, proszków i tabletek ze słowem "naturalne" na etykiecie. - Co to naprawdę oznacza - pytał Cezary Łasiczka w programie "OFF Czarek" w TOK FM.
- Naturalne to takie słowo wytrych - stwierdził prof. Sebastian Granica z Wydziału Farmaceutycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Ekspert zaznaczył, że jest podejrzliwy wobec takiej adnotacji. - Jeśli coś jest naturalne, to wcale nie znaczy, że jest lepsze czy faktycznie zdrowe - tłumaczył profesor.
Redaktor Łasiczka zwrócił uwagę na dychotomię, po którą często sięgamy, by zrozumieć świat: naturalne kontra chemiczne. - Chemia to jest samo zło, chemia zabija naturalne, a naturalne to prozdrowotne: uzdrowi, uleczy, sprawi, że będę młodszy, piękniejszy, wyższy - mówił Cezary Łasiczka.
Lewoskrętna witamina C, czyli jaka?
- Człowiek głupieje, bo czy witamina C, która jest syntetyczna, jest gorsza, niż naturalna? - zapytał prof. Granica, a odpowiedział mu prof. Jakub Piwowarski. - Odpowiedź jest prosta, jest to ta sama witamina C - wyjaśnił.
Goście TOK FM wskazali, że dodatek witamin do produktów spożywczych tak naprawdę wcale nie ubogaca diety - obecnie bowiem nie borykamy się z niedoborami. - Witamina C nie jest dodawana do soków po to, żeby nam jej dostarczyć. To antyoksydant, rodzaj konserwantu - tłumaczył prof. Piwowarski.
- Ładniej brzmi "z dodatkiem witaminy C" niż "z dodatkiem środka przeciwutleniającego". A konsument się cieszy, że sobie dostarcza witaminy C, która nic nie wnosi - powiedział gość Łasiczki, dodając, że mamy jeszcze kolejny poziom dezinformacji, czyli "lewoskrętną witaminę C".
- To chwyt marketingowy. Ona po prostu w takiej postaci występuje - wyjaśnił prof. Granica.
Trujące pomysły. Jajecznica z wrotyczem
Jak zaznaczył prof. Granica, często pacjenci traktują produkty naturalne jako niegroźne i z tego powodu niewłaściwie je przyjmują. - To może doprowadzić do gorszych skutków - przestrzegł profesor z Wydziału Farmaceutycznego, przypominając, że ekstrakty roślinne mogą wyrządzić szkodę. - Substancje roślinne potrafią wchodzić w interakcje, niektóre rośliny potrafią być trujące - powiedział prof. Granica.
Eksperci podali przykład wrotycza, który staje się coraz bardziej popularny. Prof. Piwowarski widział np. przepis na jajecznicę z wrotyczem. - Wrotycz ma specyficzny aromat, który może być uznany za smaczny, natomiast nie ryzykowałbym uszkodzenia wątroby dla smacznej jajecznicy - ocenił prof. Piwowarski. Z kolei prof. Granica dopowiedział, że wrotycz jest dobry na robaki, ale do szafy.
Naturalne nie zaszkodzi? To mit
Prof. Piwowarski zastanawiał się, co chcemy osiągnąć, szukając jak najdziwniejszych ziół z jak najciemniejszych zakątków świata? - Kapitalizm to uwielbia: wprowadzamy nowość, jak np. ashwagandha, budujemy hype i sprzedajemy - stwierdził gość "OFF Czarka".
- To jest główny mit: naturalne nie zaszkodzi. Jest wręcz odwrotnie, w niektórych przypadkach może zaszkodzić i przy stosowaniu rzeczy naturalnych konieczne jest zachowanie zdrowego rozsądku - apelował prof. Granica. I zaznaczył, że substancje naturalne mogą wchodzić w różnego rodzaju interakcje np. z żywnością. Najlepszym przykładem tego jest naturalny sok grejpfrutowy, którym nie można popijać leków.
W ocenie prof. Piwowarskiego największym problemem jest to, że po różnego rodzaju suplementy diety sięgają osoby, które mają problemy zdrowotne. - Te osoby przyjmują wiele leków od różnych specjalistów i nie mówią o tym lekarzowi, że jeszcze np. piją naturalne herbatki - mówił prof. Piwowarski.
Zwrócił też uwagę, że samodzielnie zbierając rośliny na herbatki, łatwo się pomylić. Prof. Piwowarski przypomniał wydarzenie z lat 70., kiedy to na obozie harcerskim pomylono pietruszkę z trującym szczowłem plamistym. Kilka ofiar zatrucia nie przeżyło.
Źródło: TOK FM