PiS szukał Pegasusem afery w CIECh-u. "Gazeta Wyborcza" ujawniła nazwiska kolejnych inwigilowanych

Centralne Biuro Antykorupcyjne stosowało program szpiegowski Pegasus w politycznym śledztwie dotyczącym prywatyzacji firmy chemicznej CIECh przez poprzedni rząd PO-PSL. Inwigilowało też osoby, które nie mają zarzutów w sprawie - ustaliła "Gazeta Wyborcza".
Zobacz wideo

Według ustaleń „Wyborczej" na celowniku służb znaleźli się wiceministrowie w rządzie Donalda Tuska. "Za pomocą Pegasusa śledzono Pawła Tamborskiego, wiceministra skarbu państwa w latach 2012-14 oraz Andrzeja Długosza, lobbystę i PR-owca, który wtedy współpracował z resortem skarbu. Służby interesowały się również Rafałem Baniakiem, drugim z wiceministrów skarbu w latach 2011-15. Odpowiadał on za nadzór właścicielski nad państwowymi spółkami chemicznymi" - poinformowała gazeta.

Rafał Baniak jest dzisiaj szefem Pracodawców RP, a Paweł Tamborski i Andrzej Długosz są doradcami tej organizacji.

"Wyborcza" ujawniła, że podsłuchy miały związek z prywatyzacją firmy chemicznej CIECh - drugiego co do wielkości producenta sody w Europie. Do prywatyzacji doszło w połowie 2014 r. Przedsiębiorstwo zostało wówczas kupione przez spółkę KI Chemistry należącą do Jana Kulczyka. Jak pisze "Wyborcza", "przed wyborami w 2015 r. politycy PiS wymieniali sprawę prywatyzacji przedsiębiorstwa jednym tchem obok afery hazardowej i afery Amber Gold. Miała dowodzić istnienia domniemanego układu między ówcześnie rządzącymi politykami Platformy Obywatelskiej a biznesem". Śledztwo w tej sprawie trwa do dziś.

Osoby, których inwigilację ujawniła "GW", miały być na celowniku służb w lutym i marcu 2018 r., krótko po zatrzymaniu przez CBA Tamborskiego w śledztwie dotyczącym prywatyzacji CIECh-u. Sąd nie zgodził się jednak na jego areszt i został wypuszczony na wolność.

Z analizy telefonu Andrzeja Długosza przeprowadzonej przez Amnesty International Security Lab wynika, że - w latach 2018-19 - służby włamywały się do jego aparatu 61 razy. W podobnym czasie inwigilowany był też Tamborski. Do jego telefonu - w 2018 roku -  włamano się, co najmniej pięć razy. - To, że byłem pod obserwacją służb, specjalnie mnie nie dziwi. Szokujące jest jednak to, że użyto do tego Pegasusa, oprogramowania, którym tropi się terrorystów. Zarzuty wobec mnie, które zresztą uważam za bezpodstawne, nie uzasadniają użycia takiego narzędzia do inwigilacji – powiedział były wiceminister w rozmowie z "GW".

W kwietniu Onet ujawnił, że Pegasusem był inwigilowany był prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski. Do włamania na urządzenie Andrzeja Malinowskiego doszło najprawdopodobniej 27 lutego 2018 roku. Malinowski wchodził wówczas w skład Rady Dialogu Społecznego.

Afera Pegasusa

Pod koniec grudnia agencja Associated Press podała, powołując się na ustalenia grupy Citizen Lab, że za pomocą oprogramowania Pegasus, opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group Technologies, inwigilowani byli adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek, a także senator KO Krzysztof Brejza w czasie, gdy w 2019 roku był szefem sztabu wyborczego KO. Potem opinia publiczna poznała też inne nazwiska osób, które były przez polskie służby inwigilowane. To m.in. lider Agrounii Michał Kołodziejczak.

W styczniu Senat powołał nadzwyczajną komisję śledczą ds. nielegalnej inwigilacji. Komisja wysłuchała do tej pory m.in. dwóch specjalistów z działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, Romana Giertycha czy prokurator Ewę Wrzosek. Senacka komisja nie ma jednak uprawnień śledczych.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM