Ponad pół miliona dla Przyłębskiej. Cieszyński próbował tłumaczyć. "Szczególna sytuacja"
Julia Przyłębska, która zrzekła się funkcji prezes Trybunału Konstytucyjnego, na odchodne otrzyma ponad pół miliona złotych. To wyliczenia Onetu, który wskazuje, że na tę kwotę składać się ma jednorazowa odprawa w wysokości około 300 tys. zł, a także ekwiwalent urlopowy w wysokości 225 tys. zł.
Dominika Wielowieyska pytała o tę kwestię Janusza Cieszyńskiego z PiS, który był gościem "Wyborów w TOK-u". Przypominała przy tym, że gdy swoje urzędowanie kończył Andrzej Rzepliński, wówczas rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek krytykowała go właśnie za pobranie ekwiwalentu urlopowego. Co więcej, krytykowała to też sama Przyłębska, która poleciła sędziom iść na urlop, by nie wypłacać im ekwiwalentu.
- Osoby, które zajmują wysokie stanowiska, są szefami instytucji, rzadko chodzą na urlopy - stwierdził Cieszyński. Dodał też, że "czasem warto w krytyce skupić się na kwestiach merytorycznych, bo często jest tak, że ktoś wchodząc do tych instytucji, sam zaczyna rozumieć, że może to nie było na miejscu". - Jak się patrzy na coś z zewnątrz, to się tego nie widzi - odparł, pytany, czy Julia Przyłębska "doznała olśnienia".
Z tego zapamiętamy Julię Przyłębska. Lewicka wylicza trzy historie
Wielowieyska przytoczyła też inne dane - te dotyczące liczby spraw załatwianych przez TK. Za czasów Andrzeja Rzeplińskiego było ich 60-70 rocznie, a za czasów Julii Przyłębskiej - 20-25. - Praca prezesa TK to nie tylko orzecznictwo, ale także zarządzanie - odparł Cieszyński. I przyznał, że sam, odchodząc z ministerstwa, wziął ekwiwalent urlopowy za kilka dni. - To jest szczególna sytuacja kierownika jednostki, którego nikt nie nadzoruje, a szewc bez butów chodzi. Wolę, że krytykujecie państwo za to, że ktoś pracuje - dodał.
Przyłębska? "To nie była praca, tylko zatrudnienie"
Miłosz Motyka z PSL-Trzeciej Drogi ironizował, że w przypadku Julii Przyłębskiej "nie możemy mówić o pracy, tylko o zatrudnieniu". - Jeśli ktoś miałby jej płacić, to raczej PiS ze swojej subwencji, bo wydawała wyroki na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego - dodał.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Dariusz Standerski z Nowej Lewicy zwracał uwagę na wcześniejsze osiągnięcia Przyłębskiej. - Od 1988 roku, kiedy postanowieniem Rady Państwa PSL została sędzią, miała same negatywne opinie. Od sądu rejonowego, przez okręgowy była rekordzistką, jeżeli chodzi o wyroki, które nie utrzymywały się w sądach wyższej instancji, miała negatywne opinie, jeżeli chodzi o procesy, które prowadziła - wyliczał. Podkreślał, że nie krytykuje samej instytucji ekwiwalentu urlopowego - pod warunkiem, że chodzi o osoby, które z powodu ciężkiej pracy nie miały możliwości wzięcia urlopu.
- W momencie, kiedy TK wydawał wyrok przeciętnie raz na trzy tygodnie, a te wyroki oznaczały dwa wiersze, które gdyby je napisał student prawa konstytucyjnego, to by oblał egzamin, to widać, jak nisko dzisiaj znajduje się ta instytucja - mówił w TOK FM.