"Rząd brutalnie wybija zęby RPP", ale Kowalski może na tym zarobić. Jak wycisnąć maksimum z wakacji kredytowych?

- Wakacje kredytowe to w praktyce narzędzie, które ma opóźnić wpływ podwyżek stop procentowych na rynek. Na czas po wyborach. Jeśli spojrzeć na wyliczenia, to okaże się, że w III kwartale 2022 r. zdecydowana większość kredytobiorców zapłaci raty niższe niż w III kwartale 2021 r. Gdzie tu logika?! - mówi w rozmowie z tokfm.pl Adam Czerniak. Podpowiada też konkretne rozwiązania, co najlepiej zrobić z tak zaoszczędzonymi pieniędzmi.
Zobacz wideo

Jak obiecał minister rozwoju Waldemar Buda, już od lata złotówkowicze będą mogli skorzystać z wakacji kredytowych. Ale czy wszyscy?

Tak, i to bez wyjątku.

I żadnych dodatkowych kryteriów nie ma? W tym np. dochodowego.  

Nie, choć oczywiście istnieje możliwość, że zostaną one jeszcze wprowadzone. Projekt musi jeszcze przejść przez trzecie czytanie w Sejmie, Senat i prezydenta. Jest w nim tylko jedno obwarowanie: wakacje kredytowe będą mogły dotyczyć tylko jednego kredytu. I to wyłącznie, jeżeli zakupiona za kredyt nieruchomość zaspokaja własne potrzeby mieszkaniowe kredytobiorcy. 

Wiadomo też - co do zasady - że wakacje kredytowe gwarantują przesunięcie spłaty raty kredytu przez dwa miesiące w każdym kwartale od 1 lipca do 31 grudnia 2022 roku.

I po jednym miesiącu w każdym z kwartałów 2023 roku. Innymi słowy: Kowalska i Kowalski mogą zawiesić spłatę rat na osiem miesięcy. Cztery miesiące w bieżącym roku i cztery w przyszłym. Bez poniesienia z tego tytułu dodatkowych kosztów.  

To jednak nie oznacza, że w tym czasie całkowicie uwolnią się od jakichkolwiek wpłat do banku.

Tak. Jeżeli z kredytem wiąże się ubezpieczenie np. nieruchomości, na życie czy na wypadek utraty pracy, to będą zobowiązani do opłacania tych składek. Dodatkowo będą musieli uiścić wszelkie opłaty manipulacyjne, jeśli dopiero co zaciągnęli kredyt. W tym także te np. te z tytułu przygotowania wyceny nieruchomości. Ale to drobne kwoty. Dla większości kredytobiorców nie większe niż 100 zł na miesiąc.

Postanawiam więc: "Ok, biorę darmowe wakacje kredytowe". Ile będę mogła na tym zyskać?

Wszystko zależy od kwoty kredytu, który zaciągnęliśmy, a także momentu, w którym podpisaliśmy umowę i jej długości. Weźmy konkretny przykład: kredyt zaciągnięty w najgorszym możliwym momencie, czyli w sierpniu 2021 roku.

Ale jak najgorszym momencie? Przecież to wtedy stopy procentowe były na najniższym poziomie!

I właśnie dlatego był on najgorszy - to kredyt, który będzie miał najwyższy wzrost raty z tytułu podwyżki stóp. Jeśli w sierpniu WIBOR 3M (trzymiesięczny) wynosił 0,21 proc., marża banku ok. 2 proc., to przy hipotece na 300 tys. zł na 30 lat, miesięczna rata wynosiła wtedy 1141 zł. Przy WIBOR 3M na poziomie 7 proc., a taki jest prognozowany na lipiec tego roku, miesięczna rata podskoczy nam już do 2373 zł. Czyli będzie wyższa o 108 proc. niż w sierpniu 2021 r.

Dwie takie raty to już 4746 zł. A osiem - zakładając optymistycznie, że stopy procentowe nie będą dalej rosły - do w sumie aż 18 984 zł. I tyle będziemy mogli nie płacić bankowi przez najbliższe półtora roku, zaczynając od wejścia w życie ustawy. Oczywiście nie oznacza to, że są to pieniądze, które daje nam państwo, że dostajemy je do ręki. Nie, to oznacza, że o tyle czasowo spadną nasze wydatki na obsługę kredytu. Ale i tak trzeba je będzie ponieść. Tyle, że w późniejszym terminie.

Im wyższa rata kredytu, tym przy tym wyższa też kwota, jaka zostanie w domowym budżecie.  

Weźmy ratę o wartości 2500 zł miesięcznie. Czyli dla kredytu na 575,9 tys. zł zaciągniętego na 25 lat, także w sierpniu zeszłego roku. W lipcu tego roku jego rata wyniosłaby już 4735 zł, co oznacza wzrost o 98 proc. Korzyści z pełnych wakacji kredytowych sięgają już 37 880 zł. Znaczna różnica. Kolejna symulacja: kredyt z ratą początkową w wysokości 4000. zł. Na 921,3 tys. zł; też na 25 lat, także uruchomiony w sierpniu zeszłego roku. Teraz za miesiąc rata wyniosłaby już 7574 zł. Maksymalna korzyść z tytułu  wakacji kredytowych? 60 592 zł.

Co najlepiej będzie zrobić z tak zaoszczędzonymi pieniędzmi?  

Jeśli ktoś jest w bardzo dobrej sytuacji biznesowej, ma nadwyżki, bez problemu radzi sobie ze spłatą rat, to warto, by taki prezent od rządu zaoszczędził. I tutaj mamy do dyspozycji dwie opcje. Pierwsza: nadpłata kapitału kredytu. Dzięki temu miesięczna rata kredytu mogłaby zmniejszyć się nawet o kilkaset złotych miesięcznie.

O ile dokładnie?

Jeśli wyłożę na spłatę kapitału 19 000 z wakacji kredytowych, to moja rata z tego tytułu spadłaby w pierwszym przykładzie z 2371 zł do 2214 zł. Czyli o 157 zł miesięcznie. W przypadku nadpłaty kapitału o 60 500 zł - to trzeci z naszych przykładów - rata kredytu zmaleje automatycznie z 7574 zł, do 7048 zł. Czyli w kolejnym miesiącu będzie już niższa o ponad 500 zł.

Lepiej nadpłacić kapitał na koniec 2023 roku czy jednak np. raz na kwartał?

Jak najwcześniej. Im szybciej spłacimy część kapitału, tym niższe będziemy mieli raty w kolejnych miesiącach. To realna korzyść tu i teraz. Przy czym tu jedna uwaga: wszystko zależy też od konstrukcji umowy z bankiem. Bo choć te dopuszczają wcześniejszą spłatę kapitału, to część z nich pobiera od tego prowizję. Szczególnie jeśli to pierwsze trzy lata od podpisania dokumentów lub w przypadku umów zawartych przed 2017 r. Ale może się też zdarzyć, że będziemy mogli bez prowizji zrobić nadpłatę tylko do określonej kwoty lub tylko raz w roku. W tym ostatnim przypadku pieniądze z wakacji kredytowych warto kumulować i zdecydować się na jedną nadpłatę kapitału. A w międzyczasie odkładać środki np. na konto oszczędnościowe.

Opcja druga: lokata bankowa albo obligacje.

Lokatami jeszcze miesiąc temu pies z kulawą nogą by się nie zainteresował. Jak to wygląda teraz?

Faktycznie przy pierwszych podwyżkach stóp procentowych oprocentowanie lokat ani drgnęło. Wszystko dlatego, że banki komercyjne z dużo większym opóźnieniem reagują na zmiany polityki pieniężnej przy ustanawianiu oprocentowania depozytów. To zresztą mechanizm właściwy nie tylko dla Polski. Teraz jednak oferty lokat są coraz lepsze, z dnia na dzień bardziej korzystne. Niektóre są oprocentowane nawet na 5-6 proc.

To wciąż mniej niż wskaźnik inflacji, który zatrzymał się na poziomie 13,9 proc.

Tak, ale oprocentowanie lokat i tak jeszcze pójdzie w górę - wciąż mamy przecież do czynienia z cyklem stop procentowych. Prognozy mówią, że te mogą sięgnąć 6,5-7 proc. Można się więc spodziewać, że mniej więcej podobne oprocentowanie zobaczymy na lokatach długoterminowych. We wszystkich bankach. Choć niewykluczone, że sięgnie ono nawet 8 proc.

A obligacje? Jakiego oprocentowanie tutaj można oczekiwać?

W przypadku tych o zmiennym oprocentowaniu na tym samym poziomie, co lokaty - od 5 do 6 proc. W przypadku obligacji indeksowanych inflacją może być nawet więcej. Trzeba tylko wiedzieć, że jeśli teraz w nie zainwestujemy, to od razu po pierwszym rozliczeniu nie zyskamy tych 13,9 proc.
Konstrukcja tych obligacji zakłada, że dopiero od drugiego okresu odsetkowego uwzględniany jest wskaźnik inflacji plus niewielka marża. (Po pierwszym roku też zarobimy 5-6 proc.) A to oznacza, że zacierać ręce mogą ci, którzy zainwestowali w nie rok czy dwa lata temu. W tym roku będą mogli cieszyć się dwucyfrowym oprocentowaniem. 

Z nadwyżką z wakacji kredytowych mam bardziej iść w lokatę czy obligacje. Gdyby Kowalski zapytał wprost, to jaka byłaby Pana rada?

Jako ekonomista odpowiem krótko: to zależy. W tym przypadku od oczekiwań Kowalskiego. Jeśli ma awersję do ryzyka, "Ok, chcę wziąć to, co mam", to sugerowałbym lokatę. Ale jeśli uważa, że inflacja w Polsce dopiero się rozkręca, a prognozy ekonomistów są zaniżone, to radziłbym mu obligacje indeksowane do inflacji. Zwłaszcza jeśli ma apetyt na ryzyko.  

Przecenia Pan naszego Kowalskiego. Ten na pytanie, na czym mu zależy, odpowie krótko: "Chcę zarobić jak najwięcej".

Tu nie ma jednej, jasnej i dobrej odpowiedzi. W każdym w tych przypadków trzeba przyjąć jakieś prognozy co do tego, jak zachowa się gospodarka.

Tyle jeśli jesteśmy w dobrej sytuacji finansowej. A co by Pan radził komuś, kto sięgnie po wakacje kredytowe, bo ledwo starcza mu pieniędzy?

Tym bardziej odkładać jak największą część z wakacji kredytowych. Nie myślałbym już o nawet o nadpłacaniu kapitału. A raczej o budowaniu poduszki finansowej. Wpłacaniu nawet części tych środków na lokaty z krótszym terminem. Tak, by w sytuacji, kiedy rata kredytu pójdzie mocno do góry - RPP podniesie stopy bardziej od oczekiwań - móc sięgnąć po te pieniądze w każdej chwili. Innymi słowy: osobom, które teraz borykają się z kłopotami, z płatnością rat, radziłbym pieniądze z wakacji kredytowych odkładać na konto. Na poczet przyszłych płatności rat kredytowych.

Jak jeszcze można wycisnąć wakacje kredytowe? Tak, by korzyść była jak największa.

Jak jeszcze można na nich zarobić? Z perspektywy przeciętnego Kowalskiego pulę możliwych rozwiązań już wyczerpaliśmy. Można jeszcze pomyśleć o budowaniu poduszki finansowej na starość, czyli np. zwiększeniu w tym okresie wpłat do IKZE, czyli na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego. Albo też zdecydować się na wyższe płatności do PPK. Choć są one jednak mniej atrakcyjne niż np. lokata czy obligacje.
Ci bardziej zamożni, którzy mają kapitał na różnego rodzaju inwestycje, mogą pokusić się np. o aktywność na giełdzie. Albo np. znalezienie relatywnie taniego mieszkania. Kupienie go i zarabianie docelowo na wynajmie.

A co z ryzykiem przy korzystaniu z wakacji kredytowych? Jeśli wydłużę okres spłaty, to przecież raty przypadać będą na kolejne miesiące z podwyżkami stóp.

Mimo wszystko warto z wakacji kredytowych skorzystać. Oczywiście, o ile tych środków nie przejemy. Jeżeli myślimy długofalowo i zakładamy, że raty mogą jeszcze bardziej wzrosnąć, to warto też przyjąć, że od 2024 r. takiego programu raczej już nie będzie. Dlatego teraz korzystaj. Póki możesz. Potem możesz już nie mieć takiej możliwości.

Jest i inne ryzyko, o którym też jest teraz coraz głośniej: jeśli skorzystam z wakacji kredytowych, to później nie będę mógł  skorzystać z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. A ten już działa. Istnieje.

Nie ma takiego zapisu i nie sądzę, by takie obostrzenie mogło się w ogóle pojawić. Bo niby dlaczego?! To są dwa oddzielnie narzędzia i dwa różne sposoby wsparcia. Tym bardziej, że FWK jest przeznaczony dla osób w trudnej sytuacji finansowej. W myśl zapisów ustawy: w przejściowo trudnej sytuacji. Jeśli jest to trwale pogorszenie sytuacji finansowej, to trzeba już rozmawiać o restrukturyzacji kredytu. Z kolei wakacje kredytowe, od strony czysto ekonomicznej, dają nam niewiele ponad korzyści, o których rozmawialiśmy. Jeżeli przeznaczymy te środki na wcześniejszą spłatę kredytu, to zyskamy od 150 do 500 zł niższą ratę miesięczną. Jeśli zdecydujemy się na lokatę albo obligacje skarbowe, to korzyścią z tego będzie dodatkowe oprocentowanie. A to oznacza też, że de facto nie jest to program wsparcia kredytobiorców jako takich.

Inna rzecz, że jeśli wakacje kredytowe wejdą w życie, to FWK też będzie odgrywał mniejszą rolę.

Tak, bo część osób nie będzie musiała zgłaszać się teraz po pomoc. Choć zgłosi się po nią od razu na początku 2024 r., kiedy wakacje kredytowe się skończą. I tu ważna rzecz. Jednym z warunków skorzystania z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców jest relacja raty kredytowej do dochodu. Jeśli przekracza ona 50 proc. dochodu, to wtedy takie wsparcie nam przysługuje. Jeśli więc skorzystamy z wakacji kredytowych, to zmaleje nam średnia miesięczna wysokość raty, a to może nas wykluczać z FWK. W pośredni sposób. Pytanie, jak będą traktowane takie wnioski. Jak na razie, tego nie wiadomo.

Jest jeszcze inna niewiadoma - na ile skorzystanie z wakacji kredytowych nie będzie miało negatywnego wpływu na scoring Biura Informacji Kredytowej.

Nic na to nie wskazuje. Tym bardziej, że z wakacji kredytowych chcą skorzystać wszyscy. Od tych najbiedniejszych. Do tych najbogatszych, którzy mówią wprost: "Nareszcie coś od państwa dostałem. Żaden program nie był dla mnie. A teraz jest. Na bank korzystam". Nawet osoby o bardzo wysokich dochodach mówią: "A czemu nie. Idę w to. I tak na tym zarobię".

I nie ma też obaw, że trudniej będzie potem o inny kredyt?

Że bank mnie podliczy i powie, że spadła mi zdolność kredytowa? Nie. Banki też mają pełną świadomość, że wakacje kredytowe to cukierek  wyborczy, który rząd nam teraz serwuje. Nie będą wyciągać konsekwencji wobec tych, którzy po niego sięgnęli.

Jaka jest w ogóle Pana ocena tego projektu? Związek Banków Polskich mówi wprost: "Bubel prawny, pisany na kolanie".

Równie negatywna. Wakacje kredytowe to w praktyce narzędzie, które ma opóźnić wpływ podwyżek stop procentowych na rynek. Na czas po wyborach. Jeśli spojrzeć na wyliczenia, to okaże się, że w III kwartale 2022 r. zdecydowania większość kredytobiorców zapłaci raty niższe niż w III kwartale 2021 r. Gdzie tu logika?! I to jeszcze w czasie, kiedy mamy rekordowe wzrosty stóp procentowych. Przecież wzrost stóp procentowych musi nam ograniczać konsumpcję, by był skuteczny w zbijaniu inflacji. A tak wakacjami kredytowymi rząd brutalnie wybija zęby RPP. I w konsekwencji jeszcze bardziej winduje ceny. Stąd i moja krytyczna ocena: to program typowo przedwyborczy. Pisany pod program polityczny.

Do czego może jeszcze doprowadzić?  

Do zwiększenia nierówności społecznych, bo kredyt w dużej mierze i tak brały osoby, które miały już duże dochody. Takie, które, było stać na hipotekę. A im ktoś miał wyższe dochody, tym większe mieszkanie lub więcej nieruchomości mógł sobie kupić. A to oznacza teraz jedno: im wyższy ma teraz kredyt, tym większa korzyść finansowa z tytułu wakacji kredytowych. Czyli bogaci będą się bardziej bogacić, podczas gdy biedni z tego programu niespecjalnie skorzystają.
Dwa: dochodzi do tego jeszcze pokusa nadużycia. Najbogatsi środki przeznaczą na dalsze inwestycje. Biedniejsi i najbiedniejsi - na konsumpcję. Ewentualnie kupno telewizora czy nowej lodówki.

Pokusa nadużycia może mieć i drugą odsłonę, czyli zwiększać skłonność do ryzyka.

Absolutnie! I tak to działa. Do tego stopnia, że osoby, które nie zaciągnęły kredytu, mogą sobie teraz pluć w brodę. "A przecież mogłem wziąć hipotekę. I tak rząd by mi pomógł". Stąd następnym razem, jak staną przed podobnym wyborem, to zawsze z tyłu głowy będą mieć: "A co tam. Rząd i tym razem mi pomoże. Wymyśli jakiś nowy program. Idę na całość. Na ryzyko". A przecież nie tędy droga.

Adam Czerniak, wykładowca SGH, dyrektor ds. badań w Centrum Analitycznym Polityka Insight. Autor publikacji naukowych m.in. z zakresu socjologii ekonomicznej, ekonomii instytucjonalnej i rynku nieruchomości.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM