Nieoficjalnie: Biedronki nie otworzą się w niedzielę jako wypożyczalnie książek. "Informacje od pracowników"

Przy wejściu książki do wypożyczenia - w środku zakupy możliwe także w niehandlowe niedziele. Taki miał być sposób największej sieci dyskontów spożywczych w kraju na obejście zakazu handlu w niedziele. - Około godziny 14 w piątek dostaliśmy informację, że sklepy pozostaną zamknięte i nie będą funkcjonowały jako wypożyczalnie - powiedziała w TOK FM Gabriela Kaim, zastępca przewodniczącego NSZZ "Solidarności" w Biedronce.

Według informacji pojawiających się w mediach, do takiego otwarcia miało dojść już w ten weekend. Jednak - jak mówiła na antenie TOK FM w piątek wieczorem Gabriela Kaim, zastępca przewodniczącego NSZZ "Solidarności" w Biedronce – w najbliższą niedzielę Biedronki pozostaną zamknięte. – Około godziny 14 w piątek dostaliśmy informację, że sklepy pozostaną zamknięte i nie będą funkcjonowały jako wypożyczalnie. To są nieoficjalne wiadomości, które spłynęły do nas od kierowników sklepów w regionach i członków naszego związku. Firma Jeronimo Martins, właściciel sieci, nie prowadzi z nami dialogu i nie udziela nam takich informacji – mówiła Kaim.

Potwierdziła, że wcześniej do pracowników docierały wiadomości, że sklepy mają być otwarte. – Były dyspozycję, że w grafikach planować pracujące niedzielę. W sklepach miały być ustawione półki z książkami i klienci za kaucją mogliby je na dwa tygodnie wypożyczać – wskazała gościni TOK FM.

Jak dodała, związek jest przeciwny otwieraniu sklepów w niedziele niehandlowe. – Nasi pracownicy bardzo ciężko pracują od poniedziałku do soboty, dlatego należy im się ten dzień wolny w niedziele. Jesteśmy za tym, żeby nie otwierać sklepów w niedziele pod żadnym pozorem – powiedziała Kaim.

"Komiczny akcent"

Wcześniej na antenie TOK FM ten pomysł komentował dr Paweł Śmiałek, adwokat z kancelarii Mamiński i Wspólnicy. Jego zdaniem  to kolejna odsłona "smutnej telenoweli" dotyczącej polskiego prawodawstwa. – Znowu przedsiębiorcy szukają luk prawnych, żeby znaleźć możliwość dalszej pracy i osiągania zysku. A państwo tego nie ułatwia, gdy wielokrotnie nowelizuje jakąś ustawę, co jest już na porządku dziennym w Polsce. Dlatego to wypożyczanie książek w dyskoncie to pewnego rodzaju komiczny akcent spojrzenia na polskie prawo. W bardzo wielu obszarach – komentował ekspert.

Gość TOK FM podkreślał, że w naszym kraju prawo pisze się "na szybko", bez konsultacji ze stroną społeczną i głównie po to, żeby "wypełnić ideologiczne założenie". – Tak miało być z wolnymi niedzielami. To miało umożliwić pracownikom odpoczynek, spędzanie czasu z rodzinami. Tylko zapomina się o szerszym kontekście. Co teraz z osobami, które mają trudną sytuację finansową i chętnie dorobiłby w niedziele? O tym nie pomyślano – wskazywał ekspert i dodawał, że państwo i rządzący słuchają często wąskiej grupy interesariuszy danych zapisów, a nie uwzględniają konsekwencji, z którymi wiążą się takie decyzje.

DOSTĘP PREMIUM