Rekordowo słaby złoty. Kiedy odrobimy część strat? "Dylemat krajów bałtyckich"
Złoty wciąż słabnie - w czwartek rano euro kosztuje 4,84 zł, a dolar ponownie przebił 5 zł. Za franka szwajcarskiego płaci się 5,1 zł.
Poza odnotowywaniem kolejnych rekordów słaba waluta ma wymierny wpływ na to, co dzieje się w naszym kraju. - Słaby złoty dla gospodarki oznacza przede wszystkim to, że drożeją towary i usługi importowane, włączając w to paliwa i inne surowce energetyczne - mówił w TOK FM główny ekonomista banku Millennium Grzegorz Maliszewski. Słabe notowania polskiej waluty nie pomogą też w walce z inflacją, która od miesięcy jest rekordowo wysoka.
Złe notowania złotego to także m.in. wyższe raty kredytów zaciągniętych w obcej walucie, droższy wyjazd na zagraniczne wakacje. - Paliwa i ropa na rynkach międzynarodowych tanieją, ale przez słabego złotego na stacjach benzynowych możemy tego w ogóle nie czuć - podkreślił rozmówca Mikołaja Lizuta.
"Złoty traci relatywnie mocniej"
W ocenie głównego analityka banku Millenium słaby kurs złotego sprawia też, że Polska jako kraj jest postrzegana negatywnie przez inwestorów zagranicznych. Inna rzecz, że wpływ na to ma także otoczenie globalne, w tym przede wszystkim wojna na Ukrainie. - Jesteśmy krajem przyfrontowym, ryzyko recesji w Europie w związku z nową odsłoną wojny energetycznej Rosji z krajami Europy jest wysokie. Do tego dochodzą także problemy z rurociągami Nord Stream - wyjaśnił Maliszewski.
Gość TOK FM zwrócił przy tym jednak uwagę, że na wartości traci nie tylko złoty, ale też inne waluty regionu, w tym węgierski forint i czeska korona. - Złoty traci relatywnie mocniej, bo w naszym przypadku negatywnie działają też czynniki lokalne, takie chociażby jak brak KPO - podkreślił, wskazując, że równie słaby jest też np. forint. - Forint ma większe problemy z UE, bo tam jest też realna wizja wstrzymania nie tylko KPO, co zresztą już się dzieje, ale w ogóle środków z funduszy strukturalnych - dopowiedział.
Dla porównania kurs czeskiej korony zachowuje się lepiej - kraj korzysta z KPO, a bank centralny zdecydował się na różne działania, łącznie np. z interwencjami walutowymi.
"Dylemat krajów bałtyckich"
- Nie powinniśmy pluć sobie w brodę, że nie mamy euro? - dopytywał też prowadzący.
- Naturalnym pomysłem jest zwrócenie się w euro, to by wyeliminowało wahania kursowe, ale ma to swoje dobre i złe strony - odpowiedział krótko analityk Millenium. W teorii, jak wskazał, oznaczałoby to wyzbycie się np. autonomicznej polityki pieniężnej. W praktyce: w warunkach wysokiej inflacji bardzo niskie stopy procentowe.
- To dylemat krajów bałtyckich, gdzie inflacja jest dwucyfrowa - przekracza 20 proc., a stopy procentowe są na poziomie nieco ponad 1 proc. To pokazuje też dobitnie, że posiadanie własnej waluty daje większą przestrzeń do działania władzom monetarnym, ale powoduje większe wahania kursowe i większe koszty transakcyjne dla przedsiębiorstw - zastrzegł od razu Grzegorz Maliszewski.
Złoty odrobi część strat?
Według gościa TOK FM w dłuższym terminie polska waluta powinna odrobić część strat, a zadecyduje o tym jeden główny czynnik.
- To, co na pewno pomogłoby złotemu, to uruchomienie środków z KPO - KPO mamy uzgodnione, powinny być spełnione jeszcze kamienie milowe, by środki zaczęły płynąć do Polski - mówił w TOK FM, zastrzegając, że na razie jednak na to się nie zanosi.
- Napływ tych środków fizycznie wzmocniłby walutę, bo euro byłoby wymieniana na złoty i działałoby na nie niego korzystnie. A dodatkowo poprawiałoby to wiarygodność kraju, pokazywało poprawę relacji z UE, a ten czynniki nadal jest dla nas poważnym ograniczeniem - podsumował w rozmowie z Mikołajem Lizutem.