"Zimą możemy sobie nie poradzić". PiS-u nie stać na zamrożenie cen gazu, a w Unii spór. "KE między Scyllą i Charybdą"

Rząd nie podjął decyzji w sprawie projektu ustawy o maksymalnej cenie gazu dla odbiorców indywidualnych. Polska walczy też, m.in. z Francją, o tymczasowe limity cenowe na gaz. - W zimie 2023 roku po prostu możemy sobie nie poradzić - ocenił Robert Tomaszewski z Polityki Insight, pytany o bezpieczeństwo energetyczne Polski i Europy.
Zobacz wideo

Rząd podczas ostatniego posiedzenia omówił projekt ustawy o maksymalnej cenie gazu dla odbiorców indywidualnych. Według założeń nowe rozwiązania mają obowiązywać od 1 stycznia 2023 roku i zakładają wprowadzenie maksymalnej ceny za gaz m.in. dla gospodarstw domowych, wspólnot mieszkaniowych, szpitali i organizacji pozarządowych. Na planach się jednak skończyło. Jak podało Centrum Informacji Rządu, projekt wymaga dalszych analiz. 

Zdaniem Roberta Tomaszewskiego z Polityki Insight dyskusja nie znalazła finału ze względu na koszty wdrożenia projektu. A te, jak podał, wahają się od 20 do 40 mld złotych. - To gigantyczne obciążenie dla budżetu. Rząd PiS jest w dosyć niekomfortowej sytuacji, żeby podjąć taką decyzję - mówił gość "Wywiadu Politycznego".

Ekspert wskazał jeszcze jeden czynnik, który dodatkowo obciąża państwowy budżet - wygaśnięcie Tarczy Antyinflacyjnej, co ma nastąpić z końcem tego roku. - Obecnie paliwo gazowe jest obłożone zerową stawką VAT, która prawdopodobnie wróci do poziomu 23 proc. A to oznacza, że jeżeli rząd nic nie zrobi, tylko z samego tytułu podatku VAT w przyszłym roku zapłacimy za gaz o 23 proc. więcej. A do tego należy doliczyć jeszcze wzrost cen surowca, który nastąpił na rynkach hurtowych. Przed rządem więc bardzo trudne zadanie, które musi dać efekt w postaci niezdestabilizowania budżetu. Wchodzimy w rok wyborczy, więc presja, by coś zrobić będzie ogromna - dodał w rozmowie z Karoliną Lewicką. 

Kwotę podaną przez Roberta Tomaszewskiego podwajają jeszcze Tarcza Solidarnościowa i regulacje dotyczące mrożenia cen energii. - Gdybyśmy teraz wdrożyli niemal równoważny projekt, który mroziłby ceny gazu, budżet zostałby obciążony kwotą 80 mld zł. To gigantyczna kwota - ocenił analityk ds. energetycznych z Polityki Insight.

"Rząd zmierza w kierunku rozwiązania najbardziej kosztownego dla budżetu"

Według gościa TOK FM w sytuacji, w której znajduje się teraz polski rząd, najlepsze byłoby wzięcie pod uwagę kryterium dochodowego. W praktyce: skierowanie pomocy tylko do tych, którzy nie są w stanie opłacić rachunków za gaz. 

- Rząd zmierza tymczasem w kierunku zamrożenia cen dla wszystkich gospodarstw domowych, czyli rozwiązania najbardziej kosztownego dla budżetu. A w obecnej sytuacji, gdy ze strony Rady Ministrów pojawiają się inicjatywy szukania oszczędności w różnych miejscach, wydaje się, że powinno zostać wdrożone  rozwiązanie punktowe. Te gospodarstwa, które mają zdolności finansowe, by więcej płacić za paliwo gazowe, powinny płacić za nie więcej - uważa Robert Tomaszewski.

"W zimie 2023 roku po prostu możemy sobie nie poradzić"

Zdaniem rozmówcy Karoliny Lewickiej innym problemem w nadchodzących miesiącach, oprócz ceny gazu, może być zapełnienie magazynów. A to dlatego, że Polska, podobnie jak i cała Europa, będzie musiała poradzić sobie bez surowca z Rosji.

- Rosja zamknie drogi przesyłu gazu do Europy, które jeszcze funkcjonują - cały czas surowiec płynie do nas przez Ukrainę i Turcję. Zachodnia i Środkowa Europa będzie jednak musiała zaopatrzyć się w gaz skroplony, niepochodzący ze Wschodu. Może więc okazać się, że bez tego impulsu rynkowego, w zimie 2023 roku po prostu możemy sobie nie poradzić  - ocenił ekspert. Podkreślił przy tym, że "możemy mieć duży problem, żeby utrzymać nasze bezpieczeństwo energetyczne". 

"Komisja Europejska między Scyllą i Charybdą"

Komisja Europejska, pod wpływem presji 15 krajów - w tym Polski - zaproponowała w tej sytuacji projekt przepisów, które miałyby zapobiegać nagłym i nadmiernych wzrostom cen gazu. Według Brukseli maksymalny pułap powinien wynieść 275 euro za megawatogodzinę. Ostatecznie ustalą go podczas negocjacji kraje członkowskie. Jak zwrócił uwagę Robert Tomaszewski w tej gazowej rozgrywce mamy do czynienia z "dwoma obozami".

- W jednym obozie są Niemcy, którzy twardo sprzeciwiają się pomysłom ograniczania cen gazu w hurcie. Argumentują, że doprowadzi to do problemów ze zbilansowaniem zużycia tego surowca. Bo jeżeli cena zostanie obniżona, to odbiorcy z chęcią będą zużywali go więcej. Z drugiej strony mamy obóz francuski, do którego należy Polska. Francja argumentuje, że ceny gazu mają duże przełożenie i na przemysł, i na ceny energii elektrycznej, więc jakiś rodzaj interwencji jest konieczny - wyjaśnił rozmówca Karoliny Lewickiej.

Jak ocenił przy tym Robert Tomaszewski, "Komisja Europejska jest między Scyllą i Charybdą". - Jest presja polityczna, ponieważ grupa 15 państw jest potężna. Natomiast, jak czytamy w projektach KE, to są pomysły bardzo niebezpieczne. Gdy ograniczymy ceny gazu, a okaże się, że nasi dostawcy zawodzą, nie przypływają metanowce lub zostanie wysadzony ważny gazociąg, możemy znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji - tłumaczył w TOK FM.

Według gościa audycji, do kompromisu pomiędzy tymi dwoma obozami jednak nie dojdzie. - Sojusznikiem Niemiec jest temperatura. Im niższa, tym mniejsza będzie gotowość, by został wprowadzony inny mechanizm - przekonywał, zapewniając, że "będzie sporo politycznej emocji".

- Także Francja jest bardzo zdeterminowana, by obniżyć, przynajmniej u siebie, ceny energii elektrycznej. Boryka się z dużą falą awarii w swoich elektrowniach jądrowych, więc elektrownie gazowe są dla niej istotne w kreowaniu cen energii. Paryż z furią podchodzi do obostrzeń, które stawiają Niemcy i KE. Prawdopodobnie będzie awantura - podsumował w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM