Glapiński "zamiast pukać w drzwi palcem, załomotał dłonią". "Niedobrze tak zaskakiwać rynek"
Stopy procentowe zostaną obniżone o 0,75 pkt proc. - do 6,5 proc. stopa lombardowa, depozytowa do 5,50 proc., redyskontowa do 6,05 proc., oraz dyskontowa weksli do 6,10 proc. - to ogłoszona we środę decyzja Rady Polityki Pieniężnej. Inflacja konsumencka w ujęciu rocznym w lipcu 2023 r. wyniosła 10,8 proc.
Biorąc pod uwagę, iż eksperci, w tym ci zgromadzeni na Forum Ekonomicznym w Krynicy, prognozowali jedynie 0,25 pkt proc. obniżki, to decyzja Rady jest "trudna do zinterpretowania". Tak przynajmniej uważa dr Piotr Maszczyk, ekonomista i wykładowca akademicki SGH. - Nie jest dobrze zaskakiwać w ten sposób rynek. Tak silna obniżka jest absolutnie przedwczesna - ocenił gość "Pierwszego Śniadania w TOK-u".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak wskazał dr Maszczyk, decyzja o drastycznej obniżce stóp procentowych kłóci się z tym, co Adam Glapiński mówił jeszcze na początku lipca. " Jeśli będzie inflacja jednocyfrowa, to możliwa jest we wrześniu obniżka stóp procentowych o 0,25 pkt proc.'" - zapowiedział wówczas prezes NBP. - Z wcześniejszych słów pana prezesa i z działań Rady można było wnioskować, że jednak poczekają na przekroczenie tej psychologicznej granicy 10 proc. - stwierdził ekonomista w rozmowie z Piotrem Maślakiem.
Jak tę decyzję wytłumaczy prezes Glapiński podczas czwartkowej konferencji? Gość TOK FM na antenie snuł na ten temat domysły. - Myślę, że pan prezes powie coś takiego: "Zamiast pukać w te drzwi palcem, ja po prostu załomotałem w nie dłonią" - ocenił Maszczyk.
"Inflacja będzie spadać wolniej"
Ale po co taki ruch? Interpretacje - według eksperta - są dwie. - Po pierwsze, dane opisujące polską gospodarkę są gorsze, niż się wszyscy spodziewamy i pan prezes uznał, że czas na radykalne posunięcie, które odbije się na ścieżce dezinflacji. Czekaliśmy, aż inflacja spadnie, chociażby symbolicznie, poniżej 10 proc. A teraz inflacja będzie spadać wolniej. Pod znakiem zapytania staje z pewnością zapowiadany przez bank centralny powrót do celu inflacyjnego - to miało być w 2025 roku, ale pewnie się oddali. Natomiast być może okaże się, że dzięki temu posunięciu uda się uratować dodatnie tempo wzrostu PKB w tym roku - zastanawiał się wykładowca SGH.
Drugie potencjalne tłumaczenie dotyczy wysokości rat kredytów. - Dla kogoś, kto ma zaciągnięty kredyt opisany zmienną stopą procentową, ta decyzja będzie oznaczała, że rata kredytu dzięki temu radykalnemu posunięciu się zmniejszy i to dość znacząco - wyjaśniał dr Piotr Maszczyk.
Prowadzący audycję Piotr Maślak podsunął jeszcze trzecie wyjaśnienie. - Musi być kasa na obietnice wyborcze - stwierdził dziennikarz TOK FM. Jak odparł ekonomista, "tutaj rzecz jest jednoznaczna". - Jeżeli korzyść materializuje się w krótkim okresie, tak jak teraz, czyli mamy do czynienia ze spadkiem raty kredytowej, to jest to posunięcie, które przynosi korzyść. Być może to klucz do zrozumienia tego, co zrobiła RPP - podsumował dr Piotr Maszczyk w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u.