,
Obserwuj
Gospodarka

Wysokie stopy procentowe to kolejny rok wysokich rat kredytów. Ale są też plusy

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
07.02.2024 11:53
Gdy u nas stopy procentowe mogą zostać na obecnych, wciąż wysokich poziomach przez cały rok, rynki czekają na ich obniżki w strefie euro i w Stanach Zjednoczonych. I choć szef amerykańskiego banku centralnego w środę nie potwierdził oczekiwań, że mogłoby stać się to w marcu, a szefowa Europejskiego Banku Centralnego jak mantrę powtarza, że trzeba jeszcze czekać, to rynki wiedzą swoje. I obstawiają obniżki już wiosną. Te decyzje wpłyną też na nas - bo niższe stopy procentowe tam, to mocniejszy złoty tu. A złoty mocniejszy do dolara oznacza choćby tańsze lub mniej drożejące paliwa. A przecież koszt paliwa wliczony jest w każdy towar, który kupujemy w sklepach.
|
|
fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Wyborcza.pl

Nie tak szybko - mówi szef amerykańskiego banku centralnego o obniżkach stóp procentowych w największej gospodarce świata. Ale przyznaje, że obniżki zbliżają się, w miarę jak inflacja coraz mocniej hamuje, choć wyczekiwane przez inwestorów wskazanie marcowego terminu obniżki się nie potwierdziło.

Na słowa Jerome'a Powella czekały rynki jak świat długi i szeroki, bo każde słowo tego człowieka potrafi tymi rynkami zatrząść i przełożyć się na kieszenie, także nasze. Niemniej, zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w strefie euro obniżki stóp obstawiane są już wiosną. Co to oznacza dla nas? I co może zrobić nasza Rada Polityki Pieniężnej, na której ruchy czekają kredytobiorcy i przedsiębiorcy płacący raty leasingów?

"Żarłoczna bestia" inflacji opanowana?

Zanim jednak przejdziemy do naszej Rady Polityki Pieniężnej, zerknijmy do drugiego dużego banku centralnego świata. Europejski Bank Centralny, bo o nim mowa, trzyma twardo stopy procentowe na wysokich poziomach, a jego szefowa nie chce nawet pisnąć słowa o możliwości obniżek, dopóki inflacja nie zejdzie do optymalnych poziomów.

Choć nawet jeden z największych jastrzębi EBC - tak nazywani są ci, którzy są za restrykcyjną polityką pieniężną - łagodzi swój ton i mówi, że bank opanował 'żarłoczną bestię' inflacji. Z drugiej strony okazuje się, że europejska gospodarka, choć w dużym spowolnieniu, ale utrzymuje się nad wodą, a pomogły w tym - niespodziewanie - kraje południa: Hiszpania i Włochy.

Na większy optymizm nie pozwala sytuacja w Niemczech. Ten koń pociągowy europejskiej gospodarki ma poważną zadyszkę. Uniknął wprawdzie recesji, ale stagnacja jest tam faktem - także z powodu... wysokich stóp procentowych. I koło się zamyka.

Kredytobiorco! Płacz i płać

I teraz czas na nas. Z punktu widzenia kredytobiorców nie ma, niestety, najlepszych informacji. Bo ekonomiści dotychczas mówili, że Rada Polityki Pieniężnej poczeka do marca, zobaczy, jakie są perspektywy dla inflacji w spodziewanej wtedy tak zwanej projekcji inflacji i na tej podstawie ewentualnie mogłaby wykonać jakiś ruch. Im jednak bliżej marca, przybywa ekonomistów, którzy prognozują, że zmian stóp w Polsce może nie być... przez cały ten rok! A nawet jeśli by się pojawiły, to przestrzeń do nich jest i tak maleńka - może ćwierć, może pół punktu procentowego. I tu kluczowe pytanie: co w takim razie z ratami kredytów, tych opartych o zmienną stopę procentową?

Nie ma dobrych wiadomości dla kredytobiorców. Stopy procentowe depczą marzenia o niższych ratach

Zostaną bez większych zmian, ku zgryzocie kredytobiorców. Dla wielu z nich ostatni cykl podwyższania stóp oznaczał podwojenie rat i głęboką wyrwę w domowych budżetach. Wrześniowa i październikowa, przedwyborcza obniżka stóp przyniosła pewną ulgę, ale niewielką. A jeśli ziściłby się scenariusz, w którym stopy zostają na obecnych, wciąż wysokich poziomach, przez większą część, a może i cały ten rok, na kolejną ulgę kredytobiorcy nie mają na razie co liczyć. Będą płakać i płacić. Podobnie zresztą jak na przykład przedsiębiorcy spłacający raty leasingów. Ale sytuacja z wysokimi stopami procentowymi ma też pewne plusy. Przygnieceni ratami kredytów, pewnie zastanawiacie się jakie?

Dobre wiadomości dla złotego

Nie tylko takie, że wolniej spada oprocentowanie lokat - w związku z tym pojawia się pewna szansa, że wreszcie tym lepszym lokatom uda się pobić inflację. Czyli banki dopiszą do nich takie odsetki, że inflacja zje ich mniejszą część. To jedno. A drugie - to szansa dla polskiego złotego, która może pozytywnie wpłynąć na nasze portfele. Jaka to szansa?

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Nasz złoty w ogóle w ostatnim czasie jest mocny, zwłaszcza do dolara. A jeśli wiosną stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych i w strefie euro zaczną spadać, a u nas wciąż będą wysoko - to szukającym zysków inwestorom bardziej będzie się opłacało inwestować właśnie w złotego. To może przełożyć się na jego wartość. Skoro będzie walutą pożądaną, to będzie też walutą droższą. A mocniejszy złoty, to słabszy dolar. I w tej wyliczance, na koniec, dochodzimy do punktu kulminacyjnego.

Bo właśnie w dolarach rafinerię kupują ropę naftową do produkcji paliw. I przy mocnym złotym po prostu płacą za nią mniej. I właśnie to może złagodzić rosnące w ostatnich tygodniach - na fali niepokojów o sytuację na Bliskim Wschodzie - notowania ropy naftowej. Decyzje podejmowane w gabinetach bankierów centralnych przełożą się na nasze kieszenie, bo łagodniejsze przez słabego dolara wzrosty cen ropy oznaczają tańsze, a co najmniej niedrożejące tak szybko paliwa. To odczują w pierwszej kolejności tankujący na stacjach kierowcy, a w drugiej - my wszyscy, bo przecież koszt transportu jest zaszyty w cenie każdego towaru na sklepowych półkach. Od kajzerki i masła po lodówki i telewizory.