To najcenniejsza firma w Europie. Pochodzi z Niemiec, pracowników ma także w Polsce
Niemiecka spółka technologiczna SAP jest tym trzecim, który korzysta, gdy dwóch się bije. Od dwóch lat o palmę pierwszeństwa ścigały się duński gigant farmaceutyczny Novo Nordisk (producent leków na otyłość, takich jak Ozempic i Wegovy) oraz francuskie imperium luksusu LVMH (marki takie jak Louis Vuitton, koniak Hennesy, szampan Dom Perignon i moda: Dior, Kenzo czy Givenchy). Obaj mają jednak swoje problemy skutkujące spadkiem wartości ich akcji.
W tym czasie powoli, ale konsekwentnie w górę pięły się akcje niemieckiego giganta technologicznego SAP, który coraz odważniej idzie w kierunku sztucznej inteligencji. To pokazuje, że giganci technologiczni wcale nie muszą pochodzić z amerykańskiej Doliny Krzemowej, mogą się narodzić w małym mieście sto kilometrów na południe od Frankfurtu.
Kłopoty giganta od odchudzania
Ostatnie dwa lata to ciągły wyścig o pierwsze miejsce między duńskim Novo Nordisk a francuskim LVMH. Novo Nordisk to producent przełomowych leków na odchudzanie, w tym Ozempicu i Wegovy, które zawojowały świat. Leki na odchudzanie pogrubiły portfel firmy tak bardzo, że przerosła kraj, w którym działa!
Już nie tylko nawóz. Gigant przestawia wajchę i stawia na... amunicję
Wszystko działało jak dobrze naoliwiona maszyna, aż pod koniec ubiegłego roku firma podała nieco gorsze od oczekiwanych wyniki badań nad nowym lekiem o nazwie CapriSema. Kolejne badania - w marcu - też rozczarowały inwestorów, ponieważ nie wykazały lepszych efektów od już istniejących leków. Rynki więc wątpią, czy firma znajdzie godnego następcę swoich przełomowych leków na otyłość, w dodatku po piętach depcze jej amerykańska konkurencja. Koncern Eli Lilly planuje opublikować w tym roku wstępne wyniki kilku zaawansowanych badań klinicznych nad swoim eksperymentalnym lekiem na otyłość. To wszystko nie są dobre wieści dla duńskiego potentata, którego wartość akcji na giełdzie w ostatnim półroczu poleciała na łeb, na szyję - o połowę.
Luksus z problemami
Z duńskim potentatem farmaceutycznym od dwóch lat o palmę pierwszeństwa ścigał się francuski koncern LVMH. Pod tymi czterema literami kryje się imperium luksusu, takie marki jak Loius Vuitton, Dior, Kenzo, Givenchy, Dom Perignon, Sephora, należące go najbogatszego Europejczyka Bernarda Arnaulta. Imperium też ma kłopoty, po tym jak w ubiegłym roku spadała sprzedaż w kluczowych segmentach, takich jak moda i wyroby skórzane oraz wina i napoje spirytusowe. Te ostatnie zresztą mogą stać się ofiarą polityki celnej Białego Domu.
Bo Donald Trump w marcu groził, że Stany Zjednoczone wkrótce wprowadzą zabójcze, 200-procentowe cło na wszystkie wina, szampany i wyroby alkoholowe z Unii Europejskiej - po tym jak Bruksela zdecydowała się nałożyć 50-procentowe cła na amerykańską whisky. Stany Zjednoczone są jednym z największych importerów francuskiego wina i napojów spirytusowych, w tym marek produkowanych przez francuskiego giganta.
Żeby było ciekawiej, Arnault i Trump mają długoletnie serdeczne kontakty, ale jeśli cła zostaną wprowadzone, mogą zadać LVMH poważny cios finansowy. Po drugie, ożywienie w segmencie dóbr luksusowych napędzają głównie klienci z Europy i Stanów Zjednoczonych, natomiast kluczowi dla firmy bogaci klienci z Chin wciąż trzymają się za portfele i historią są już czasy, kiedy bogacące się chińskie społeczeństwo zakupy robiło na wyścigi i na niczym nie oszczędzało.
Trump podłożył bombę. Największa gospodarka świata upadnie?
Gdzie dwóch się bije, tam niemiecki gigant korzysta
W duńsko-francuskiej walce o pierwsze miejsce na podium na razie wygranymi są Niemcy. Bo to właśnie niemiecka firma informatyczna SAP została najcenniejszą europejską spółką. Skorzystała na fali entuzjazmu dotyczącego sztucznej inteligencji oraz wzrostów na niemieckiej giełdzie. W ciągu ostatniego roku SAP powoli, ale konsekwentnie piął się na giełdzie w górę - jego akcje są o 40 procent wyżej niż rok temu.
Firmę założyło 53 lata temu pięciu byłych pracowników amerykańskiego IBM. Pod koniec pierwszego roku działania firma miała dziewięciu pracowników piszących programy komputerowe. Z roku na rok rosła, teraz na całym świecie zatrudnia ponad 100 tys. pracowników w 157 krajach, w tym w Polsce. Oferuje swoim klientom produkty obejmujące rozwiązania w chmurze, zarządzanie wydatkami, łańcuchem dostaw, narzędzia do analiz i śmiało wchodzi w rozwiązania bazujące na wykorzystaniu sztucznej inteligencji do swoich produktów dla firm na świecie. I właśnie tu tkwi potencjał największej europejskiej firmy.
Analitycy wydają się zgodni - to prawdopodobnie dopiero początek złotych czasów dla niemieckiego giganta, który w tym roku ma zwiększyć swoje przychody o kilkanaście procent. Tym bardziej, że trzy czwarte tych przychodów generuje poza gospodarką niemiecką. A na giełdzie we Frankfurcie jest wart więcej niż wartość historycznej przecież dla tego kraju branży motoryzacyjnej, obejmującej takie marki jak Volkswagen i Mercedes-Benz. A to pokazuje, że giganci technologiczni wcale nie muszą pochodzić z amerykańskiej Doliny Krzemowej - mogą się narodzić w małym mieście sto kilometrów na południe od Frankfurtu.
SAP zyskał też dzięki ogólnemu dobremu sentymentowi do niemieckiej giełdy, która - wbrew gospodarczym problemom tego kraju - przeżywa hossę i od początku roku jej główny indeks zyskał już 15 proc. Europejskie rynki zyskują dzięki temu, co dzieje się za Atlantykiem. Popłoch, jaki nowojorskiej giełdzie zafundował Donald Trump swoją chaotyczną polityką gospodarczą, wystraszył kapitał, który ze Stanów uciekł do Europy. Dzięki temu giełdy - także warszawska, która od początku roku zyskała prawie 30 procent - idą tu pewnie w górę. Dopóki oczywiście coś tych nastrojów nie zepsuje.
'Widzę szansę na obniżkę stóp w lipcu'. RPP kontra Glapiński [COTYGODNIOWE PODSUMOWANIE ROKU]