Szczepienie spowoduje bezpłodność? Dr Grzesiowski rozprawia się z mitami na temat koronawirusa

- Boję się sytuacji, że znienacka, z dnia na dzień, dowiemy się, że mamy 100 000 zachorowań i nie będzie czasu na reakcję - przyznał w TOK FM dr Paweł Grzesiowski. Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19 odpowiadał też na pytania słuchaczy dotyczące m.in. długofalowych skutków szczepień u dzieci, czy przyjmowania szczepionki przez alergików.
Zobacz wideo

Od początku pandemii w Polsce zmarło na COVID-19 już ponad 100 000 osób. Niemal każdego dnia resort zdrowia informuje o kolejnych setkach zgonów. Tylko jednego dnia - 11 stycznia ministerstwo poinformowało o śmierci 493 osób). Minister Adam Niedzielski ostrzega zresztą, że należy przygotować się na systematyczny przyrost nowych zakażeń.

Obawy te podziela dr Paweł Grzesiowski. - Boję się sytuacji, że znienacka, z dnia na dzień, dowiemy się, że mamy 100 000 zachorowań i nie będzie czasu na reakcję - przyznał w rozmowie z Ewą Podolską w TOK FM.

- Po to mówimy o tym w mediach, żeby każdy przemyślał, co może się wydarzyć w ciągu najbliższego miesiąca (…). Wirus jest cały czas przed nami, trzeba to uczciwie powiedzieć. Wymyka się nam. Trzeba się przygotować na naprawdę trudną sytuację - przestrzegał.

Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw COVID-19 wyjaśniał, że problemem może być nie tylko wysoka liczba nowych zakażeń, "idąca w setki tysięcy". Chodzi też o zahamowanie niektórych dziedzin życia społecznego i gospodarczego, ze względu na ogromną liczbę osób będących na kwarantannie czy zwolnieniach lekarskich. A jest to zjawisko powszechne w tych krajach, gdzie jest już obserwowana duża fala zakażeń omikronem.

- Wyobraźmy sobie, że do pracy nie przyjdzie co piąty kierowca autobusu komunikacji miejskiej albo co piąty pilot samolotu. Możemy spodziewać się poważnych kłopotów z utrzymaniem ciągłości pracy - uważa Grzesiowski.

- Ten wariant [omikron] będzie się szerzył bardzo szybko. Już po trzech dniach od kontaktu z chorym mamy rozwiniętą formę zakażenia. Zarażamy nawet już dzień, półtora dnia po kontakcie. Oznacza to, że liczba chorych może nam się podwajać co dwa dni, a nie - tak jak było to wcześniej - w ciągu tygodnia czy dwóch - podkreślił gość TOK FM.

Dwie dawki wystarczą?

Ewa Podolska pytała swojego gościa o fakty i mity dotycząca koronawirusa i jego nowej mutacji, omikrona. Jak mówiła prowadząca audycję, wiele osób uważa, że jeżeli przyjęło dwie dawki szczepionki, to nie muszą przyjmować trzeciej. Uważają oni, że nawet jeżeli zachorują, to przebieg będzie tak łagodny, że organizm chorobę potraktuje jako pewną "dawkę przypominającą" wirusa.

Dr Grzesiowski nie zgodził się z takim podejściem. - Można tak myśleć, ale po trzech dawkach, a nie po dwóch - powiedział. - Wiemy, że po dwóch dawkach odporność spada znacznie, szczególnie po pięciu-sześciu miesiącach od szczepienia - podkreślił i zachęcał do przyjmowania trzeciej dawki szczepionki. - W tej chwili ludzie po trzech dawkach chorują z dwu- czy trzydniowym katarem, gorączką, czasami bólami mięśni, ale to nie rozwija się w postać zapalenia płuc. Rzeczywiście takie lekkie przechorowanie da nam kolejny bodziec dla układu odporności, ale daleki byłbym od spokojnego podejścia w przypadku osoby, która ma tylko dwie dawki i to w dodatku przyjęte w maju, czerwcu czy lipcu - mówił.

Dr Grzesiowski poinformował, że trzy dawki szczepionki chronią nas przed ciężkim zachorowaniem nawet w około 90-95 procentach, natomiast dwie już tylko w około 30 procentach.

Szczepienia a odczyn alergiczny

Z pytaniami do eksperta dzwonili także słuchacze Radia TOK FM. Jedna ze słuchaczek pytała o możliwość szczepienia przeciwko COVID-19, jeżeli w przeszłości po szczepieniu nastąpiła reakcja alergiczna. Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej mówił, że nie ma żadnych powodów, dla których nie można byłoby przeprowadzić szczepienia u osoby, która przeszła kiedyś jakiś odczyn alergiczny, nawet tak poważny, jak wstrząs anafilaktyczny.

- Początkowo mówiło się, że osoby, które przeszły wstrząs, mają przeciwwskazania do szczepienia, ale potem to się zmieniło. Nawet jeśli doszłoby do jakiejś reakcji poszczepiennej, to mamy leki, które te reakcje przerywają - tłumaczył. Dr Grzesiowski zaznaczał jednak, że osoba, która w przeszłości przeszła jakikolwiek odczyn uczuleniowy, powinna zaszczepić się w punkcie szczepień, w którym jest lekarz i "pełne wyposażenie", a nie na przykład w aptece.

Szczepienia dzieci i długofalowe skutki uboczne?

Kolejna ze słuchaczek pytała o szczepienia dzieci. Jak mówiła, często spotyka się z rodzicami, którzy obawiają się, że negatywne skutki szczepienia mogą pojawić się za 10-15 lat. I dlatego nie decydują się na zaszczepienie swojego dziecka. Wymieniała tu m.in. ewentualne choroby serca, zakrzepicę czy bezpłodność. Dr Grzesiowski wyjaśniał, że zaprzeczenie temu w 100 proc., na podstawie badań, jest niemożliwe, ponieważ takich badań jeszcze nie ma. Najdłuższe obserwacje obejmują mniej więcej półtora roku, bo tyle czasu minęło od pierwszych szczepień przeciwko COVID-19.

- Natomiast opieramy naszą wiedzę na tym, co się dzieje w organizmie, który przeszedł szczepienie. Te elementy, które były podane w szczepionce, znikają. Są po prostu rozkładane, eliminowane w organizmie. To nie jest więc tak, że szczepionka po iluś latach może nam dać skutki uboczne. Tego nie obserwujemy po żadnych szczepionkach, a mamy ponad dwustuletnie doświadczenie w różnego rodzaju szczepieniach - uspokajał lekarz.

Ekspert przyznał, że nowe szczepionki, oparte na technologii mRNA, wywołują czasami obawy - właśnie dlatego, że są nowe. - Ale od stycznia ubiegłego roku podaliśmy około 10 mld szczepionek na całym świecie. Gdyby coś się miało dziać, już na pewno byśmy o tym wiedzieli - powiedział.

DOSTĘP PREMIUM