Adam Niedzielski broni tezy o końcu pandemii. Prof. Flisiak: Minister mija się z definicją pandemii

Szef resortu zdrowia Adam Niedzielski utrzymuje, że mamy do czynienia z początkiem końca pandemii. Zupełnie inną opinię ma prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. Ekspert tłumaczył też w TOK FM, dlaczego przed koronawirusem chronionych jest jedynie 29 proc. Polaków.
Zobacz wideo

"Początek końca pandemii" Adam Niedzielski ogłosił 9 lutego. Po tygodniu zdania nie zmienił. - To jest hipoteza, która dogłębnie opiera się na tym, co wiemy już o omikronie i o tym, jak różni się od poprzednich mutacji - stwierdził w TVN24. Choć zaznaczył równocześnie, że "wszystko jest możliwe" i "to nie jest tak, że hipotezy są od razu definitywnymi stwierdzeniami".

- Najbardziej prawdopodobny jest ten scenariusz, że jeżeli pojawią się kolejne fale - a trzeba się liczyć z tym, że na jesieni pojawi się kolejna - to one nie będą już tak dolegliwe z punktu widzenia systemu opieki zdrowotnej - powiedział minister zdrowia.

Efekty deklaracji Niedzielskiego są doskonale widoczne np. w punktach szczepień. Znacznie mniej chętnych pojawia się - jak już informowaliśmy - m.in. w punktach we Wrocławiu i na Podlasiu.

Według prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych - prof. Roberta Flisiaka, szef resortu zdrowia "mija się z definicją pandemii". - Dopóki na wielu kontynentach będą zakażenia, to tej pandemii nikt nie odwoła. Można oczywiście tak mówić i zaklinać rzeczywistość, ale prawda jest taka, że jeżeli liczba zakażeń czy wyników dodatnich, które są stwierdzane, będzie nam malała z jesienią, nawet gdyby była śladowa, to te zakażenia nadal będą i nadal będzie ryzyko, że w wyniku mutacji, które są w naturze wirusa, powstanie wariant, który stworzyć może kolejne zagrożenie - podkreślił gość TOK FM.

Specjalista uważa, że odwołanie pandemii było zdecydowanie zbyt wczesne. - Można powiedzieć o tym co najwyżej, że mamy do czynienia z początkiem końca fali wiosennej - wyjaśnił w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Szczepienie przeciwko koronawirusowi. Polacy na "szarym końcu Europy"

W Polsce przynajmniej dwie dawki szczepionki przeciwko koronawirusowi przyjęło około 56 proc. populacji. Prof. Flisiak zaoponował jednak zdecydowanie przed określaniem wszystkich tych osób, jako zaszczepionych.  - W tej chwili, przy wariancie omicron, nie powinniśmy w ogóle brać pod uwagę osób zaszczepionych (tylko - red.) tymi dawkami podstawowymi. Powinniśmy liczyć wyłącznie tych, którzy otrzymali dawkę przypominającą, a ten odsetek jest jeszcze gorszy - tłumaczył, dodając że wynosi on zaledwie 29 proc. i "sytuuje nas to na szarym końcu Europy". 

Dziennikarz TOK FM dopytywał zatem, kiedy możemy spodziewać się kolejnej - czwartej - dawki szczepionki. Jak wyjaśnił prof. Flisiak, obecnie zbierane są dane na temat tego, jak długo odporność utrzymuje się, jak jest silna po pierwszej dawce przypominającej.

- Na razie możemy jeszcze poczekać, zwłaszcza, że fala zachorowań, której możemy się spodziewać, nastąpi dopiero jesienią. Decyzje o ewentualnej konieczności (podawania) dawek przypominających, nawet corocznie (...) zapadną w najbliższym czasie - stwierdził.  Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych dodał, że możliwe jest, iż taka konieczność będzie ograniczona jedynie do określonych grup, np. osób najbardziej narażonych na ciężki przebieg zakażenia koronawirusem.

Koronawiurs. Kiedy łagodzenie obostrzeń?

Prof. Flisiak odniósł się również do zapowiedzi ministra Niedzielskiego na temat możliwości znoszenia obowiązujących w Polsce restrykcji - łącznie z noszeniem maseczek w zamkniętych pomieszczeniach. Według szefa MZ możliwe jest to już w marcu. - Myślę, że jeżeli już będziemy widzieli, że ta liczba zakażeń oscyluje i spada poniżej 10 tysięcy, to na pewno będę rekomendował panu premierowi taki ruch - mówił w TVN24 Niedzielski.

Zdaniem gościa TOK FM trudno jest przewidywać, kiedy będzie można zdecydować się na taki ruch. - Bardziej bym się kierował przy znoszeniu  tego praktycznie jedynego obostrzenia, które mamy w Polsce (zakrywaniem nosa i ust - red.), nie kalendarzem, tylko momentem, kiedy odsetek wyników dodatnich w testach spadnie np. poniżej 5 proc. Będzie to oznaczało, że wirus występuje w śladowych ilościach w społeczeństwie i i można zamienić to na zalecenie - wyjaśnił prof. Robert Flisiak.

DOSTĘP PREMIUM