advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Śląskie

Betonowa pustynia zamienia się w park. Oprotestowana inwestycja zmierza ku końcowi

2 min. czytania
29.07.2023 08:00
Miał być suchy i betonowy zbiornik retencyjny - powstaje nowy park. Po protestach mieszkańców na Wilcze Doły powróci roślinność. - Gliwiczanie absolutnie pokochają to miejsce - słyszymy w urzędzie miasta.
|
|
fot. K.Krzemiński, źródło UM Gliwice

Zmiany zachodzące na Wilczych Dołach to temat, który od lat budzi ogromne kontrowersje wśród mieszkańców. Zaczęło się w 2020 roku, gdy władze Gliwic ogłosiły plany budowy w tym miejscu suchego zbiornika retencyjnego. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Mieszkańcy byli przeciwni temu, by zielony teren rekreacyjny zmienił się w betonową pustynię. Stworzyli petycję pod hasłem 'Ratujmy Wilcze Doły', którą podpisało ponad 7700 osób. Przekonywali w niej, że miejsce to zamieszkuje co najmniej 37 gatunków ptaków objętych ochroną gatunkową, a realizacja przedsięwzięcia wymaga wycięcia ponad 660 drzew.

- Protesty zaczęły się dopiero wtedy, gdy został rozstrzygnięty przetarg na budowę tego zbiornika, podpisana został umowa o dofinansowanie unijne i miały w zasadzie ruszyć prace - wspomina w rozmowie z nami rzecznik prasowy prezydenta Gliwic Łukasz Oryszczak. - Protestujący składali odwołania do przeróżnych instytucji. Działania te opóźniły powstanie zbiornika o ponad rok. Chcę bardzo mocno podkreślić, że żadna z niezależnych od miasta instytucji nie potwierdziła zarzutów stawianych inwestycji i nie znalazła żadnych nieprawidłowości - dodaje.

Zbiornik ostatecznie powstał. Jego budowa kosztowała ponad 20 mln złotych, z czego ponad 14 mln złotych to dofinansowanie z Unii Europejskiej. Prace zakończyły się wiosną.

Protesty poszły na marne?

Czy to oznacza, że protesty mieszkańców poszły całkowicie na marne? Rzecznik przekonuje, że nie. - Postanowiliśmy wyjść naprzeciw sygnalizowanym przez mieszkańców hasłom i uzupełnić inwestycję o zagospodarowanie na potrzeby wypoczynku - mówi Oryszczak. - Początkowo to miał być po prostu pusty suchy zbiornik, a będzie park - taki jest efekt debaty wokół inwestycji - dodaje.

Z terenu Wilczych Dołów wycięto kilkaset drzew i krzewów. Rzecznik zapowiada, że teraz zasadzonych zostanie ponad 700 drzew. Pojawią się też krzewy i łąki kwietne. - Będzie tam roślinność terenów podmokłych. Architekt krajobrazu zadbał, żeby były siedliska dla małych zwierząt, płazów i owadów, więc bioróżnorodność jest też uwzględniona. Podkreślę, że tam były pola uprawne, na których rosła kukurydza lub rzepak. Nie był to rezerwat, tylko intensywnie użytkowana ziemia rolna - zaznacza nasz rozmówca.

Na terenie suchego zbiornika mają pojawić się ławki, leżaki czy stoły piknikowe. Będą także podesty z miejscami do siedzenia, bujaki dla dzieci i punkty obserwacyjne, plac zabaw i plenerowa siłownia, a także wybieg dla psów. W nawiązaniu do nazwy będą też figury wilków, wkomponowane w teren, na które będzie się można wspinać.

- Powstaje tam bardzo atrakcyjny teren rekreacyjny. Jeżeli ktoś realizował swoje potrzeby wypoczynku w tym miejscu, to będzie to mógł robić nadal w o wiele ciekawszy sposób. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gliwiczanie absolutnie pokochają to miejsce, bo będzie to kilkuhektarowy nowy park - podsumowuje Łukasz Oryszczak.

Park Wilcze Doły ma powstać późną jesienią, najprawdopodobniej do listopada. Pełne efekty wszystkich nasadzeń mieszkańcy zobaczą najprawdopodobniej jednak wiosną przyszłego roku.

Nie wiedzą, że tuż obok drogi zaczyna się inny świat. 'Wygląda jak przemysłowe Pompeje'