,
Obserwuj
Lubelskie

Ukraińcy w Polsce zawzięcie śledzą wymianę ciosów między Warszawą a Kijowem. "Smutno, że takie słowa padają"

4 min. czytania
23.09.2023 08:00
Z niepokojem uchodźcy, którzy uciekli przed wojną w Ukrainie do Polski obserwują to, co w ostatnich dniach dzieje się w relacjach między Warszawą a Kijowem. Wielu z nich krytycznie patrzy na działania swojego prezydenta. - To były słowa absolutnie niedopuszczalne - mówią. Nie brakuje jednak i takich, którzy obawiają się, że przez całą tę aferę zaczną być w Polsce szykanowani.
|
|
fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

- Państwom wprowadzającym embargo na zboże z Ukrainy wydaje się, że grają na siebie, a w rzeczywistości pomagają przygotować scenę dla aktora z Moskwy - powiedział Wołodymyr Zełenski podczas wystąpienia przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Słowa odbiły się w Polsce szerokim echem. Politycy Zjednoczonej Prawicy mówili i pisali m.in. o tym, że Ukraina nie okazuje Polsce wdzięczności czy że trzeba się wycofać z ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy.

Wszystko to dzieje się w obliczu problemów z ukraińskim zbożem. Do 15 września obowiązywał - wprowadzony przez Komisję Europejską - zakaz importu do Polski pszenicy, kukurydzy, rzepaku czy ziaren słonecznika z Ukrainy. KE jednak tego zakazu nie przedłużyła, wbrew woli Polski i kilku innych krajów.

W efekcie Polska sama wprowadziła własne embargo. W tym kontekście padły też słowa premiera Mateusza Morawieckiego odnośnie do uzbrojenia dla Ukrainy. Szef rządu powiedział: "My już nie przekazujemy uzbrojenia na Ukrainę, ponieważ uzbrajamy teraz Polskę". Prezydent Andrzej Duda podał z kolei, że "Ukraina zachowuje się tak, jak tonący, który chwyta się wszystkiego". - My mamy prawo bronić się, by tonący nie zrobił nam krzywdy - stwierdził Duda.

Zaniepokojeni Ukraińcy

- Bardzo mi smutno, że takie słowa padają i po jednej, i po drugiej stronie. To wszystko może się odbić na nas, ukraińskich rodzinach, które są w Polsce. Mieszkamy tu już półtora roku. Wielu z nas jest tu dobrze. Odnaleźliśmy się jakoś. Nikt nie wie, ile ta wojna potrwa. Nie chciałabym, aby po takich wypowiedziach nastąpiły problemy w stosunkach między Polakami a Ukraińcami. Bardzo, bardzo bym tego nie chciała - mówi Anna, nauczycielka spod Charkowa, która mieszka w Lublinie razem z dwójką dzieci. - Uważam, że w dyplomacji ważne są słowa. A tu ktoś tych słów, w mojej ocenie, nie przemyślał - dodaje.

Olena pracuje przy produkcji pierogów, choć ma studia wyższe i w Ukrainie - do wojny - była urzędniczką w jednej z lokalnych instytucji. Po przyjeździe do Polski musiała podjąć pracę, by utrzymać rodzinę - stąd te pierogi. Kobieta na bieżąco śledzi, co dzieje się w Ukrainie, ale czyta też komentarze samych Ukrainek i Ukraińców.

- Ostatnio głośno jest u nas na forach m.in. o słowach prezydenta Zełeńskiego, wskazujących, że Polska - poprzez swoje działania - zbliża się do Rosji. Uważam, że to były słowa absolutnie niedopuszczalne. Polki i Polacy, ale też polskie władze, zrobiły dla nas bardzo dużo. Tak nie mówi się do przyjaciół. Nigdy - stwierdza zdecydowanie nasza rozmówczyni. Jak podkreśla, nawet jej dzieci (nastolatki) o te kwestie pytają. - Nie wiem, co mam odpowiadać. Nie wiem, czemu nasz prezydent tak to ujął - rozkłada ręce Olena.

Jak naprawić relacje Polski z Ukrainą i Brukselą? Przedwyborcza debata w Radiu TOK FM

Oksana (imię zmienione) jest lekarką. Niedawno jednak leżała w szpitalu, miała operację. Jak mówi, polscy lekarze i pielęgniarki ani przez moment nie dali jej odczuć, że jest Ukrainką. Podkreśla, że czuła się świetnie zaopiekowana i że wszyscy chcieli jej pomóc. - Ta awantura z ukraińskim zbożem jest zbyt duża. Uważam, podobnie jak wielu Ukraińców, którzy piszą o tym w mediach społecznościowych, że Ukraina nie odrobiła pracy domowej. Nie przygotowaliśmy się na to, co z tą ogromną ilością zboża zrobić, choć mieliśmy dużo czasu. Za mało było międzynarodowych rozmów, kompromisów, uzgodnień. Za mało dobrej woli do współpracy. I dlatego mamy to, co mamy. Ale nie wolno mówić o Polsce i Polakach, że działają - choćby pośrednio - na rzecz Putina - dodaje nasza rozmówczyni.

Jak podkreśla, doświadczyła od Polaków głównie dobra. Ma wśród nich wielu przyjaciół, na których zawsze może liczyć. - Nie chciałabym z dnia na dzień tego stracić. W obliczu wojny te osoby stały się dla mnie naprawdę bliskie. Pomoc, jaką dostałam, tak jak moi rodacy, jest przeogromna. Do dziś ją dostaję - dodaje w rozmowie z TOK FM. Przyznaje jednocześnie, że tego typu wypowiedzi mogą spowodować antyukraińskie nastawienie wśród części Polaków. - To się już wcześniej przecież zdarzało, m.in. w szkołach, gdzie dzieci były wyzywane czy wysyłane na wojnę. Teraz to się niestety może nasilić - wskazuje.

'Każą mówić po polsku, wyzywają od banderówek'. Skończyła się empatia dla ukraińskich dzieci?

Wśród Ukrainek i Ukraińców są jednak też i tacy, którzy nie kryją żalu do polskich władz. Jak mówią, niektóre wypowiedzi jeszcze bardziej eskalują napięcie w polsko-ukraińskich relacjach. - Boli, gdy słyszę, że nie jesteśmy wdzięczni Polakom. To nieprawda. Czasami trudno jest to wyrazić słowami. Nie każdy to potrafi, ale wdzięczność w nas jest ogromna - mówi Olga. - A mówienie o nas, że jesteśmy jak tonący, który chwyta się czegokolwiek i to z ust prezydenta Polski, było co najmniej nie na miejscu - wskazuje.

Do słów prezydenta Andrzeja Dudy odniosła się też w swoim wpisie dziennikarka Albina Trubenkowa.

"Rano przeczytałam newsa i... po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Może ukraińskie media coś przekręciły? Nie, Polska Agencja Prasowa wyraźnie zacytowała słowa głowy państwa: "Ukraina zachowuje się jak tonący, który chwyta się wszystkiego. Mamy prawo się bronić, żeby tonący nie zrobił nam krzywdy". Dokładnie to powiedział Andrzej Duda na briefingu dla polskich dziennikarzy przed spotkaniem ONZ w Nowym Jorku. Panie Prezydencie, my nie jesteśmy topielcami. Stoimy twardo na ziemi i walczymy o istnienie państwa Ukraina. Liczymy na wsparcie cywilizowanych państw Zachodu, w tym jednego z naszych największych europejskich przyjaciół - Polski" - Albina Trubenkowa

napisała Trubenkowa do prezydenta Andrzeja Dudy.

- Wiem, że w Polsce teraz zbliżają się wybory. Wiem, że są związane z tym emocje, może również antyukraińskie. Ale na tej niepotrzebnej awanturze ucierpią zwykli obywatele obu krajów i ich wzajemne relacje, a nie politycy - dodaje Olena.