,
Obserwuj
Lubelskie

W skupach zboża na Lubelszczyźnie nastroje minorowe. "Jesteśmy obciążani kosztami"

3 min. czytania
26.11.2023 09:00
Mimo poprawy sytuacji na rynku rolnicy nadal wstrzymują się ze sprzedażą swojego zboża i trzymają je w magazynach. Liczą na wzrost cen. To powoduje, że w trudniejszej sytuacji są skupy, które nie mają czym handlować. Rozmawialiśmy z przedsiębiorcami.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Po wybuchu wojny w Ukrainie, gdy zniesiono cła na ukraińskie zboże, ziarno z tego kraju - jak pisaliśmy na naszym portalu - zalało polski rynek. Magazyny były pełne, a polscy rolnicy nie mieli gdzie sprzedawać  zbiorów. Ceny zboża też drastycznie spadły. Rolnicy alarmowali, że znaleźli się na granicy opłacalności. Dziś cena też nie jest wysoka, a na wsiach trwa wielkie oczekiwanie.

- Trzymam zboże w magazynie. Nie sprzedaję. Liczę, że na przełomie roku te ceny wzrosną i wtedy sprzedam - mówi nam pan Adam, rolnik spod Hrubieszowa. W magazynie ma m.in. wiele ton pszenicy. - - Wiem, że skupy na nas czekają, bo nie maja czym handlować, ale ja osobiście jeszcze poczekam ze sprzedażą - dodaje rolnik. 

Pan Adam, jak się okazuje, nie jest jedyny. Odwiedziliśmy skup zboża w miejscowości Kliny pod Lublinem. Tam usłyszeliśmy, że rolnicy "wstrzymują się ze sprzedażą zboża". - Pytają, czy przed świętami albo po Nowym Roku ceny pójdą w górę, czy spadną. Nie mamy szklanej kuli - mówi nam Anna Jaszczak, która zajmuje się m.in. koordynacją transportów ze zbożem do portów. 

Pan Jan tak trudnych czasów nie pamięta. 'Nie ma nawet na utrzymanie rodziny'

Właścicielka skupu Urszula Kowalczyk przyznaje, że na razie "zarówno na pszenicę, jak i na kukurydzę cena jest niska". - Nie zanosi się, że coś się zmieni - stwierdza. Podkreśla, że w portach ciągle są kolejki, czasami kilkudniowe. - Gdy jest statek i odbywa się przeładunek, to wszystko idzie w miarę sprawnie, ale jak statku nie ma, to trwa i trwa - rozkłada ręce. 

Marek Kowalczyk, współwłaściciel skupu w Klinach nie kryje, że oczekiwanie w portach to dla przedsiębiorcy ogromne koszty. Szczególnie, gdy chodzi o transport kolejowy i gdy pociąg musi kilka dni czekać na rozładunek. - Jesteśmy obciążani kosztami postoju w porcie naszych pociągów. Nie wiem, czym to jest spowodowane, może słabą organizacją. Wiem jedno - nie powinno to tak wyglądać - stwierdza. 

NIK w czwartek opublikował raport na temat ukraińskiego zboża, które zalało polski rynek. Z ustaleń kontrolerów wynika, że przez długi czas nikt nad tematem nie panował. To spowodowało ogromne straty polskich rolników. Dziś sytuacja jest już inna. O ile rok czy półtora roku temu skupom oferowano ziarno z Ukrainy, o tyle teraz takich ofert nie ma. - Zgodnie z obowiązującym prawem towar z Ukrainy nie ma prawa dotknąć polskiej ziemi. Obowiązuje zakaz importu. I my to widzimy. Ziarno nie trafia do polskich magazynów. Jedzie przez Polskę jedynie tranzytem i dopiero w portach jest rozładowywane - mówi pani Anna. I przyznaje: "Ustawa o zakazie rzeczywiście zmieniła sytuację na rynku".

Po wybuchu wojny w Ukrainie, w lutym 2022 roku, Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej dokonały  liberalizacji handlu z Ukrainą, m.in. zniesiono kontyngenty ilościowe i VAT na pszenicę, rzepak czy słonecznik. W efekcie do Polski napłynęły miliony ton tych produktów. W maju 2023 roku weszło w życie rozporządzenie Komisji Europejskiej, w którym wprowadzono tymczasowy zakaz importu zbóż do pięciu krajów UE, w tym do Polski. Obowiązywało do września i nie zostało przedłużone. Mimo to polski rząd wprowadził swoje wewnętrzne przepisy i na mocy specjalnego rozporządzenia zakazał importu ukraińskiego ziarna.