Pan Jan tak trudnych czasów nie pamięta. "Nie ma nawet na utrzymanie rodziny"
Wiesław Nudek z Lubelszczyzny prowadzi pod Rejowcem Fabrycznym gospodarstwo rolne. Ma 50 hektarów. Z pola zebrał m.in. pszenicę. Nie sprzedaje jej, bo - jak mówi - cena jest za niska. - Sprzedałem tylko to, co się u mnie nie zmieściło. Resztę trzymam. Ponad 100 ton mam złożone i nie wiem, co z tym zrobić. Ceny są poniżej poniesionych przeze mnie kosztów - rozkłada ręce.
Problem pan Wiesław ma tym większy, że duże pieniądze przeznaczył wcześniej na zakup nawozów. Chciałby zatem, by choć część tych kosztów mu się zwróciła. - Zasiewy, które miałem w tym roku, były najdroższe od lat. Kupiliśmy nawóz po takiej cenie, jakiej nigdy nie było - mówi.
Nasz rozmówca przyznaje, że sytuacja w rolnictwie jest fatalna. - Nie wiadomo, co posiać; kiedy i gdzie sprzedać (...). Jedyne, co mi się udało, to buraki cukrowe. Tu cena rzeczywiście była prawie opłacalna - tłumaczy. Jego zdaniem kłopoty rolników mają związek z wojną w Ukrainie i zalaniem polskiego rynku przez ukraińskie ziarno. - Dziś też docierają do nas sygnały, że zboże z Ukrainy wjeżdża do Polski, tylko że najpierw trafia do Niemiec i dopiero stamtąd do nas, z innymi dokumentami - mówi.
'Awantura z Polską to temat numer jeden w Ukrainie. Obrywa się też Zełęńskiemu'
"Wykładamy się finansowo"
Pan Jan jest rolnikiem z kilkudziesięcioletnim stażem i też nie pamięta tak trudnych czasów. Zajmuje się produkcją roślinną, ma głównie owoce: jabłka, śliwki, porzeczki, maliny. Jak mówi, malin miał dużo, tyle że zaoferowana w skupach cena stanowiła połowę poniesionych kosztów. - Wykładamy się finansowo. Nie ma pieniędzy na spłatę kredytów, na dalszą produkcję. Problemy są nawet z utrzymaniem rodzin. Całe szczęście, że u mnie jedna osoba ma już rentę. Dzięki temu jakieś - małe bo małe - pieniądze na podstawowe potrzeby jeszcze są - opowiada ze smutkiem.
Rolnicy trzymają ziarno w swoich magazynach (zwłaszcza pszenicę), czekając na lepszą cenę. To może oznaczać, że pojawią się problemy z zaopatrzeniem młynów, choć na razie sytuacja jest pod kontrolą. Niektórym udało się sprzedać zboże po w miarę dobrej cenie, bo ziarno miało odpowiednie wskaźniki jakościowe. Ale takich osób jest niewiele, bo przez deszczową pogodę na wielu polach ziarno straciło na jakości.
'To jest jakiś cyrk. Chcą nas kupić ochłapami'. Burzliwie na konferencji wiceministra
Jak słyszymy, problemy są też z kukurydzą, której cena bardzo spadła. - Jest dramat. Zaraz będą żniwa i już się martwimy, co z tym ziarnem zrobić. Wiem, że niektórzy próbują interweniować w ministerstwie. Kiedyś już cena za kukurydzę była podobna, tyle że wtedy były o wiele mniejsze koszty. Dziś w ogóle nie da się tego porównać - irytuje się pan Paweł, rolnik spod Chełma.
Jak dodaje, już teraz wielu jego sąsiadów rezygnuje z uprawiania ziemi. - U mnie w okolicy część rolników to rzuca. Gospodarstwa oddają w dzierżawę albo chcą sprzedawać i szukają kupca. Staje się to po prostu nieopłacalne. Sytuacja jest bardzo ciężka szczególnie dla małych gospodarstw - tłumaczy.
W podobnym tonie wypowiada się inny z rolników, Sławomir Pieczykolan. - Ubiegły rok był bardzo dobry dla kukurydzy. Był plon i cena dobra. A w tym? Niestety. U mnie na razie kukurydza stoi na polu - opowiada.
Rząd zapowiedział interwencyjny skup kukurydzy na rezerwę strategiczną państwa. Minister Robert Telus wskazał też, że rynkowi pomogą dopłaty w wysokości 200 zł do tony kukurydzy, które mają otrzymać firmy skupowe. Apelował o to m.in. szef izb rolniczych Wiktor Szmulewicz. Część ekspertów zwraca jednak uwagę, że takie ręczne sterowanie rynkiem do niczego dobrego nie doprowadzi.