advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Lubelskie

Ukraińscy dziennikarze nie odpuszczą polskiej policji? Chcą iść do sądu

4 min. czytania
29.02.2024 08:52
Ukraińscy dziennikarze, którzy zostali zatrzymani na polsko-białoruskiej granicy, planują złożyć zażalenie na działania policji. W nowym oświadczeniu podają długą listę zarzutów wobec funkcjonariuszy, których zachowanie traktują jako chęć wywołania "efektu mrożącego". Policja podkreśla, że kierowała się przede wszystkim względami bezpieczeństwa państwa.
|
|
fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl | Telegram / ukrpravda_news

We wtorek (27 lutego) w okolicy polsko-białoruskiej granicy na Lubelszczyźnie zatrzymano dwóch ukraińskich dziennikarzy z portalu Ukraińska Prawda, o czym pisaliśmy na tokfm.pl. To kierownik działu śledczego Mychajło Tkacz i operator kamery Jarosław Bondarenko. Przygotowywali materiał o tym, że - mimo trwającej w Ukrainie wojny - do Polski wciąż napływają towary z Rosji, tranzytem przez Białoruś. Mężczyźni przyjechali samochodem, mieli ze sobą m.in. drona i kamerę, nagrywali materiały wideo, robili zdjęcia.

Policja poinformowała, że zgłoszenie o nieznanych osobach przebywających w okolicy torów kolejowych otrzymała od mieszkańca. Rzecznik policji - w rozmowie z nami - podawał, że nie doszło do formalnego zatrzymania, a mężczyzn przewieziono do komendy w Łukowie jedynie po to, by potwierdzić ich tożsamość. Dziennikarze relacjonowali, że na komendzie spędzili cztery godziny. Przez ten czas - jak twierdzili - nie mieli dostępu do sprzętu, wyjęto z niego karty pamięci.

Ukraińscy dziennikarze pójdą do sądu

Jak się dowiedzieliśmy, ukraińscy dziennikarze planują złożyć formalne zażalenie na zatrzymanie. Oznacza to, że sprawa może skończyć się w sądzie. Są w kontakcie z polskim prawnikiem.

Jednocześnie na portalu Ukraińska Prawda opublikowano nowe, obszerne oświadczenie redaktor naczelnej i całej redakcji. Czytamy w nim, że dziennikarze zdają sobie sprawę, jak ważne jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa, zwłaszcza przy granicy i zwłaszcza w obliczu wojny w Ukrainie.

'Jednocześnie apelujemy do polskich funkcjonariuszy o przestrzeganie procedur, do których zobowiązuje ich krajowe prawo'

- wskazali.

'Działania funkcjonariuszy miały znamiona przeszkadzania w pracy dziennikarskiej, ingerencji w nią oraz rażąco naruszały procedurę ustalenia tożsamości'

- podkreślili.

Były rzecznik MSZ straci posadę? Jest reakcja na spór w żydowskim Instytucie Historycznym

'Mychajło i Jarosław kilkakrotnie zwracali się do funkcjonariuszy z prośbą o możliwość skontaktowania się z prawnikiem w Ukrainie lub skorzystania z usług prawnika w Polsce. Podczas przesłuchania funkcjonariusze grozili naszym kolegom aresztem na 14 dni oraz założyli im kajdanki. Po przesłuchaniu Mychajłowi i Jarosławowi oddano karty pamięci, jednak niektóre z nagranych materiałów zostały usunięte. Zniszczono również ładowarkę do akumulatorów. Operatora Jarosława Bondarenkę zmuszono do podpisania niezrozumiałego dokumentu w języku polskim, którego nie zna'

- czytamy na stronie portalu Ukraińska Prawda.

Oświadczenie Ukraińskiej Prawdy w sprawie zatrzymania ukraińskiej dziennikarzy w Polsce
Oświadczenie Ukraińskiej Prawdy w sprawie zatrzymania ukraińskiej dziennikarzy w Polsce
źródło: https://www.pravda.com.ua/columns/2024/02/28/7444214/

Portal podał, że nieprawdą jest, że ukraińscy dziennikarze filmowali tory kolejowe i infrastrukturę krytyczną. Napisał, że

'policjanci mogli się o tym przekonać w trakcie sprawdzenia materiałów wideo'

. Za nieprawdziwą podali także informację, że dziennikarze nie mieli w Polsce pozwolenia na pracę.

'Uważamy, że policja w ten sposób próbowała wpłynąć na pracę dziennikarską, aby wywołać 'efekt mrożący' wśród ukraińskich dziennikarzy pracujących w Polsce. W naszym odczuciu polscy funkcjonariusze dopuścili się nielegalnych działań wobec dziennikarzy, nie przedstawiając podstawy prawnej i faktycznej naruszyli podstawowe prawa człowieka'

- wskazała redakcja.

'Kontrola tożsamości nie może trwać 4 godziny - na co wskazują wyroki polskich sądów. Polska policja nie poinformowała dziennikarzy o zatrzymaniu, funkcjonariusze nie podali imion, nazwisk i stopni służbowych, nie pokazali swoich legitymacji, nie wezwali tłumacza, nie wydali dokumentu o zatrzymaniu z opisem sposobu odwołania się od działań funkcjonariuszy'

- czytamy w oświadczeniu Ukraińskiej Prawdy.

Polska zamknie granicę z Ukrainą? 'Jestem gotowy podjąć twarde decyzje'

Co na to policja?

Policja opublikowała swoje oświadczenie. Podkreśliła w nim, że po sprawdzeniu dokumentów, przejrzeniu zawartości bagażu i sporządzeniu stosownej dokumentacji z wykonanych czynności mężczyźni opuścili teren Komendy Powiatowej Policji w Łukowie. "Wszystkie dokumenty oraz przedmioty zostały im zwrócone. Żaden z mężczyzn, wobec których były prowadzone czynności, nie zgłosił policjantom uszkodzenia sprzętu" - podali funkcjonariusze.

W rozmowie z nami rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Lublinie Andrzej Fijołek powiedział, że policja "będzie sprawdzać wszystkie podane przez dziennikarzy informacje", w tym o usunięciu części nagrań z kart pamięci.

- Ci mężczyźni zostali poinformowani, że nie są tutaj zatrzymani. Takie rozmowy były też prowadzone z konsulem. Potwierdziliśmy, że oni nie są procesowo zatrzymani, że trwa po prostu weryfikacja ich dokumentów. Dzięki konsulowi udało się to szybciej potwierdzić - mówił Fijołek (o interwencji konsula pisaliśmy wcześniej).

Fijołek zapewnił też, że dziennikarze "byli poinformowani przez funkcjonariuszy o tym, że mogą złożyć zażalenie na działanie naszych służb". - Mężczyźni ci na miejscu twierdzili, że żadnego zażalenia nie będą składać, że rozumieją, że są dziennikarzami, wykonują swoją pracę, natomiast my jesteśmy policjantami, też mamy swoją pracę do wykonania. I tak ta interwencja się zakończyła - powiedział nam nadkomisarz Fijołek.

'Obecna sytuacja za naszą wschodnią granicą determinuje wzmożoną czujność zarówno służb, jak i społeczeństwa. Policjanci weryfikują każdą informację przekazaną przez mieszkańców dotyczącą niepokojących zdarzeń, mogących stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa'

- podała policja w oświadczeniu.

O komentarz do sprawy poprosiliśmy adwokatkę specjalizującą się w prawie karnym. Mecenas Marta Tomkiewicz-Januszewska powiedziała, że "nie można mówić, że do zatrzymania nie doszło, jeśli czynności trwały cztery godziny, a mężczyźni byli formalnie pozbawieni wolności". - Każda sytuacja, która wiąże się z faktycznym pozbawieniem wolności, czyli uniemożliwieniem oddalenia się, jest zatrzymaniem - podkreśliła.