,
Obserwuj
Lubelskie

Prorosyjskie hasła na marszu w Lublinie. Antyukraińska koalicja chce iść razem do wyborów

4 min. czytania
11.03.2024 16:25
Antyukraińskie hasła pojawiły się na "Marszu Pokoju" w Lublinie. Sprawie przygląda się prokuratura, do której wpłynęło zawiadomienie. Analityczka Anna Mierzyńska nie ma wątpliwości, że sytuacja staje się niebezpieczna, tym bardziej że po marszu ogłoszono powstanie koalicji "Głos Silnej Polski" na wybory do Parlamentu Europejskiego.
|
|
fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl

"Nie przenoście nam stolicy do Kijowa" - między innymi pod takim hasłem w niedzielę przez centrum Lublina przeszedł "Marsz Pokoju". Wśród organizatorów wydarzenia znaleźli się: antyukraiński Polski Ruch Antywojenny i partia Bezpieczna Polska, założona niedawno przez Leszka Sykulskiego. W jej programie jest choćby normalizacja relacji Polski z Rosją i Białorusią, ale też wystąpienie Polski z NATO. 

Na marszu w Lublinie Sykulski nazwał Ukrainę "państwem związkowym Rosji i Białorusi". - Polacy chcą normalnie (...) żyć z Rosjanami, z Białorusinami - chcą handlować, a nie wojować - mówił. Wskazywał też na koszty, jakie ponosi Polska w związku z wojną w Ukrainie. - Kilkaset miliardów złotych w sprzęcie wojskowym, w amunicji, w paliwie (...). My wszyscy za to płacimy - grzmiał Sykulski. Na marszu pojawiły się m.in. takie hasła, jak: "To nie nasza wojna", "Rząd na front" czy "Hołownia, Kaczyński - na front ukraiński". 

Zawiadomienie do prokuratury

Zapytaliśmy rzecznika Komendy Miejskiej Policji w Lublinie Kamila Gołębiowskiego, czy po marszu wszczęte zostało jakiekolwiek postępowanie. Usłyszeliśmy, że policjanci byli na miejscu, zabezpieczali zgromadzenie, ale żadnego postępowania nie ma. Sprawą zainteresowała się natomiast lubelska prokuratura. Nie z własnej inicjatywy, ale po zawiadomieniu, które złożył Piotr Kupś, twórca strony tonieprzejdzie.pl i takiego samego profilu na portalu X. Jego zawiadomienie - jak mówi TOK FM - nie dotyczyło samego marszu, ale wpisów, które osoby związane z organizatorami zamieszczały w sieci przed marszem. 

Jak przekazała nam rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, zawiadomienie wpłynęło, trwają czynności sprawdzające. Decyzja o tym, czy zostanie wszczęte śledztwo, powinna zostać podjęta w ciągu tygodnia. Chodzi o przestępstwa z art. 256 i 257 Kodeksu karnego (mowa nienawiści), ale też art. 117 paragraf 3, który mówi: 'Kto publicznie nawołuje do wszczęcia wojny napastniczej lub publicznie pochwala wszczęcie lub prowadzenie takiej wojny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5'. 

Warto dodać, że w Lublinie jednym z kandydatów na prezydenta miasta w najbliższych wyborach samorządowych jest Ryszard Zajączkowski, też obecny i przemawiający na niedzielnym "Marszu Pokoju". Startuje z Komitetu Wyborczego Wyborców "Lublin Przyszłość i Tradycja". 

Mają plan na wybory do PE

Po niedzielnym marszu Leszek Sykulski - wspólnie z dwiema innymi osobami - ogłosił w mediach społecznościowych powstanie koalicji "Głos silnej Polski" i wspólny start w wyborach do Parlamentu Europejskiego. "Trzonem komitetu będą Bezpieczna Polska, Front i Wataha Głosu Obywatelskiego. Wkrótce dojdą do nas organizacje rolników, przedsiębiorców i nauczycieli" - napisał.

- To pierwszy przypadek, gdy środowiska prorosyjskie coś takiego ogłaszają - mówi TOK FM analityczka i dziennikarka OKO.press Anna Mierzyńska, która bada wpływy prorosyjskie w Polsce. - Zwłaszcza w kontekście wyborczym pozostawianie tych środowisk w takiej dużej przestrzeni wolności jest niebezpieczne. Bo nie widać działań władz utrudniających im funkcjonowania. Nie mówię o utrudnianiu bezprawnym, ale o sprawdzaniu, czy te ugrupowania i ci działacze nie naruszają prawa. Czy to, co robią, jest zgodne z polskimi przepisami, jakie jest ich finansowanie, itd. To wszystko należałoby sprawdzić. Tymczasem nie widać żadnych działań w tym kierunku. Możliwości są dwie: albo tych działań nie ma, albo jeszcze ich nie widzimy - komentuje Mierzyńska. 

Zdaniem analityczki środowiska prorosyjskie czują się w Polsce coraz pewniej. W jej ocenie ich wpływy widać m.in. na protestach rolników. Na jednym z protestów - w Dorohusku - można było usłyszeć: "Tu jest Polska, nie Bruksela. Ukraińców się nie wspiera", o czym pisaliśmy na naszym portalu. Teraz to samo hasło było też na marszu w Lublinie.

Rolnicy walczą z Unią, a Putin zaciera ręce. 'To bezsensowne'

- Aktywność środowisk prorosyjskich w angażowanie się w protesty rolników jest prowadzona na skalę, jakiej nigdy wcześniej nie obserwowałam. Stałe środowiska prorosyjskie, konta prorosyjskie, trolle prorosyjskie - wszystkie te siły rzucono na to, by podłączać się pod protesty rolników. Absolutnie nie chodzi o to, że protesty rolników wygenerowała Rosja. Nie, one są autentyczne, oddolne. Ale środowiska prorosyjskie się pod to podłączają, wykorzystują sytuację, by budować swój kapitał polityczny - ocenia analityczka.

Jak dodaje, nieprzypadkowo w Lublinie pojawiły się słowa o tym, że "są wśród was [uczestników marszu - red.] osoby, które zawiodły się na Konfederacji". - Chcą budować kapitał polityczny na tych radykałach i na tych antysystemowcach, którym Konfederacja już nie wystarcza. Bo weszła do Sejmu i paradoksalnie weszła w system w jakiś sposób. To jest cały czas skrajna prawica, ale jednak już w systemie. I działacze prorosyjscy próbują to teraz wykorzystać - tłumaczy nam Mierzyńska. 

- Środowiska prorosyjskie mogły działać w Polsce bez większych problemów w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Po zmianie władzy mieliśmy - jako środowisko eksperckie - nadzieję, że nowe władze podejmą konkretne działania, że zrobią to bardzo szybko, zwłaszcza w kontekście wyborczym właśnie. Niestety tego nie widać - podsumowuje.