,
Obserwuj
Lubelskie

28-letni Jakub na protest rolników jechał przez pół Polski. "To nasze być albo nie być"

5 min. czytania
19.02.2024 12:21
- Patrzę na to wszystko naprawdę z ogromnym niepokojem. Musimy robić swoje. Jest bardzo dużo gospodarstw rolnych, które miały złą sytuację już w zeszłym roku i teraz mogą już nie wytrzymać - mówi nam Jakub. 28-letni rolnik na protest do Dorohuska przyjechał aż z Wielkopolski. - To nasze być albo nie być - twierdzi. Na wtorek rolnicy zapowiadają kulminację akcji.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Na blokadzie polsko-ukraińskiego przejścia granicznego w Dorohusku pojawiło się w niedzielę ponad 1500 rolników z całej Polski. Wśród nich Jakub Lota. 28-letni rolnik w Wielkopolsce prowadzi specjalistyczne 20-hektarowe gospodarstwo rolne. Nie uprawia zbóż, ale owoce, takie jak truskawka, śliwka czy wiśnia. - W 2023 roku nie mogłem jeszcze narzekać, bo ceny były w miarę dobre. Ale w tym roku już wiemy, że napływ maliny czy truskawki z Ukrainy - mrożonej i świeżej - jest duży. Dlatego nie wiemy, co nam przyniesie ten rok - mówi.

- Patrzę na to wszystko naprawdę z ogromnym niepokojem. Oczywiście musimy robić swoje, ale nie ma się co oszukiwać, że jest bardzo dużo gospodarstw rolnych, które miały złą sytuację już w zeszłym roku i teraz mogą już nie wytrzymać. Dlatego wsparcie tych protestów to nasze być albo nie być - mówi pan Jakub.

Narzeka m.in. na Zielony Ład. W jego ocenie założenia tego unijnego planu pogrążą wielu polskich rolników - chodzi o wyższe koszty produkcji, które będą się z nim wiązać, ale też np. ugorowanie ziemi (część gospodarstwa w danym roku ma leżeć odłogiem, nie będzie uprawiana). - Na razie Komisja Europejska ma ten obowiązek ugorowania zawiesić, ale tylko na rok. A za rok co? Znów mamy protestować na granicach? Te przepisy są absurdalne. Nadają się tylko do kosza - grzmią rolnicy.

Pan Jakub przyznaje, że gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, jego dziadek - nieżyjący już rolnik - wiązał z tym ogromne oczekiwania. - Dziadek widział w Unii Europejskiej nadzieję. Niestety, ja teraz widzę, że (...) to nijak się ma do tego, jak powinno być - mówi pan Jakub.

Dlaczego rolnicy protestują?

Nasz rozmówca przyjechał do Dorohuska, by zaprotestować przeciwko napływowi do Polski żywności z Ukrainy i - jak mówi - "podwójnym standardom". - Przy produkcji rolnej my, jako polscy rolnicy, musimy spełniać coraz bardziej restrykcyjne normy, jeśli chodzi o stosowanie np. środków ochrony roślin czy nawozów. A na Ukrainie wiele substancji czynnych i środków, które u nas już lata temu zostały wycofane, wciąż jest wykorzystywanych. Taki towar, ale też zboże, przyjeżdża do nas zza wschodniej granicy, niszcząc nasz rynek. Dlatego protestujemy - wyjaśnia mój rozmówca.

Przyjechał do Dorohuska samochodem osobowym, razem z kolegami. Takich aut z Wielkopolski przyjechało więcej. - Na tym nie koniec. Jeszcze w tym tygodniu będą dojeżdżać do nas kolejni oddolni rolnicy. Planujemy się zmieniać. Będziemy się wspierać i walczyć tak długo, aż osiągniemy swój cel - mówi Jakub Lota.

Protest rolników w Dorohusku
Protest rolników w Dorohusku
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

I on, i inni protestujący przekonują, że gospodarstwa w Ukrainie to najczęściej "ogromne latyfundia", za którymi stoją zagraniczne holdingi z obcym kapitałem. - Dlatego nie można mówić, że nasze protesty uderzają w ukraińskich rolników. To nie jest prawda - słyszymy. - My chcemy pomagać Ukraińcom, ale tym którzy są naprawdę biedni, a nie chcemy wspierać agroholdingów i oligarchów - dodaje Lota.

Protest rolników. Wicewojewoda wygwizdany

W Dorohusku w niedzielę (18 lutego) rozpoczęła się całkowita blokada granicy z Ukrainą. Rolnicy mówią, że musieli "wziąć sprawy w swoje ręce", bo władza nie podejmuje działań w tym zakresie. Na miejscu protestu pojawił się wicewojewoda lubelski Andrzej Maj. Przekonywał, że minister rolnictwa prowadzi rozmowy na temat rozwiązania problemu, a granica polsko-ukraińska jest coraz bardziej szczelna. Gdy mówił te słowa, został wygwizdany przez rolników. To nie wyprowadziło go z równowagi. Dalej mówił o tym, że w pełni popiera rolnicze postulaty i podejmie wszystkie działania, by pomóc. - Jestem wojewodą dopiero od miesiąca. Nie oszukujmy się, za wiele w tak krótkim czasie nie dało się zrobić - tłumaczył.

Do Dorohuska przyjechali rolnicy z całej Polski, w tym z Pomorza, z Dolnego Śląska, Podkarpacia, Mazowsza czy Lubelszczyzny. - Już tyle nam kolejne władze różnych rzeczy obiecywały - kręci głową pani Marzena spod Hrubieszowa na Lubelszczyźnie. - Słyszymy, że uszczelnią granicę. Mówią to od początku wojny w Ukrainie. I co? Niewiele to zmienia. Liczą się czyny, a nie słowa - dodaje.

Dorohusk - protest
Dorohusk - protest
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Jednym z organizatorów protestu w Dorohusku jest Bartłomiej Szajner, rolnik z powiatu chełmskiego na Lubelszczyźnie. - To oddolny strajk przeciwko niekontrolowanemu napływowi towarów z Ukrainy i przeciwko schematom Unii Europejskiej, która nakazuje nam różne wytyczne: co mamy stosować, a czego nie. Nakazuje nam ugorować grunty, a jednocześnie wpuszcza na nasz rynek niemal wszystko, to trafia na półki polskich sklepów i jest traktowane jak nasza żywność - wylicza Szajner.

Protest rolników. Kiedy kulminacja?

Emocje na proteście są ogromne. Z jednej strony rolnicy przekonują, że są już zmęczeni i zdesperowani tym, że "nie mają po stronie rządowej partnera do rozmów". Z drugiej - organizacje rolnicze nie do końca potrafią się dogadać. - Jedni chcieli we wtorek jechać na Warszawę, inni nie chcieli. My musimy być jednością. Musimy mówić jednym głosem, a nie się sprzeczać, kto ma rację - słyszymy.

W Dorohusku pojawili się też przedstawiciele skrajnej prawicy, w tym aktywiści z emblematami Polski Walczącej, o antyukraińskich nastrojach. Jedno z haseł, które wykrzykiwano, brzmiało: "Tu jest Polska, nie Bruksela. Ukraińców się nie wspiera". Krzyczano również: "Rząd na bruk".

Protest w Dorohusku ciągle trwa. Na wtorek - 20 lutego - zapowiedziano jego kulminację - do Dorohuska mają zjechać m.in. rolnicy z innych krajów, w tym Hiszpanii, Francji czy Niemiec.

Gdzie protestują rolnicy? Blokady dróg w całej Polsce [MAPA]

Niedziela przywitała rolników zimnem - na termometrach były tylko dwa stopnie na plusie. Na miejscu pojawili się urzędnicy z gminy Uchanie z kuchnią polową na kółkach, na czele z wójtem Leszkiem Czerwonką. Przywieźli kilka dużych garnków z grochówką. - Poszło na to pół metra grochu, 15 kilogramów kiełbasy, 10 kilogramów boczku i 6-7 kilogramów ziemniaków plus przyprawy - wylicza wójt Czerwona. - Wszystko gotowali pracownicy urzędu gminy z wójtem na czele. Mamy w tym już pewne doświadczenie - dodaje.

Protest w Dorohusku i grochówka z gminy Uchanie
Protest w Dorohusku i grochówka z gminy Uchanie
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM