,
Obserwuj
Lubelskie

Absurdalny spór o boisko. Prezydent pójdzie siedzieć? "Jestem gotowy"

5 min. czytania
17.06.2024 14:49
- Pójdę za kratki, jeśli będzie trzeba. Taki jest czas, że aferzyści, złodzieje, bandyci chodzą wolno, a ludzie, którzy chcą dobra dzieci, którzy wiedzą, że dzieci są naszym najcenniejszym dobrem, muszą iść za kratki - mówi, z dozą ironii, prezydent Puław Paweł Maj. Bo grzywna, którą sąd nałożył na miasto, może być zamieniona na areszt. Dla prezydenta.
|
|
fot. Anna Gmiterek Zabłocka, TOK FM /Facebook.com

Szkoła Podstawowa nr 4 w Puławach, która mieści się w środku osiedla domków jednorodzinnych, to jedna z wielu podstawówek, przy której - w ramach rządowego programu - wybudowano boisko. Z Orlika korzystają dzieci na lekcjach wychowania fizycznego czy maluchy ze świetlicy. Wcześniej korzystała również okoliczna młodzież, która chciała po prostu pograć w piłkę po godzinach pracy szkoły, jak też zawodnicy miejscowych klubów piłkarskich. Orlik był otwarty do godz. 21.

"Małżeństwu przeszkadza wszystko"

Problem w tym, że hałas na boisku i oświetlenie, włączane po zmroku, przeszkadzają sąsiadom boiska - małżeństwu, które mieszka tuż obok i które poszło z tym do sądu. Sprawa ciągnie się od wielu lat. - Gdy w 2018 roku zostałem prezydentem Puław, zapadł wyrok, że z Orlika wybudowanego przy Szkole Podstawowej nr 4 nie mogą korzystać dzieci, które nie są uczniami tej szkoły czy mieszkańcy tego osiedla. Mogą korzystać wyłącznie uczniowie pod opieką przedstawiciela tej konkretnej placówki. Absurd, dlatego, że my powinniśmy łączyć, a nie dzielić. To jest duże osiedle, rozległe i to jest jedyne boisko w tej okolicy - mówi TOK FM prezydent Puław, Paweł Maj.

Szkolne wycieczki tylko dla wybrańców? Burza wokół nowego pomysłu Nowackiej

Miasto zleciło badania firmie, która specjalizuje się w oznaczaniu poziomu hałasu. Z badań wyszło, że pomogłyby ekrany dźwiękoszczelne. - Ci sąsiedzi, którzy poszli do sądu, skarżyli się na efekt olśnienia, jeśli chodzi o oświetlenie, dlatego wyłączyliśmy lampy. Zamontowaliśmy też ekran akustyczny o długości 74 metrów i 4 metrów wysokości. Wydaliśmy na niego 250 tysięcy zł. Uznaliśmy, że to rozwiązuje problem - dodaje prezydent. Dzieci, młodzież i mieszkańcy znów zaczęli korzystać z Orlika.

Wtedy sąsiedzi poszli do sądu ponownie, z wnioskiem o ukaranie miasta grzywną za nieprzestrzeganie sądowego zakazu. - Okazuje się, że małżeństwu przeszkadza wszystko - w tym teraz również ten ekran akustyczny, który według nich, zakłóca im różę wiatrów. Skarżą się, że nie mają widoku na dzieci, których przecież nie chcieli wcześniej widzieć. Sąd przyznaje im rację i nakłada na Urząd Miasta 5 tysięcy zł grzywny - mówi Paweł Maj.

Ekran akustyczny przy Szkole Podstawowej nr 4 w Puławach
Ekran akustyczny przy Szkole Podstawowej nr 4 w Puławach
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Miasto nie chce płacić grzywny. Prezydent pójdzie siedzieć?

Prezydent jednak płacić nie zamierza. Wie, że może przez to pójść do aresztu. - Sąd, jeśli nie zapłacimy jako urząd, wskazał mnie imiennie - Pawła Mirosława Maja - do odbycia aresztu. Jeden dzień za tysiąc zł tej grzywny, czyli pięć dni aresztu. Jestem na to gotowy, by pokazać absurd całej tej historii - dodaje Maj. Jak mówi, pismo z wezwaniem do zapłaty już wpłynęło do urzędu - udzielono odpowiedzi, że miasto nie zapłaci.

Boisko już teraz ponownie wieczorami i w weekendy jest zamknięte. Podobnie będzie w wakacje. Bo jak tłumaczy prezydent Puław, prawo przewiduje, że w takiej sytuacji łączne grzywny mogą wynieść do miliona zł, a nie wiadomo, jakie działania znów podejmą sąsiedzi szkoły (nie udało nam się z nimi skontaktować). Ktoś mógłby za jakiś czas uznać, że narażając miasto na kolejne grzywny, prezydent generuje niepotrzebne koszty w budżecie miasta.

Szkoła Podstawowa nr 4 w Puławach
Szkoła Podstawowa nr 4 w Puławach
Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Terror na osiedlu

Anna Szczepańska-Świszcz jest mieszkanką osiedla Włostowice, na którym znajduje się Szkoła Podstawowa nr 4. Jej starsze dziecko do niej uczęszcza. - Zanim sąd nam tego boiska nie zamknął, dzieciaki mogły przychodzić w soboty, w niedziele, w inne dni wolne. Były gry, zabawy, animator. Orlik był otwarty, mogliśmy z niego korzystać praktycznie bez żadnych przeszkód. Przychodzili też rodzice z osiedla, integrowaliśmy się, rozmawialiśmy. Gdy miasto wybudowało ekrany, myśleliśmy, że problem się skończył. Nic bardziej mylnego - mówi rozgoryczona mieszkanka.

Jak podkreśla, wychodzi na to, że jednostka może strerroryzować całe osiedle, a sąd przyznaje jej rację. - Niemal wszyscy mieszkańcy tak myślą. Organizowaliśmy nawet protesty w tej sprawie, ale sytuacja jest patowa. Nasze osiedle jest takie, jakie jest, można sobie zrobić grilla przy domu czy rozstawić bramkę w swoim ogródku, ale dlaczego to boisko ma w tym czasie stać puste? - pyta pani Anna.

To miała być wycieczka szkolna. 50 uczniów 'uprowadzonych' na wiec PiS

- Fajnie się tutaj gra, mecze można z chłopakami rozgrywać, no ale teraz po szkole nie ma na to szans. Zamykają i koniec. Szkoda, bardzo szkoda - słyszymy od nastolatków, których spotykamy w pobliżu szkoły. - Po co w ogóle to wybudowano, skoro nie można z boiska korzystać? Ja chodzę do liceum, a tu mogą wchodzić tylko dzieci z tej konkretnej podstawówki. Czy tak to powinno wyglądać? - pyta Tomek.

- Wcześniej to miejsce żyło, a teraz? Głucha cisza i tyle. A wnuczek chciałby np. zagrać w piłkę z dziadkiem albo tata z synem. Każdy jeden mieszkaniec, z którym rozmawiam, jest zbulwersowany. Widzimy absurd całej sytuacji. Były nawet próby mediacji, rozmów, ale bez efektu. Bardzo to jest przykre - opowiada pani Anna.

Absurdalny spór o boisko. "Sprawa może potrwać nawet kilka lat"

Prezydent Puław nie kryje, że na dziś jest bezsilny. Zaraz zaczynają się wakacje, a on nie może wpuścić dzieci na boisko, bo sąsiedzi mogą wystąpić o kolejne grzywny. W sądzie toczy się ponowny proces o zniesienie zakazu wejścia na boisko, ale sprawa jest dopiero w pierwszej instancji, a to oznacza, że na pewno jeszcze potrwa. - Może nawet kilka lat, ja już mogę nie być burmistrzem, będą kolejne pokolenia dzieci i dalej będziemy czekać na rozstrzygnięcie - mówi nasz rozmówca.

- Pójdę za kratki, jeśli będzie trzeba. Taki jest czas, że aferzyści, złodzieje, bandyci chodzą wolno, a ludzie, którzy chcą dobra dzieci, którzy wiedzą, że dzieci są naszym najcenniejszym dobrem, muszą iść za kratki - mówi, z dozą ironii, prezydent Puław. - Za to, że te dzieci mogą ćwiczyć, przyjść na Orlik, pograć - skazuje się właściwie te dzieci. Zamiast dać im szansę odejścia od tabletów, telefonów czy komputerów, to skazuje się je na niebyt. Dlatego uznałem, że gdybym zapłacił jako urząd te 5 tysięcy zł grzywny, to byłby to symbol tego, że się na to zgadzam. A tak nie jest. Nie po to zostałem prezydentem, by uczestniczyć w tak kuriozalnym, diabelskim tańcu sądownictwa i roszczeń właściwie dwóch osób - dodaje Maj.

W jego ocenie, cała historia pokazuje, jak bezduszne jest prawo. - Mówi o tym, że prawo jest bezwzględne, że prawo nie jest dla nas, a to my jesteśmy dla prawa. W prawie nie ma niuansów, działa bardzo powoli, trwa to latami, jest to niezrozumiałe. Nigdy nie miałem problemów z prawem, ale jak teraz to obserwuję, to jestem załamany. Bo na tym wszystkim tracą dzieci - dodaje prezydent Puław. - Dzieci, poza godzinami zajęć szkolnych, mogą się jedynie patrzeć przez ogrodzenie na to boisko. To jest zbrodnia na tych dzieciach, na mieszkańcach osiedla, ale też na rozwoju Puław - wskazuje gość TOK FM.