Rolnicy blokują drogi. "Znowu chcą nam dowalić"
Protest rolników odbywa się m.in. w miejscowości Białopole, na drodze wojewódzkiej między Hrubieszowem a Chełmem na Lubelszczyźnie. Przyjechało kilkadziesiąt samochodów i ciągników. Mają spowalniać ruch. - Nie chcemy nikomu utrudniać życia, dlatego samochody będą przepuszczane, nie planujemy całkowitej blokady. Chcemy pokazać, że jesteśmy i walczymy o swoje. Nie godzimy się m.in. na umowę Mercosur - mówi jeden z organizatorów, Paweł Ilasz.
Umowa Mercosur
Polscy rolnicy obawiają się negocjowanej od lat umowy o wolnym handlu, którą Unia Europejska ma zawrzeć z blokiem Mercosur, w skład którego wchodzą Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Boliwia i Urugwaj. Jak mówią, jeśli zacznie do nas płynąć tańsze mięso z Ameryki Południowej, zaleje nas genetycznie modyfikowana żywność i nastąpi koniec polskiego rolnictwa. - Wcześniej odczuliśmy na własnej skórze, bardzo dobitnie, nadmierny import produktów żywnościowych z Ukrainy i teraz, jak wejdzie Mercosur, nasze rolnictwo upadnie - mówi Ilasz w rozmowie z TOK FM.
- Znów musimy wyjeżdżać na drogi, ale cóż począć, skoro znowu chcą nam "dowalić" - dodaje pan Piotr, rolnik spod Hrubieszowa. - Przecież my nie wytrzymamy tej konkurencji. Cały czas sprzeciwiamy się tzw. Zielonemu Ładowi. A jeszcze jest absurdalna ustawa łańcuchowa. Mówi się o tym, że psów nie będzie można trzymać na łańcuchu. Ale tu nie tylko o psy chodzi. Chodzi też o nasze hodowle i o to, że dziwne organizacje, fundacje będą mogły na mocy tej ustawy wchodzić do każdego gospodarstwa z kontrolą. No przepraszam bardzo, od kontroli to jest inspekcja weterynaryjna czy policja, a nie jacyś aktywiści. Przeciwko temu też protestujemy - mówi nasz rozmówca.
Rolnicy znają zapowiedź premiera Donalda Tuska, że na podpisanie umowy Mercosur w takim kształcie, jak jest obecnie proponowany, Polska się nie zgodzi.
- Tylko nie można zapominać o tym, że za zgodą Polski, czy bez tej zgody, Komisja Europejska i tak może to zatwierdzić. A to całkowicie nas - polskich rolników - pogrąży - mówi jeden z organizatorów protestu, Marcin Wilkos (współorganizował wcześniej też szereg innych rolniczych protestów, m.in. na polsko-ukraińskiej granicy).
Protesty rolników
Jak mówi Wilkos, w lecie rolnicy nie protestowali, bo mieli prace w polu, teraz znów zaczynają protesty. - To nie może tak wyglądać. My jesienią i zimą też mamy w swoich gospodarstwach co robić i nie mamy czasu na protesty. Ale nie ma wyjścia. Nie chcemy dopuścić do tego, by polskie rolnictwo runęło, a za nim, by runęła cała gospodarka - mówi Wilkos.
- Boimy się napływu taniej żywności z krajów Ameryki Południowej, w tym szczególnie mięsa. Bo dziś konsument nie patrzy na kraj pochodzenia, czy jakość, tylko głównie na cenę. I może być tak, że - załóżmy - kilogram polskiego schabu może kosztować 30 zł, a tego z Ameryki Południowej 20 zł. I który schab kupi klient w sklepie? - pyta Paweł Ilasz.
Na Lubelszczyźnie protest ma potrwać do godz. 15.00, w innych miejscach nawet dłużej. Rolnicy protestują w całej Polsce, w tym m.in. w Kętrzynie, Hrebennem, Pruszczu Gdańskim i Elblągu.