Sebastian M. może siedzieć w ZEA, "ile będzie chciał". Jego ojca jest na to stać
Od tragicznego wypadku na autostradzie A1 w Sierosławiu (woj. łódzkie) minął już ponad rok. 16 września 2023 roku kierowca bmw, poruszając się z prędkością ponad 253 km/h, uderzył w auto trzyosobowej rodziny, które następnie wpadło w bariery energochłonne i stanęło w płomieniach. Małżeństwo oraz ich pięcioletnie dziecko nie przeżyli.
Podejrzany o spowodowanie wypadku 33-letni łodzianin Sebastian M. niedługo po zdarzeniu zbiegł do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie został zatrzymany w październiku. Obecnie - już na wolności - mężczyzna czeka na decyzję sądu w sprawie ekstradycji do Polski.
"Złota wiza" nie dla każdego
10 września br. 'Gazeta Wyborcza', powołując się na nieoficjalne informacje, podała, że Sebastian M. dostał w ZEA tzw. "złotą wizę", czyli długoterminowe zezwolenie na pobyt, przyznawane na okres 5 lub 10 lat. Daje ona jej posiadaczowi status rezydenta, w tym prawo do pracy i inwestowania na terenie tego kraju.
Nielegalnie ścigają się po miastach. Ekspert wskazuje dwie grupy. 'Jedni śmieją się z drugich'
Osoba chcąca uzyskać taki status, musi sprostać kilku wytycznym - przebywać w ZEA co najmniej sześć miesięcy, mieć odpowiednie warunki finansowe oraz zarejestrować spółkę. Sebastian M. mógł spełnić wszystkie te warunki dzięki majątkowi zgromadzonemu przez jego rodzinę.
Hurtownia kaletnicza rodziny M. w "top 5" w kraju
Dziennikarz Onetu Maciej Kałach przyjrzał się biznesom rodziny Sebastiana M. Ojciec podejrzanego ws. wypadku na A1 jest właścicielem hurtowni kaletniczej, która - jak ocenił jeden z biznesowych współpracowników rodziny M. - należy do "top 5" w kraju.
Duży zastrzyk finansowy rodzinna firma dostała w 2020 roku, gdy wybuchła pandemia COVID-19. Ojciec Sebastiana M. zamówił wówczas z Indii kontenery włóknin polipropylenowych, z których powstają maseczki oraz kombinezony medyczne, a następnie odsprzedał z wysoką przebitką. - Teraz M. mogą być warci nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Także, jeśli Arabowie nie odeślą Polsce Sebastiana, on będzie u nich siedział, ile będzie chciał - stwierdziło jedno ze źródeł.
Dziennikarz Onetu ustalił również, że łódzka hurtownia ma kilka odnóg, w tym m.in. markę agrowłókien. Według danych jednej z międzynarodowych platform internetowych "przychód" z hurtowni kaletniczej rodziny M. waha się w przedziale 1-10 mln dolarów.
Bodnar chce rzucić rękawicę bandytom drogowym. Będzie nowe przestępstwo?
Ojciec musiał "dokładać do biznesu Sebastiana"
Sam Sebastian M. także posiada swój biznes. Na podstawie działalności ojca rozwinął oddzielną spółkę, oferującą dostawy kawy palonej. - Skali tej działalności nie można zestawiać z hurtownią ojca, raczej były okresy, że ten musiał dokładać do biznesu Sebastiana - powiedział Onetowi jeden z rozmówców. Choć kawowa spółka - po wypadku na A1 - odstraszyła nowych klientów, to nadal istnieje dzięki resztce kontrahentów. Zajmują się nią rodzice 33-latka.
Kolejnym źródłem dochodów Sebastiana M. jest działalność w Niemczech. Na krótko przed wypadkiem młody biznesmen kupił w Berlinie za trzy tysiące euro tzw. martwą spółkę, po czym zmienił jej nazwę na zbieżną ze swoim kawowym biznesem w Polsce. Berlińska spółka formalnie istnieje do dziś.
Prawnik rodziny M. odsyła do urzędu skarbowego
Onet podjął próbę skonfrontowania zebranych informacji z ojcem M. Zamiast niego odpowiedział pełnomocnik ojca Sebastiana, Bartosz Urbisch z kancelarii Viroux & Partners Sp. K.
"Z uwagi na brak określenia przez Pana pojęcia »Rodzina M.« […] nie jesteśmy w stanie potwierdzić tezy o zgromadzonym majątku w wysokości kilkudziesięciu milionów - w tym miejscu wskazujemy, iż dane finansowe podmiotów, tak osób fizycznych, jak i osób prawnych są dostępne we właściwym urzędzie skarbowym" - odpowiedział adw. Urbisch.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>