,
Obserwuj
Łódzkie

Po latach pracy zostali na lodzie. Do TOK FM odzywają się kolejni niedoszli sędziowie

7 min. czytania
30.12.2024 11:59
- Nie jesteśmy gorsi od notariuszy czy adwokatów - mówią w TOK FM referendarze sądowi, którzy walczą, by - w ramach przywracania porządku w wymiarze sprawiedliwości - również ich wziąć pod uwagę i umożliwić im start w konkursach na stanowiska sędziowskie.
|
|
fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM
  • Część absolwentów KSSiP - mimo zdania egzaminów - nie może podejść do egzaminów na sędziów. To efekt zmian wprowadzonych w 2017 r. przez PiS.
  • Niedoszli sędziowie apelują do nowej władzy o zmianę prawa. Czują się oszukani i nierówno traktowani.
  • Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało interwencje, ale - zdaniem rozmówców TOK FM - zmiany pomogą rozwiązać problem tylko częściowo.

W tej sprawie chodzi m.in. o absolwentów czterech pierwszych roczników Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury (KSSiP) w Krakowie i tzw. starej aplikacji sędziowskiej. Osoby te przed laty ukończyły aplikację, zdały egzaminy sędziowskie, ale znaczna część z nich sędziami nie została. Dlaczego? Problem opisywaliśmy szeroko na naszym portalu kilka tygodni temu. Prawo i Sprawiedliwość zmieniło prawo w ten sposób, że absolwenci - już po zdaniu egzaminu sędziowskiego - nie mogli podjąć pracy na stanowisku sędziego, ale powinni jeszcze wcześniej odbyć asesurę. Asesor to taki "sędzia na próbę", który pracuje pod okiem innych sędziów, często w innym mieście. Może orzekać, choć nie we wszystkich rodzajach spraw.

Ta nowa procedura absolwentów KSSiP mocno wtedy zaskoczyła. Wiele osób się na asesurę nie zdecydowało - z różnych przyczyn. Część osób miała małe dzieci i nie chciała dojeżdżać wiele kilometrów do sądów, w których były miejsca asesorskie. Jednocześnie był to już czas pierwszych protestów na ulicach przeciwko reformom Ziobry w wymiarze sprawiedliwości. Przyszli sędziowie nie chcieli zatem stawać do konkursów przed upolitycznioną KRS. Problem w tym, że zgodnie z ustawą Ziobry z 2017 roku ci, którzy zdali egzamin sędziowski, na start w konkursie na sędziego mieli tylko pięć lat. Po tym czasie szansa na bycie sędzią mijała.

Po naszych materiałach w tej sprawie głos zabrało Ministerstwo Sprawiedliwości, zapowiadając interwencję. Jak powiedziała w TOK FM Marta Kożuchowska-Warywoda, dyrektorka Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych w Ministerstwie Sprawiedliwości, w sądach - w szczególności w wydziałach rodzinnych - bardzo brakuje orzeczników. Dlatego część absolwentów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz tzw. starej aplikacji mogłaby trafić właśnie tam. Resort Adama Bodnara ma przygotować odpowiednie przepisy w tej sprawie.

Czy to rozwiąże sprawę? Jak się okazuje, niekoniecznie. Zaczęły się do nas odzywać osoby, które nie mają szans na zostanie sędziami i nie obejmuje ich zapowiedź Ministerstwa Sprawiedliwości.

"Powinniśmy dostać szansę. Czujemy niesprawiedliwość społeczną"

W takiej sytuacji jest m.in. Marta Kwiatkowska - referendarz w Wydziale Cywilnym w Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Widzewa w Łodzi. Pani Marta była na aplikacji adwokackiej - z powodów osobistych jej nie ukończyła, ale została w sądzie asystentką sędziego. Pracowała na tym stanowisku przez pięć lat. W międzyczasie podeszła do egzaminu adwokackiego i w 2019 roku zdała go z powodzeniem. Po egzaminie została referendarzem sądowym w sądzie w Warszawie, w Wydziale Ksiąg Wieczystych. Po trzech latach udało jej się przenieść do Łodzi, gdzie na co dzień mieszka i jest referendarzem w II Wydziale Cywilnym.

- Po egzaminie adwokackim mogłabym wnieść o wpisanie mnie na listę adwokatów. Musiałabym jednak wtedy zrezygnować z bycia referendarzem sądowym. Nie chciałam tego robić, bo docelowo chciałabym zostać sędzią. Co ważne, osoby które wykonują zawód adwokata czy radcy prawnego, mogą brać udział w konkursach na stanowisko sędziego, jeśli wykażą co najmniej trzy lata stażu pracy w tym zawodzie. Ja - mimo, że jestem po egzaminie adwokackim i od wielu lat pracuję w sądzie, nie mam takiej możliwości - mówi Kwiatkowska.

Jak dodaje w rozmowie z TOK FM, razem z innymi osobami w podobnej sytuacji walczy o to, by państwo dało im możliwość wystartowania w konkursach na sędziów. - Nikt z nas nie jest przekonany, że taki konkurs wygra, ale uważamy, że powinniśmy dostać szansę, by mieć prawo startu na równych prawach z adwokatami czy notariuszami. Czujemy niesprawiedliwość społeczną - notariusz po przepracowaniu trzech lat jako notariusz może wystartować na sędziego, a referendarz, który ma np. egzamin notarialny czy adwokacki, ale pracuje w sądzie - takiego prawa jest pozbawiony - dodaje nasza rozmówczyni.

'Zamieszanie i chaos są większe niż za rządów PiS'. Tuleya podsumowuje działania Bodnara

Jak podkreśla, od wielu lat orzeka, zajmuje się sprawami, którymi wcześniej - przed zmianą przepisów - zajmowali się sędziowie. - Apelujemy przede wszystkim o to, by nas - referendarzy - zaczęto traktować poważnie. Bo bez względu na to, kto rządzi, dla każdego jest oczywiste, że adwokat może zostać sędzią. Ale - jak się okazuje - dla nikogo nie jest oczywiste, że do takiego konkursu może podejść referendarz sądowy. W mojej ocenie to jest jeden z przejawów lekceważenia naszego zawodu - przekonuje pani Marta. Jak podkreśla, Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada, że chce "łatać" problemy wymiaru sprawiedliwości rozszerzeniem zadań dla referendarzy. - Czyli jesteśmy kompetentni, by móc więcej pracować w sądach, ale nie na tyle, by móc startować w konkursach na stanowisko sędziego. Nie jest to w porządku - kręci głową.

Z sędzią Nawackim na wojnie?

W podobnej sytuacji jest Marcin Frączek, również od wielu lat referendarz sądowy. Jest absolwentem czwartego rocznika aplikacji sędziowskiej w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Po ukończeniu szkoły proponowano mu asesurę. Nie zdecydował się na nią, bo akurat urodził mu się syn - wcześniak, musiał się zająć żoną i dzieckiem.

Pan Marcin wziął udział w dwóch konkursach przed neoKRS. Miał wątpliwości etyczne i prawne, ale - jak mówi - chciał na własnej skórze się przekonać, jak działa upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa. W 2019 roku wystartował w konkursie na stanowisko sędziego w Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej. Oprócz niego było jeszcze dwóch innych kandydatów. Wszyscy zostali zaproszeni na indywidualne rozmowy przed komisją w KRS.

- W trakcie tego spotkania padały ze strony członków Krajowej Rady Sądownictwa określone pytanie, które - w mojej ocenie - miały za zadanie wysondować, kto z nas jakie ma poglądy na określone sprawy. Jedno z pytań dotyczyło tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjności przepisów. Wygrał kandydat, który powiedział, że jedynie Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej jest do tego uprawniony i że on - jako sędzia - będzie stosował jego orzeczenia - mówi pan Marcin, który w tej sprawie miał inne zdanie. W jego ocenie także sądy mogą powoływać się wprost na Konstytucję.

Marcin Frączek odwołał się od rozstrzygnięcia neoKRS. - W swoim odwołaniu wskazałem m.in., że postępowanie jest nieważne, bo w składzie komisji zasiadał Maciej Nawacki, który - jak wiadomo - nie uzyskał wymaganej liczby podpisów, by zgłosić go jako członka KRS. Sąd Najwyższy umorzył postępowanie, tak naprawdę w ogóle nie odniósł się do moich argumentów - mówi Frączek z rozmowie z TOK FM.

W 2021 roku wystartował w konkursie ponownie. - Wiedziałem, że kończy się czas moich uprawnień do startowania w konkursach na stanowisko sędziego. Wiedziałem, że jak ten czas minie, moja droga do wymarzonego zawodu zostanie zamknięta. Był konkurs na stanowisko sędziego w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa. Byłem jedynym kandydatem, miałem bardzo dobre opinie - wspomina pan Marcin. Tyle, że tu ponownie pojawił się Maciej Nawacki. - Stwierdził, że jako kandydat nie spełniam wymogów formalnych, bo powinienem pójść na asesurę, a tego nie zrobiłem. Uznał, że jedyną drogą do bycia sędzią była dla mnie właśnie asesura. Nie zgadzam się z tym rozstrzygnięciem. Uważam, że miało charakter polityczny. W mojej ocenie wynikało z tego, że w poprzednim konkursie zakwestionowałem całą KSR i sędziego Nawackiego - dodaje w rozmowie z nami.

Nowy prezes olsztyńskiego sądu ma problem z Maciejem Nawackim. 'Kuriozalne'

Frączek przyznaje, że cała ta "walka" bardzo dużo go emocjonalnie kosztowała. W końcu postanowił odpuścić. - Ale przeczytałem

tekst na stronie tokfm.pl o tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości zmienia zdanie

i dostrzegłem, że być może również dla mnie będzie to światełko w tunelu - podkreśla. - Zostanie sędzią było moim marzeniem. Sześć lat ciągłej nauki, egzaminowania, na koniec egzamin sędziowski. Poświęciłem się temu całym sobą i to najbardziej bolało. Bo zmieniono reguły w trakcie trwania aplikacji, a potem zamknięto mi drogę już na zawsze. Ale może jednak jest jakiś cień nadziei - pyta retorycznie pan Marcin, który od siedmiu lat jest referendarzem.

"Zaczęły się zmieniać okoliczności polityczne. I pojawił się problem"

W nieco innej sytuacji jest Maja Piątkowska, również referendarz sądowy. To kolejna osoba, która się do nas odezwała. Pani Maja jest po starej aplikacji sędziowskiej. Kończyła ją w momencie, gdy TK uznał, że asesura jest niekonstytucyjna.

- Dla nas oznaczało to, że w momencie, gdy kończyliśmy naszą edukację w sądach, nie mieliśmy już możliwości zostać asesorami i nie wyznaczono nam innej drogi do zawodu sędziego. Finalnie uznano, że osoby takie jak my - będą mogły startować w konkursach na sędziego po przepracowaniu odpowiedniego czasu jako referendarze sądowi albo jako asystenci sędziów. Ja też pracowałam początkowo jako asystentka sędziego, potem jako referendarz. Wszystko było na dobrej drodze. Niestety, zaczęły się zmieniać okoliczności polityczne. Powstała Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury, przywrócono asesurę, choć w innym kształcie - opowiada w rozmowie z nami. Droga do zawodu sędziego została zamknięta.

- Dziś pracujemy jako asystenci sędziów i referendarze, od wielu lat, mamy ogromne doświadczenie. Teraz, stojąc w obliczu zmian w wymiarze sprawiedliwości, zależałoby nam na rozwiązaniach, które umożliwiłaby nam udział w konkursach na stanowisko sędziego. Ten zawód zawsze był moim celem, dlatego się kształciłam i dlatego wybrałam taką aplikację. Za poprzedniej władzy nie chciałam startować w konkursach, wiadomo dlaczego. Ja zostałam referendarzem w 2010 roku, potem obroniłam doktorat, uważam że i ja, i moje koleżanki i koledzy jesteśmy osobami świetnie przygotowanymi do zawodu sędziego i dlatego liczymy na jakieś pozytywne zmiany w tym zakresie - dodaje gościni TOK FM. Jak podkreśla, w swojej pracy robi to, co jeszcze dwa, trzy czy pięć lat temu robili sędziowie.

- Coroczne statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują, że ze wszystkich spraw, które trafiają do sądów rejonowych, to my - referendarze i asystenci - załatwiamy 65-67 procent tych spraw, to my jesteśmy na pierwszej linii frontu. Dlatego apelujemy do rządzących, by stworzyć nam możliwości udziału w konkursach na stanowisko sędziego. Jesteśmy doświadczeni i kompetentni - podsumowują nasi rozmówcy.