Mniej mam, ale wszystkim dam. Ostróda w gorączce obietnic wyborczych
Jakby na przekór możliwościom - o czym w części dalszej - festiwal obietnic w Ostródzie trwa w najlepsze. Dwie kandydatki i sześciu kandydatów próbują wbić się jak najlepiej w oczekiwania wyborców, aby zostać tym jedynym. Przypomnijmy - o fotel burmistrza w Ostródzie walczą: Tadeusz Bera, Włodzimierz Brodiuk, Tadeusz Czyczel, Rafał Dąbrowski, Ryszard Kowalski, Stanisław Orzechowski, Krystyna Siemieńska i Kinga Wiśniewska.
Mniejszy powiat, wyzwania takie same
Naszą podróż zaczynamy od wizyty w Krajowym Biurze Wyborczym w Elblągu. To właśnie tu zapadła niedawno decyzja o zmniejszeniu liczby mandatów w radzie powiatu ostródzkiego. - To o dwa mandaty mniej niż obecnie. Za wszystko odpowiedzialne jest wyludnienie. Niestety, liczba mieszkańców powiatu ostródzkiego zmniejszyła się w ostatnich latach - spadła poniżej 100 tysięcy. W efekcie ta liczba [radnych - przyp. red] została zmniejszona z 23 do 21 - wyjaśnia Arkadiusz Zaczek, komisarz wyborczy.
Niestety, w wyniku odpływu mieszkańców na tereny wiejskie maleje znaczenie Ostródy w całej radzie. Z dotychczasowych siedmiu ostródzianie wybiorą tylko sześciu swoich reprezentantów, a mniejszy wpływ na powiat utrudni współpracę przy późniejszej realizacji obietnic wyborczych.
Tak Olsztyn chce dogonić Zachód. 'Zauważyli nas w tej Polsce'
Obietnice turystyczne
Rozwój turystyki na Mazurach to główne hasło kandydatów na burmistrza. Zanim miasto zmieni się na wzór kurortów śródziemnomorskich - a takie obietnice padają - musi rozwiązać swoje przyziemne problemy. W Ostródzie jednym z głównych tematów jest zagospodarowanie jeziora Drwęckiego.
Jedni chcą po nim żeglować, drudzy jeździć na nartach. Tymczasem ani jedni, ani drudzy w tej chwili nie mogą skorzystać z tej części jeziora, bo Ostróda ma nieczynny wyciąg nart wodnych. Instalacja popsuła się kilka lat temu, ograniczając ruch turystyczny.
Co na to mieszkańcy? - Jak rozmawialiśmy kiedyś ze znajomymi, którzy byli spoza Warmii i Mazur, to wyciąg nart wodnych był jednym z punktów, dla których przyjeżdżali do Ostródy - mówi zapytany przez nas ostródzianin.
Tym, którzy planują likwidację wyciągu, kolejny rozmówca zwraca uwagę na aspekt finansowy. - To nie jest takie proste, żeby wyciąg zlikwidować. Wydano kupę pieniędzy, a teraz chcą go skasować za grosze - dziwi się mieszkaniec.
Na inny wątek zwraca za to uwagę ekspert i pilot wycieczek Piotr Lisowski. - Narty wodne, choć są sportem niszowym, to generowały ruch turystyczny - zauważa. - To drugi taki wyciąg w Polsce. (…) Przyciągał ludzi, którzy tutaj specjalnie przyjeżdżali. Oni przyciągali swoich znajomych, a ci z kolejnych swoich. To jest najlepsza reklama - dodaje.
Pogodzić wszystkich
Wyciąg jest atrakcją, ale nie da się ukryć, że przeszkadza wędkarzom oraz żeglarzom. Tym pierwszym płoszy ryby, a drugim ogranicza żeglowanie po jeziorze Drwęckim.
Startujący w wyborach zapowiadają pogodzenie interesów wszystkich. I o ile w Ostródzie istnieje zgoda co do tego, aby rozwijać infrastrukturę turystyczną, o tyle sposób, w jaki robić, różni kandydatów. Bez wątpienia mniejszy ruch turystyczny to problem dla branży. W tym zakresie przed Ostródą jeszcze wiele zmian, choćby tak podstawowych, jak godziny otwarcia restauracji w sezonie. Te zamykają się już o godzinie 22. Kandydaci chcą to zmienić.
Dlaczego Toruń jest jednym z najciekawszych miejsc przed wyborami samorządowymi?
Cmentarz - budujemy nowy czy powiększamy?
Miejscowość licząca blisko 30 tysięcy mieszkańców stoi przed nieuchronnym dylematem związanym z brakiem miejsca pochówkowego. Początkowo władze Ostródy planowały utworzyć cmentarz na terenie byłego poligonu wojskowego. Było to aż 90 hektarów, kupione od Ministerstwa Obrony Narodowej siedem lat temu. Jednak po decyzji ówczesnego szefa tego resortu Mariusza Błaszczaka o odtworzeniu jednostki wojskowej, teren ponownie wrócił do armii, a zatem plan utworzenia tam cmentarza upadł.
W efekcie obecne nekropolie w Ostródzie są już bliskie przepełnienia, a decyzji brak. Rozwiązania problemu są dwa: utworzenie nowej nekropolii poza miastem lub poszerzenie już istniejącej.
Mieszkańcy chcą jedno, a specjaliści mówią drugie. Zapytana o decyzje ostródzianka podkreśla, że o sprawę się nie martwi, bo ma już zapewnione miejsce pochówku - obok męża na obecnym cmentarzu.
Inna mieszkanka miasta zauważa, że powiększenie cmentarza w obecnej lokalizacji byłoby bardziej wygodne dla mieszkańców, którzy nie musieliby np. odwiedzać bliskich w różnych miejscach. Jeszcze inny ostródzianin podnosi kwestię dostępności nowego cmentarza dla osób starszych, wskazując na potencjalne trudności z dojazdem do nekropolii zlokalizowanej kilka kilometrów poza miastem.
Z kolei Adam Lisowski - właściciel firmy pogrzebowej - przywołuje przykład Elbląga, gdzie budowa cmentarza na Dębicy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku (i późniejsza jego rozbudowa) rozwiązała problem na blisko sto lat.
Przy okazji zwraca też uwagę na zmieniające się trendy w pochówkach i potencjalne zmiany przepisów, które mogą wpływać na przyszłe praktyki. - Przed nami alternatywne metody pochówku, takie jak biodegradowalne urny w 'lasach pamięci', co jest już praktykowane na przykład w Poznaniu. To wskazuje na potencjalny kierunek zmian w sposobie postrzegania pochówków i adaptacji do zmieniających się warunków i oczekiwań społecznych, których jeszcze niedawno nie brano pod uwagę - opowiada.
Stworzenie nowego miejsca pochówkowego czy rozbudowa istniejącego cmentarza to kosztowne przedsięwzięcie, mogące pochłonąć minimum 10 milionów złotych. Lisowski zauważa również, że samo przygotowanie terenu na najbliższe 20-30 lat to dopiero początek. Konieczne jest także przewidzenie możliwości przyszłej rozbudowy, co może oznaczać konieczność rezerwacji przyległych terenów.
Jak żyje się w Sopocie? 'Słodko-gorzko' [RAPORT O MIEŚCIE]
Skazany na bluesa: Marzenie o kinie
- Jeśli nie masz marzeń, nie żyjesz - mówi bohater ostatniego wyświetlonego w ostródzkim kinie filmu, pt.: 'Skazany na bluesa'. I pewnie gdyby zrobić ranking na marzenie, które ostródzianie przede wszystkim chcieliby spełnić, na pierwszym miejscu znalazłoby się kino.
Od czasu, gdy na ekranie lokalnego kina Świt zgasło światło (czyli 19 lat temu), jedną z głównych obietnic, która zdominowała już kolejną kampanię wyborczą, jest ożywienie kulturalne miasta, a konkretnie - ponowne otwarcie kina. Ostródzianom obiecują to wszyscy kandydaci. Jedni pragną kina studyjnego, inni zaś marzą o sieciowym multipleksie. Mimo różnorodnych gustów wszyscy wydają się zgadzać co do jednego - kino ma być miejscem, które przyciąga.
Andrzej Niewiadomski - dyrektor oddalonego o 30 km od Ostródy morąskiego Domu Kultury - podkreśla znaczenie kina nie tylko jako miejsca rozrywki, ale także jako istotnego punktu w życiu kulturalnym społeczności. Sam zarządza kinem i wskazuje na jego rolę w życiu kulturalnym tych mieszkańców, którzy poszukują, ale nie mają możliwości podróżowania do innych ośrodków w celu realizacji filmowych doświadczeń.
Utrzymanie takiego obiektu to nie lada wyzwanie, które - według szacunków - może kosztować miasto około miliona złotych rocznie. Postawienie na to oznaczałoby konieczność podniesienia podatków, co stawia mieszkańców i kandydatów w obliczu trudnego wyboru. Mimo tego Niewiadomski podkreśla, że z tym wyzwaniem samorząd Ostródy powinien się zmierzyć. Nawet kosztem pewnych wyrzeczeń.
Czy mieszkańcy Ostródy doświadczą ponownie magii filmowych wieczorów? Odpowiedź na to pytanie ma nadejść wkrótce po zakończeniu wyborów i spełnieniu złożonych ich trakcie obietnic.