Burza po zwolnieniu związkowca. "Zostałem bez środków do życia"
Jeremias dyscyplinarnie wyrzucił związkowca. "Rzekomo nie da się ze mną współpracować"
W maju minęłoby 15 lat, odkąd Dariusz Modrzejewski pracował w fabryce systemów kominowych Jeremias w Gnieźnie. Od samego początku był pracownikiem lakierni. 10 stycznia został wyrzucony dyscyplinarnie. - Zarzuty były bardzo banalne, dotyczące niby notorycznego odmawiania wykonywania poleceń przełożonej. I że rzekomo nie da się ze mną współpracować - opowiada nam Modrzejewski.
W rozwiązaniu umowy o pracę, do którego dotarło tokfm.pl, wskazano jedną konkretną sytuację - z 12 grudnia 2024 roku, kiedy Dariusz miał odmówić przełożonej posprzątania magazynku chemii. Miał przy tym podważyć autorytet i kompetencje liderki. W dokumencie pracodawca podkreślił jednak, że tego typu zachowania zdarzały się "notorycznie".
- Ta pani jest liderką na naszym dziale niecały rok. I oni twierdzą, że musimy być wyrozumiali wobec niej, bo ona ciągle się uczy. Ale niektóre jej polecenia, w moim przekonaniu, ale też innych pracowników, były niezgodne z BHP - podkreśla Modrzejewski.
Jak mówi, już wcześniej miał dwie rozmowy dyscyplinujące, ale nikt nie brał tej kwestii pod uwagę. - W listopadzie na rozmowie personalnej przedstawiono mi zarzuty, że np. podczas dwugodzinnej obserwacji mojej pracy zauważono, że godzinę nie pracowałem. Poprosiłem o weryfikację z kamer. Odmówili. Powiedzieli, że kamery i monitoring nie są dla mnie. Odmówiłem podpisania protokołu z tej rozmowy. Poprosiłem o jego ksero, ale również mi odmówiono - relacjonuje.
'Proszę nie prowadzić sprawy mojej śmierci'. Oto listy Polaków 'zza' grobu
Opowiada, że po tej rozmowie był tak roztrzęsiony, że nie mógł dalej pracować. - Pojechałem na SOR. Tam stwierdzili, że miałem ciśnienie 200/110 i bardzo ciężką reakcję na stres. Potem zostałem skierowany do lekarza rodzinnego, który wydał skierowanie do poradni psychologicznej. Po tygodniu zwolnienia lekarskiego wróciłem i za kilka dni miałem kolejną rozmowę personalną, gdzie zarzucano mi, że odmawiam wykonywania poleceń przełożonych. Nie wymieniono jednak żadnych innych przełożonych tylko tę liderkę oraz podano, że potwierdzili to współpracownicy, ale nie wiadomo, którzy - wskazuje Modrzejewski.
Jeremias wyrzucił pracownika za działalność związkową? "Po prostu stałem się niewygodny"
W jego ocenie nie bez znaczenia w tej sprawie jest fakt, że od momentu powstania w Jeremias związku zawodowego - Inicjatywa Pracownicza - w lutym 2021 roku, był jego aktywnym działaczem. Zgłaszał problemy, o których mówili mu pracownicy lakierni - m.in. właśnie łamanie zasad BHP. - Są tam drastyczne naruszenia, o których wiedzą też przełożeni a szczególnie pani od BHP. Niektóre czynności na lakierni są wykonywane wbrew zalecaniom producenta danej maszyny. Kilka lat temu w firmie były nasilone wypadki. A jak domagaliśmy się spełnienia wymogów BHP, to zawsze mieli jakąś wymówkę. A że zbyt często zacząłem to zgłaszać, to po prostu stałem się niewygodny - uważa związkowiec.
- Non stop byłem obserwowany. Nawet jeśli odchodziłem na chwilę ze stanowiska - napić się bądź do ubikacji - to zaraz liderka podchodziła do współpracowników i się wypytywała: gdzie jest Darek, co robi - relacjonuje.
Amazon wyrzucił ją z pracy. Teraz wygrała z nim w sądzie. Druzgocące uzasadnienie
Czarę goryczy miało przelać to, że 8 stycznia OZZ Inicjatywa Pracownicza Jeremias poinformowała na swoim Facebooku, że Dariusz Modrzejewski jest reprezentantem związku. - I oni chyba, jak to zobaczyli, to się zdenerwowali całkowicie i postanowili jak najszybciej mnie usunąć. Bo nie widzę innego powodu zwolnienia mnie w sposób dyscyplinarny - stwierdza Modrzejewski.
Rozmówca tokfm.pl przekonuje, że był rzetelnym i sumiennym pracownikiem. - Przez 15 lat byłem tylko cztery razy na chorobowym. Z tego dwa razy byłem na operacjach na zespół cieśni [nadgarstka], który powstał w skutek wykonywanej pracy, bo po prostu było wprowadzane zbyt szybkie tempo. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nie da się ze mną współpracować? Niech to udowodnią. Bo ja udowodnię, że się da i mam poparcie ludzi, po prostu - zaznacza.
Jak zapewnia, sytuacje, w których nie wykonywał poleceń, zdarzały się jedynie sporadycznie, a cały czas pracował normalnie. - Wszędzie są kamery, więc oni [przełożeni - red.] mogą sobie to zweryfikować - podkreśla.
Dariusz choruje na białaczkę. "Zostałem bez środków do życia"
Dariusz choruje na białaczkę. Jak twierdzi, do choroby mogła przyczynić się właśnie praca na lakierni w Jeremias. Niektóre chemikalia tam używane miały być bowiem niezdrowe. A - jak wskazuje Dariusz - na początku pracy nikt nie udzielał pracownikom żadnych informacji o szkodliwości danych środków. Niekorzystny miał być także stres i zwiększanie tempa pracy.
Nie kryje też żalu, że pracodawca - po 15 latach - nie wziął tego pod uwagę. - Wiedzieli, że mam taką zdrowotną sprawę i nawet nie mieli skrupułów, żeby zawrzeć jakąś ugodę, cokolwiek - mówi Modrzejewski. I dodaje: "Będę walczył o przywrócenie do pracy, bo muszę mieć jakieś pieniądze na życie". - A po tym, jak napisali, że to zwolnienie dyscyplinarne, nie mam nawet prawa do zasiłku. Zostałem bez środków do życia - ubolewa. - Nie mogę się z tym pogodzić. Mogę stwierdzić z całym przekonaniem, że zostałem zwolniony niesłusznie i bezpodstawnie - zaznacza.
Lakiernik rozgląda się za nową pracą, ale - jak twierdzi - jej znalezienie jest trudne. - A lubiłem pracę tu. Nie mam żadnych powodów, dla których nie miałbym wrócić. Nie mam się czego wstydzić. Jako pracownik mam prawo i obowiązek zgłaszać przełożonym wszelkie nieprawidłowości. A jeśli dane nieprawidłowości są niezgodne z BHP, mam nawet prawo wstrzymać daną produkcję. Raz czy dwa można zacisnąć zęby. Ale jeśli takie sytuacje powtarzają się non stop, a nawet nasilają, to nie można przejść obojętnie - przekonuje.
Inicjatywa Pracownicza zorganizowała internetową zrzutkę, aby wesprzeć finansowo swojego członka w trudnej sytuacji. - Mówiłem, że jakoś sobie poradzę, na razie dwie ręce, dwie nogi zdrowe są. Ale ta zbiórka była ich własną inicjatywą - mówi Dariusz.
Inicjatywa Pracownicza: Doszło do bezprawnego zwolnienia chronionego działacza związkowego
Związek udziela Modrzejewskiemu także wsparcia prawnego. - Pracodawca zdecydował się zwolnić Dariusza wbrew temu, że związek zawodowy nie wyraził zgody na rozwiązanie umowy o pracę z chronionym działaczem związkowym. Postanowił pomimo braku zgody związku zwolnić Dariusza dyscyplinarnie. Z tego względu rozwiązanie umowy o pracę przez spółkę Jeremias jest sprzeczne z prawem - przekazała w rozmowie z tokfm.pl Marta Rozmysłowicz z biura prawnego Inicjatywy Pracowniczej.
I dodała: "W zasadzie nie wiadomo do końca, jaka jest przyczyna. Jest ona bardzo mało konkretna. Naszym zdaniem pracodawca wskazał akurat tę sytuację, żeby załapać się na 30-dniowy termin wskazany w Kodeksie pracy".
Przypomnijmy, że zgodnie z prawem "rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika nie może nastąpić po upływie 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy".
Prawniczka przekonuje, że wskazane polecenie uprzątnięcia magazynku na lakierni zostało przez Modrzejewskiego ostatecznie wykonane. - Natomiast było ono niezgodne z prawem, ponieważ zobowiązywało pana Dariusza do odejścia od działającej maszyny, czego zakazywały mu przepisy BHP - mówi Rozmysłowicz.
Zakaz działalności związków zawodowych? 'To jak zabronić komuś posiadania dzieci'
Jej zdaniem "rzeczywistą przyczyną zwolnienia jest po prostu działalność związkowa pana Dariusza, który był głosem załogi z lakierni". - Jest wieloletnim, doświadczonym pracownikiem, więc zna bardzo dobrze zasady i postępowanie w pracy na lakierni. Zbierał także głosy całego działu. Na pewno są problemy z bezpieczeństwem. Będziemy zgłaszać wniosek o kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy - wskazuje działaczka IP.
Pracownicy Jeremias przygotowali także petycję do władz firmy domagającą się przywrócenia Modrzejewskiego do pracy. - Została ona podpisana przez prawie połowę pracowników produkcji. Wyraża to, że pracownicy bardzo chcą pracować z panem Darkiem - podkreśla Rozmysłowicz.
Związkowczyni zaznacza także, że firma zwolniła Modrzejewskiego w trakcie obecnie trwającego sporu zbiorowego, w którym związek walczy m.in. o 800 zł podwyżki dla każdego pracownika oraz wydłużenie przerwy. Jak przekazała, aktualnie nie zanosi się na porozumienie z pracodawcą.
- Natomiast w tym wszystkim doszło jeszcze do bezprawnego zwolnienia chronionego działacza związkowego. Taka sytuacja nie może mieć miejsca. Przyczyna wskazana przez pracodawcę w żadnym stopniu tego nie uzasadnia. Do tego uważamy, że twierdzenia pracodawcy o jakimś naruszeniu zasad współżycia społecznego są po prostu nieprawdziwe w momencie, gdy tylu pracowników produkcji podpisało petycję, że chcą przywrócenia Darka do pracy - mówi Rozmysłowicz.
- Wnieśliśmy już pozew o przywrócenie Darka do pracy. A także o zabezpieczenie powództwa poprzez nakazanie pracodawcy dalszego zatrudniania Darka do czasu zakończenia postępowania - podsumowuje.
XXI w. w kraju Solidarności: konflikt o herbatę, toaletę. Czy Sroczyński dałby radę w Amazonie?
Dlaczego zwolniono Dariusza Modrzejewskiego? Jeremias odpowiada na zarzuty związkowców
W odpowiedzi na nasze pytania zarząd spółki Jeremias stoi na stanowisku, że "działania, które pracodawca musiał podjąć wobec Pana Dariusza Modrzejewskiego wynikały z ciężkiego naruszania przez niego podstawowych obowiązków pracowniczych".
Jak jednak twierdzi, "ze względu na obowiązujące przepisy ochrony danych osobowych i w trosce o dobro osób zaangażowanych w ten temat (w tym również Pana Modrzejewskiego) nie może ujawnić szczegółów tej konkretnej sprawy".
"Zapewniamy jednak, iż zarząd spółki Jeremias, po dogłębnej i starannej analizie faktów i okoliczności zdarzeń, jak również wymogów prawa odnośnie obowiązków pracodawcy, w sytuacjach naruszeń prawa, jakich dokonywał pracownik, podjął jedyną możliwą w tej sytuacji decyzję, o zakończeniu współpracy. Firma jest przekonana, że sąd w obliczu przedstawionych dowodów podzieli zdanie o słuszności działań zarządu Jeremias sp. z o.o." - przekazał nam w imieniu pracodawcy Grzegorz Indulski.
Firma podkreśliła także, że nie ma w niej miejsca na naruszenie takich wartości jak współpraca, szacunek czy poszanowanie różnorodności, w szczególności jeśli takie działania dotykają innych pracowników. "Prowadzenie jakiekolwiek działalności społecznej nie może być uzasadnieniem dla naruszania tych zasad. Byłoby to niesprawiedliwe przede wszystkim wobec pracowników, którzy na co dzień rzetelnie podchodzą do tych kwestii" - zaznaczono.
To koniec panowania producenta Ozempicu? Jest poważny problem
"Podjęlibyśmy taką samą decyzję wobec każdego pracownika"
Jeremias odpiera także zarzuty o nielegalne zwolnienie chronionego działacza związku zawodowego. Jak twierdzi, zarząd nie posiada wiedzy o tym, kto z pracowników należy do związku. "Znany jest nam wyłącznie zarząd organizacji związkowej i osoby wskazane nam imiennie przez tenże zarząd, jako podlegające "szczególnej ochronie" - wskazuje.
I zapewnia, że "na etapie rozpoczęcia procedury zwalniania pracownika i skontaktowania się w tej sprawie z organizacją związkową Pracodawca nie posiadał wiedzy, aby pracownik był objętych jakąkolwiek ochroną zatrudnienia lub prowadził jakąkolwiek działalność społeczną".
Jednocześnie przekonuje, że nie miało to żadnego wpływu na podejmowane kroki. "W przedmiotowej sytuacji zarząd podjąłby taką samą decyzję wobec każdego pracownika - niezależnie od tego, czy pełni on jakąś działalność społeczną" - podkreślił pracodawca.
"Dbamy o bezpieczeństwo i zdrowie pracowników"
Jeremias za niezasadne uznaje też alarmowanie o złych warunkach pracy na lakierni.
Jak zapewniono "firma dokłada wszelkich starań, by nie tylko w obszarze lakierni, ale też w całej firmie przestrzegane były zasady BHP. Dbamy o bezpieczeństwo i zdrowie pracowników. Regularnie prowadzone są wewnętrzne analizy stanu BHP, jak również obowiązkowe badania i regularne kontrole zewnętrzne, sprawdzające czy spełnione są odpowiednie normy" - wskazano.
Zarząd twierdzi także, że informuje pracowników o wynikach tych analiz oraz "niezwłocznie reaguje na zgłoszenia dotyczące możliwości wprowadzenia inicjatyw mających wpływ na bezpieczeństwo pracy".
"Jednocześnie wymagamy od pracowników stosowania się do obowiązujących w zakładzie regulaminów i zasad, a w przypadku ich nieprzestrzegania, wyciągamy konsekwencje" - podsumowano w przesłanym tokfm.pl stanowisku.