,
Obserwuj
Podkarpackie

Przejmujące słowa wicemera Mariupola na spotkaniu w Przemyślu. "Nie mam już domu"

Anna Gmiterek-Zabłocka, Andrzej Orzechowski
3 min. czytania
27.03.2024 14:39
Do Domu Ukraińskiego w Przemyślu przyjechał wicemer Mariupola - niemal zrównanego z ziemią w trakcie wojny. Rozmawiał z mieszkańcami i uchodźcami m.in. o planach na odbudowę miasta. - Wiele osób nie jest świadomych tego, jak wiele ta wojna zabiera. Jak ciężko jest spojrzeć w oczy swoim dzieciom czy wnukom, które biorą w tym wszystkim udział - mówił.
|
|
fot. Andrzej Orzechowski/ Grupa Radiowa Agory

Mariupol to jedno z największych miast Ukrainy, które w wyniku pełnoskalowej wojny praktycznie przestało istnieć. Dziś znajduje się pod rosyjską okupacją. Wiosną 2022 roku - przez ponad półtora miesiąca - było okrążone, mieszkańcy nie mogli wyjechać, brakowało korytarzy humanitarnych. Wstępne dane międzynarodowe mówią o tym, że w Mariupolu zginęło wtedy ok. 21 tysięcy mieszkańców. - To jest trudne do oszacowania, dlatego my nie podajemy liczb. Będziemy to mogli zrobić wtedy, gdy wrócimy do miasta i będziemy na miejscu badać tę sprawę - mówił TOK FM Mykhailo Kohut, wicemer Mariupola.

Kohut przyjechał do Przemyśla, by spotkać się z Ukraińcami, którzy - uciekając przed wojną - zamieszkali właśnie w tym mieście, ale także z Polakami. Spotkanie zostało zorganizowane w tutejszym Domu Ukraińskim. Było połączone z pokazem uhonorowanego Oscarem filmu '20 dni w Mariupolu'. - Jestem wdzięczny jego autorom, że zostali w mieście i nagrywali to, do czego tam dochodziło. Ale żaden film nie odda tego, co przeżyliśmy jako mieszkańcy. To, co się działo, było o wiele straszniejsze niż to, co widzimy w filmie - mówił nam Kohut.

 

Tragedia Mariupola

Jednym z najbardziej tragicznych dla Mariupola dni był 16 marca 2022 roku, gdy doszło do rosyjskiego ataku na teatr . W środku mogło się znajdować około tysiąca osób, które czekały na uruchomienie korytarza humanitarnego, by móc wydostać się z miasta. Większość zginęła.

Kohut wskazał, że mieszkańcy Mariupola nie chcą, by w przyszłości teatr odbudowywano. Apelują o to, by w jego miejscu powstał pomnik w hołdzie dla tych, którzy tam zginęli. - I tak się stanie - zadeklarował nasz rozmówca.

Liczba zmarłych w teatrze w Mariupolu jest dwukrotnie wyższa. W rosyjskim ataku mogło zginąć 600 osób

Odbudowa Mariupola

Wicemer wskazał, że władze Mariupola zamierzają odbudować miasto i dokładnie się do tego przygotowują - mają plan rozpisany niemal co do dnia. - Pierwsza rzecz, którą będziemy musieli zrobić po powrocie, to niedopuszczenie do kryzysu humanitarnego. Wiemy, do czego zdolni są Rosjanie i w jakim stanie mogą zostawić miasto - powiedział.

Kohut wyraził nadzieję, że do Mariupola wrócą też mieszkańcy, którzy w obliczu wojny z tego miasta wyjechali. Między innymi po to organizowane są takie spotkania, jak to w Przemyślu.

Gość TOK FM podkreślał, że to, co wydarzyło się w Mariupolu, nie było do przewidzenia nawet w najczarniejszych snach. - Bo jak można sobie coś takiego wyobrazić w XXI wieku, w Europie? - pytał retorycznie.

- W naszym mieście było około dwóch tysięcy wieżowców, z czego tysiąc zostało zburzonych, a kolejne pięćset jest w trakcie burzenia. Te wieżowce, które zostały, są w takim stopniu uszkodzone, że w następnych krokach też muszą zniknąć. Patrząc szerzej, spośród 38 tysięcy budynków mieszkalnych w cały mieście, około 80 procent jest zniszczonych - opowiadał wicemer.

Kohut podkreślał, że nie zgadza się z twierdzeniami, że wojna toczy się tylko w Ukrainie i innych to nie dotyczy. - Wiele osób nie jest świadomych tego, jak wiele ta wojna zabiera. Jak ciężko jest spojrzeć w oczy swoim dzieciom czy wnukom, które biorą w tym wszystkim udział - rozkładał ręce.

- Dla mnie najważniejsze jest to, że mam rodzinę. Nie mam co prawda już domu, ale jakoś z tego wyjdziemy. Damy radę - podsumował. Mykhailo Kohut mieszka obecnie razem z żoną w jednym z ukraińskich miast (nie chce ujawniać, o jaką miejscowość chodzi).

Ukraińscy Romowie nagle bez dachu nad głową. 'Nie wiem, co mamy zrobić'

Miejsce spotkania z wicemerem Mariupola było nieprzypadkowe. Dom Ukraiński w Przemyślu stał się punktem integracji polskiej i ukraińskiej społeczności. Jest prowadzony przez mniejszość ukraińską, skupioną w Związku Ukraińców w Polsce, ale korzystają z niego też uchodźcy i uchodźczynie, którzy trafili do Przemyśla w obliczu wojny.

Z pomocy Związku Ukraińców w Przemyślu od 24 lutego 2022 roku skorzystało blisko ćwierć miliona uchodźców. Wolontariusze wspierali ich w szukaniu miejsca do zamieszkania, szukaniu pracy, zapisaniu dzieci do szkół czy w załatwianiu spraw urzędowych. W Domu Ukraińskim organizowane są też koncerty, wystawy, spotkania czy debaty.