,
Obserwuj
Podkarpackie

Ukraińscy Romowie nagle bez dachu nad głową. "Nie wiem, co mamy zrobić"

5 min. czytania
22.03.2024 09:16
Kilkuset uchodźców z Ukrainy - pochodzenia romskiego - z dnia na dzień zostało bez dachu nad głową. Wszystko przez zamknięcie ośrodka w Kidałowicach na Podkarpaciu. Ośrodek - jak ustaliliśmy - zamknięto ze względu na problemy sanitarne. Część rodzin zdecydowała się wrócić do Ukrainy.
|
|
fot. Krzysztof Cwik / Agencja Wyborcza.pl

O sprawie zaalarmowała nas Fundacja w Stronę Dialogu. To organizacja wspierająca społeczność romską w Polsce, w tym uchodźców i uchodźczynie, którzy trafili do naszego kraju w obliczu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Fundacja wiedziała, że w Kidałowicach na Podkarpaciu jest ośrodek, w którym mieszkało kilkaset osób, w tym kobiety, dzieci i seniorzy. Podała nam, że z dnia na dzień zostali oni 'wyrzuceni na bruk'.

- To był ośrodek, który powstał z odruchu serca, założony przez Fundację Unitatem. Utworzono go w lesie, bez możliwości dostępu do szkoły czy komunikacji publicznej. Od początku wiedzieliśmy, że to miejsce na dłuższą metę nie powinno funkcjonować, bo warunki sanitarne pozostawiały tam wiele do życzenia. Nie spodziewaliśmy się jednak, że ośrodek zostanie zamknięty z dnia na dzień - mówi Joanna Talewicz, prezeska Fundacji w Stronę Dialogu.

- Ośrodek nagle zlikwidowano, a my dowiedzieliśmy się o tym w momencie, gdy część z tych osób pojawiła się na dworcu w Przemyślu, szukając pomocy. Wciąż mamy na tym dworcu naszą współpracowniczkę i ona przekazała nam, co się dzieje - dodaje pani Joanna.

Część Romów wróciła do Ukrainy

Igor Horków ze Związku Ukraińców w Przemyślu mówi nam, że ośrodek musiał zostać zamknięty, bo pojawiły się problemy z systemem kanalizacji, których nie da się rozwiązać doraźnie. Trzeba wykonać poważny remont, łącznie z kuciem ścian, a to wymaga czasu. - Z moich rozmów z przedstawicielem ośrodka w Kidałowicach wynika, że 200 osób od razu zdecydowało, że - po wielu miesiącach życia w Polsce - wraca do Ukrainy. Były dla nich podstawione autobusy oraz busy, które przewiozły ich do Lwowa - informuje Horków.

Jak dodaje, 70 kolejnych osób pojechało do ośrodka, w którym od dawna są też inni Romowie - w Jarosławiu. Kolejna grupa - blisko 100 osób - pojawiła się na dworcu w Przemyślu. To o nich pisała Joanna Talewicz. - Doraźnie, wspólnie z Domem Ukraińskim w Przemyślu, zorganizowaliśmy dla nich noclegi, a docelowo znaleźliśmy miejsca w innych ośrodkach - mówi prezeska fundacji.

Około 70 osób pojechało do placówki w Inowrocławiu, gdzie znalazło się dla nich miejsce, a kolejnych ponad 20 Romów - do ośrodka pod Lublinem. Ta ostatnia grupa ostatecznie zdecydowała, że wraca do Ukrainy, kupiono im już bilety. - Sytuacja była trudna, nie powinno to tak wyglądać - mówi w TOK FM Joanna Talewicz. Wskazuje, że o sprawie zawiadomiono wojewodę podkarpacką.

Ukraińcy się boją, że Polska ich wyrzuci. 'Z trwogą patrzę na 30 czerwca'

"Zaraz zamyka się kolejny ośrodek w Podkarpackiem. Nie wiem, co mamy zrobić z ludźmi. Jesteśmy bezradni. Na dworcu w Przemyślu nasza Fundacja W Stronę Dialogu ma jedną pracowniczkę, która jest już tym wszystkim wykończona. Jesteśmy z tym sami. Rząd rozmawia, ale rozwiązań dalej brak" - napisała w mediach społecznościowych Joanna Talewicz.

"Do Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego nie wpłynął żaden oficjalny dokument dotyczący opisywanej sprawy. Informacje, jakie posiadamy na ten temat, pochodzą z mediów społecznościowych. Wojewoda nie pełnił nadzoru nad wspomnianym ośrodkiem. Nie był on prowadzony w ramach umowy między wojewodą a organem samorządu terytorialnego. Niezależnie od tego faktu, wojewoda podkarpacki wszczęła postępowanie wyjaśniające w tej sprawie" - odpisała na Facebooku wojewoda Teresa Kubas - Hul.

Facebook post

Sytuacja romskich uchodźców

Fundacja w Stronę Dialogu kilka miesięcy temu przygotowała raport na temat sytuacji romskich uchodźców w Polsce. Wynikało z niego, że po wybuchu wojny w Ukrainie, w naszym kraju przebywało kilkadziesiąt tysięcy takich osób. W większości pozbawieni byli wystarczającego wsparcia systemowego oraz - częściowo lub całkowicie - odizolowani od infrastruktury pomocowej.

We wrześniu 2023 roku - o czym pisaliśmy na naszym portalu - prezeska Fundacji w Stronę Dialogu Joanna Talewicz opowiadała nam, jak przez kilka miesięcy próbowała znaleźć mieszkanie dla romskiej rodziny - uchodźców z Ukrainy. - Nigdy nie sądziłam, że doczekam takiego momentu - mówiła aktywistka. Podkreśliła, że Romowie są traktowani gorzej niż inni, choć też uciekli przed wojną ( z raportem można się zapoznać na stronach Fundacji w Stronę Dialogu).

O pomaganiu w Przemyślu na Podkarpaciu

Przemyśl to miasto, które od początku wojny w Ukrainie znalazło się na pierwszej linii pomagania. To tu przyjeżdżały pociągi z setkami tysięcy ludzi. Te transporty nie zniknęły - jadą z Kijowa, Charkowa, Zaporoża czy Odessy. Codziennie. Nawet po dwa tysiące pasażerów. - Ostatnio, gdy były naloty, mieliśmy rodziny z obwodu sumskiego, które zdecydowały się stamtąd wyjechać - mówi Igor Horków. - My to widzimy cały czas - jak robi się w jakimś miejscu bardziej niebezpiecznie, to przyjeżdżają do nas stamtąd ludzie - dodaje.

Przedstawiciele Domu Ukraińskiego są na dworcu w Przemyślu nieustannie. Mają dyżury. Po 2-3 osoby na zmianie w dworcowym punkcie recepcyjno-informacyjnym i po 2 osoby na zmianie w pokoju dla matki z dzieckiem. Pokój ten miał być ostatnio zlikwidowany. Prezydent Przemyśla - Wojciech Bakun - na początku marca wysłał do przemyskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce informację, że zamierza zmienić temu formułę.

"Mając na względzie zapewnienie właściwych standardów sanitarno-bytowych dla matek z dziećmi w punkcie recepcyjnym na dworcu w Przemyślu, które w związku z konfliktem zbrojnym na terenie Ukrainy przybyły do naszego miasta, a które to warunki były przez liczne organizacje kwestionowane, informuję, że od dnia 11 marca 2024 roku pomieszczenia wykorzystywane do tej pory jako miejsce tymczasowego odpoczynku dla matek z dziećmi stają się pomieszczeniami ogólnodostępnymi dla wszystkich podróżnych znajdujących się na dworcu PKP w Przemyślu" - napisał prezydent.

Związek Ukraińców wniósł jednak o niezamykanie pomieszczenia i na razie to się udało. "W naszej ocenie zapewnienie osobnego pomieszczenia dla osób uchodźczych z grup szczególnie wrażliwych, w tym matek z dziećmi, matek karmiących, osób z niepełnosprawnościami, osób starszych i doświadczających chorób, w punkcie recepcyjnym w Przemyślu, jest absolutnie kluczowe. Liczba osób korzystających z tego wsparcia pozostaje ciągle wysoka, co wskazuje na potrzebę zapewnienia ciągłości działania" - napisał Związek Ukraińców w odpowiedzi do prezydenta Przemyśla.

Związek wskazał też dane liczbowe: od 31 marca do 31 grudnia ubiegłego roku z pomocy punktu skorzystało ponad 37 tysięcy osób, zaś w styczniu i lutym tego roku - było to 7721 osób, w tym 4089 dzieci.