Plaga os i szerszeni. Średnio co 15 minut strażacy wyjeżdżają do usuwania gniazd
W tym roku szerszenie i osy to prawdziwa plaga. Od początku roku strażacy z Podkarpacia odnotowali około 4500 interwencji. Nagły wzrost zaobserwowano w ciągu ostatnich czterech tygodni, kiedy dostali prawie 3500 takich zgłoszeń. Owady z łatwością można usłyszeć przechodząc przez ogródki działkowe w Rzeszowie.
Zagrożenie zdrowia i życia
- Jest ich tutaj sporo - mówi pani Katarzyna. - Kiedyś syn powiedział mi, że coś założyło gniazdo w altanie. Nie widziałam co to dokładnie było, czy szerszenie, czy osy. Zadzwoniłam po straż, ale nie przyjechali - tłumaczy.
Jak informuje Marcin Betleja, rzecznik podkarpackich strażaków, takie zgłoszenia często nie są przyjmowane, bo straż powinna być wzywana tylko w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia ludzi.
- Wyjeżdżamy, gdy szerszenie zagrażają osobom z ograniczoną zdolnością poruszania się, osobom uczulonym, lub dzieciom - mówi Betleja. I dodaje, że w przypadku gniazda w miejscu nieużytkowanym codziennie należy przemyśleć, czy na pewno dzwonić pod numer alarmowy.
- W przypadku gdy nic poważnego nam nie zagraża, zadzwońmy po odpowiednie do tego firmy. W chwili gdy dzwonimy z taką sprawą na numer alarmowy pamiętajmy, że strażacy mogą być potrzebni w innym miejscu - wyjaśnia.
'Żniwa' dla firm zajmujących się usuwaniem gniazd
Firmy zajmujące się usuwaniem gniazd mają obecnie swoje 'żniwa'. Marcin Brewczak właściciel takiej firmy przyznaje, że w ostatnich dniach ma pełne ręce roboty. - Ostatnio to praca od rana do nocy – mówi z uśmiechem. - Zdarza się i po kilkanaście wyjazdów jednego dnia.
Według niego powodem plagi jest wczesna i długa wiosna, wysokie temperatury oraz duże ilości pożywienia dostępnego dla owadów.