,
Obserwuj
Pomorskie

Zabójstwo 6-letniego chłopca w Gdyni. Tysiąc osób szuka ojca podejrzanego o morderstwo

tokfm.pl/PAP
2 min. czytania
21.10.2023 09:43
Policja cały czas poszukuje 44-letniego Grzegorza Borysa podejrzewanego o zabójstwo 6-letniego chłopca w Gdyni Fikakowie. W akcję zaangażowanych jest około tysiąc osób - podała w sobotę pomorska policja.
|
|
fot. materiały policji

Rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku Karina Kamińska przekazała PAP, że poszukiwania 44-letniego Karola Borysa cały czas trwają. - W akcję zaangażowanych jest około tysiąc osób, m.in. policjanci, strażacy, Marynarka Wojenna i Żandarmeria Wojskowa. Do działań dołączyli m.in. policjanci z Poznania i Łodzi - powiedziała.

- W piątek do późnych godzin funkcjonariusze przeszukiwali m.in. lasy i różnego rodzaju zbiorniki wodne. Niestety w sprawie nie ma żadnego przełomu. Dzwoni do nas także dużo osób. Wszystkie informacje są na bieżąco weryfikowane - wyjaśniła.

Policja otrzymała informację o zabójstwie 6-latka przy ul. Górniczej w Gdyni Fikakowie w piątek około godz. 10. Po godz. 13. Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku ujawniła na swoich kanałach w social mediach wizerunek oraz dane poszukiwanego w tej sprawie mężczyzny - to ojciec chłopca 44-letni Grzegorz Borys.

- W przypadku uzyskania informacji na temat miejsca pobytu mężczyzny prosimy o niezwłoczny kontakt z Komendą Miejską Policji w Gdyni 47 74 21 222 (oficer dyżurny jednostki) lub na numer alarmowy 112 - podała Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku.

"Krzyczał na dzieci, swoje i nasze"

Do tragicznego zdarzenia doszło w piątek rano. W jednym z mieszkań w Gdyni Fikakowie znaleziono martwego 6-letniego chłopca. Jak podała stacja RMF FM, ciało dziecka miała znaleźć jego matka po powrocie z pracy.

Portal trojmiasto.pl informował, że dziecko miało mieć rany cięte szyi. Pojawiają się też informacje, że w mieszkaniu znaleziono także zwłoki psa.

Mieszkańcy Gdyni Fikakowa są wstrząśnięci zabójstwem chłopca. W rozmowie z Polsat News mówili, że zachowanie sprawcy od dłuższego czasu budziło w nich niepokój. - Można powiedzieć, że przeczuwaliśmy, że coś się może stać - powiedziała jedna z kobiet. Jak dodała, gdy mężczyzna pojawiał się na placu zabaw ze swoim dzieckiem, był agresywny. Syn miał "chodzić jak na szpilkach".

- Krzyczał na dzieci, swoje i nasze. Był bardzo nerwowy, rozjuszony - stwierdziła.

Inna kobieta opisywała, że chłopiec przy ojcu był bardzo zestresowany. - Bardzo zabiegał o uwagę taty, chciał się z nim bawić. Mama bardzo rzadko pojawiała się na placu - mówiła.