,
Obserwuj
Pomorskie

"Mogłam stracić szansę". Co z takimi jak sędzia Joanna zrobi nowa władza?

4 min. czytania
22.11.2023 11:57
- Oczywiście, że składając dokumenty do konkursu, miałam z tyłu głowy, że KRS jest niezgodna z prawem. Znałam wyroki europejskich trybunałów. Ale co miałam zrobić, skoro wisiało nade mną widmo, że stracę szansę na zostanie sędzią? - mówi TOK FM Joanna Organiak, sędzia z Gdańska. Co z neosędziami zrobi nowa władza?
|
|
fot. archiwum prywatne

Joanna Organiak jest sędzią Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe w Gdańsku. Orzeka w Wydziale Rodzinnym. Jak sama przyznaje, jest jednym z tzw. neosędziów, którzy przeszli wadliwy proces nominacyjny przed upolitycznioną Krajową Radą Sądownictwa, niezgodną ze standardami niezależnego i niezawisłego sądownictwa, na co wskazały wyroki europejskich trybunałów (TSUE czy ETPC).

Sędzia jest tego świadoma i w rozmowie z nami przekonuje, że gdyby miała wyjście, nie stanęłaby przed neo-KRS. - Oczywiście, że składając dokumenty do konkursu, miałam z tyłu głowy, że KRS jest niezgodna z prawem, że powołali ją politycy, że tak być nie powinno. Znałam wyroki europejskich trybunałów. Ale co miałam zrobić, skoro wisiało nade mną widmo tego, że jeśli minie siedem lat, to ja stracę szansę na zostanie sędzią? - tłumaczy w rozmowie z TOK FM.

Skąd te siedem lat? Otóż Prawo i Sprawiedliwość w 2017 roku wprowadziło przepis, że takie osoby jak Joanna Organiak - które w dniu wejścia w życie znowelizowanej ustawy spełniają wymagania do powołania na stanowisko sędziego sądu rejonowego - zachowują to prawo tylko przez siedem lat. A to oznacza, że gdyby ten termin minął, Organiak nie miałaby szans na powołanie na urząd.

Nasza rozmówczyni w 2003 roku skończyła studia prawnicze. Jeszcze w czasie studiów trafiła do sądu jako referent stażysta, a w 2004 - została asystentem sędziego w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku. Przepracowała na tym stanowisku prawie 17 lat. W międzyczasie - w 2010 roku - zdała egzamin sędziowski. Oficjalnie sędzią jest od stycznia 2022 roku.

- To zawsze było moje marzenie, przez wiele lat do tego dążyłam. Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń. Dziś jest to moja najukochańsza praca. Nie wyobrażam sobie, że miałabym z tego zrezygnować, tylko dlatego, że państwo nałożyło na mnie takie ograniczenie czasowe. Dlatego stanęłam do konkursu. Nikt nie wiedział, kto będzie dalej rządzić, czy coś się zmieni i kiedy, a te siedem lat szybko mijało - opowiada sędzia w rozmowie z TOK FM.

"Poniżające przesłuchanie"

Jak podkreśla, do końca życia będzie pamiętać omawianie jej kandydatury przez członków Krajowej Rady Sądownictwa. - Było to upokarzające i przykre. Pamiętam, że jeden z sędziów wyczytał w moich dokumentach, że w czasie studiów pracowałam w pizzerii. To mu się nie spodobało. Wprost pytał, jak to możliwe, że przyszły sędzia pracował przed laty w gastronomii? To było bardzo poniżające. Bo przecież żadna praca nie hańbi, a ja zarabiałam na studia. Żeby dojść do tego, co mam, musiałam przejść długą drogę. A to moje dążenie do osiągnięcia celu, jakim było bycie sędzią, zostało w taki sposób przed neo-KRS spłycone - mówi Joanna Organiak.

Wyjaśnijmy - przez ostatnie lata neo-KRS zatwierdziła awanse prawie trzech tysięcy sędziów. Wśród nich byli asesorzy, którzy w inny sposób nie mogli awansować czy sędziowie, którzy - nie patrząc na orzeczenia TSUE czy na uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego - uznawali, że awans jest ważniejszy niż praworządność i stawali do konkursów przed neoKRS. Jest też trzecia grupa i do niej należy nasza rozmówczyni, która bez udziału w konkursie nigdy nie zostałaby sędzią.

Co zrobi nowa władza?

Obecna większość sejmowa już zapowiedziała, że w obszarze wymiaru sprawiedliwości przeprowadzi duże zmiany. Powołano już zresztą nowych członków do KRS. Przedstawiciele Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" od dawna mówią o tym, że sędziowie, którzy uczestniczyli w procedurze przed upolitycznioną KRS (oprócz asesorów) powinni być cofnięci na poprzednie stanowiska pracy, do sądów niższych instancji, by móc ponownie stanąć do konkursów i ponownie poddać się ocenie, już przed legalnie powołaną, niezależną od polityki Krajową Radą Sądownictwa.

- Nie wiem, co miałoby to oznaczać dla mnie i dla takich osób jak ja, czyli tych, które były referendarzami czy asystentami sędziów. Ta niepewność powoduje ogromny stres. Czuję się tak, jakbym siedziała na gorącym krześle - przyznaje Organiak.

Część środowiska prawniczego zgłasza zastrzeżenia do pomysłu "Iustitii". To choćby prezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Maciej Nowicki. W swojej analizie, zamieszczonej na onet.pl, wskazał m.in. na sytuację, w jakiej znalazła się sędzia z Gdańska.

"Ponad jedna trzecia nowych sędziów sądów rejonowych to byli asystenci sędziów i referendarze. Osoby te miały odpowiednie doświadczenie przed powołaniem i zostały postawione w dość trudnej sytuacji. (?) Uznanie powołań wszystkich tych osób za nieważne czy nieistniejące spowodowałoby, że zostałyby one całkowicie wyrzucone z sądownictwa i nie wróciłyby nawet na wcześniej zajmowane stanowiska. Znalazłyby się zatem w sytuacji trudniejszej niż np. sędziowie awansowani w podejrzanych okolicznościach, którzy jedynie wróciliby na stanowiska sprzed awansu. Mało ma to wspólnego ze sprawiedliwością" - wskazuje Maciej Nowicki. - Maciej Nowicki

Sędziowie dublerzy z TK będą musieli oddać pensje? 'Prawo jest przygotowane na takie sytuacje'

Na sytuację byłych asystentów sędziów i referendarzy w 2022 roku zwracał uwagę też Rzecznik Praw Obywatelskich. Wskazywał m.in., że wprowadzony w 2017 przepis o siedmiu latach na zostanie sędzią "prowadzi on do naruszenia wywodzonej z art. 2 Konstytucji RP zasady ochrony praw nabytych. Ustawodawca nie uzasadnił szczegółowo przyczyn tego przepisu. Nie powołał się na konieczność ochrony innych praw konstytucyjnych. Nie wskazał na zasadność uzależnienia tego ograniczenia jedynie od kwestii cezury czasowej, bez względu na inne okoliczności po stronie osoby, która uzyskała uprawnienia".