"Niby awans, a g**no prawda" "Operacyjniak" o bolączkach polskiej policji [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Operacyjniak" Adriana Ksyckiego oraz Michała Łańki, która ukazała się 16 stycznia 2025 roku nakładem wydawnictwa Prozami.
Rozmowa z Michałem Łańko, 14 lat służby, stopień służbowy: aspirant.
Adrian Ksycki: Dlaczego zostałeś policjantem?
Michał Łańko: Po pierwsze, w mojej rodzinie byli sami mundurowi, ojciec wojskowy, jego brat policjant. Po drugie, przyczyniło się do tego staromodne myślenie, że to stała i pewna praca? Nie będę nawijał makaronu na uszy o powołaniu i poczuciu spełnienia. Wstąpiłem do policji, bo namówił mnie kolega.
Jak trafiłeś do kryminalnych?
Najpierw trzy lata w patrolówce. Miałem przyjemność służyć tam z naprawdę za*****tą ekipą. To byli ludzie pracowici, z jajami - także policjantki, których było znacznie mniej niż teraz, miały charakter. Praktycznie z każdego patrolu przywoziliśmy jakieś narkotyki albo odzyskane skradzione mienie. Chciało nam się sprawdzić podejrzanych typów, idących w nocy z piłą spalinową czy z dwoma rowerami. Nawet gdy jeszcze nie było zgłoszonej kradzieży, to my wiedzieliśmy, co mamy robić. Nie wpadaliśmy "dyskoteką" na miejsce, tylko dyskretnie zasadzaliśmy się w sześciu na sprawców. Kreatywność, ogarnianie dokumentacji, umiejętność rozmawiania z zatrzymanymi, świadkami zdarzenia - chyba ogólna intuicja i umiejętność dedukcji skrzyżowały moją ścieżkę kariery z pionem kryminalnym. Pewnego dnia zadzwonił do mnie komendant I Komisariatu przy ulicy Reymonta i powiedział: "Słyszałem, że chcesz przenieść się do kryminalnych, to dobrze, czas ruszyć z miejsca. W poniedziałek spotkasz się z kierownikiem Referatu Operacyjno-Rozpoznawczego". Mniej więcej tak wyglądała wtedy nominacja na stanowisko.
I wtedy trafiłeś do wydziału kryminalnego?
Tak, dokładnie do Zespołu do Walki z Przestępczością Narkotykową Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej w Słupsku.
Jak opisałbyś pracę operacyjniaka?
Ryzykowna pod każdym względem. Z jednej strony środowisko przestępcze i codzienna patologia, w której musisz potrafić się odnajdywać, z drugiej strony prokurator i możliwe zarzuty przekroczenia uprawnień. Trzeba było umieć określić barykadę i utrzymywać się po jej właściwej stronie. Najlepszy operacyjniak to ten, którego wiedza i doświadczenie pozwalają inwigilować środowiska przestępcze i skutecznie rozbijać ich struktury, dokonywać zatrzymań, zabezpieczać nielegalny towar, brudne pieniądze, odzyskiwać skradzione fanty i zamykać przestępców na długie lata. Zwykle takie grupy działają po cichu, robią interesy bez rozgłosu. Nie czekasz więc na zgłoszenie o jakimś przestępstwie, sam podejmujesz się rozpracowania takiej ekipy.
Dobry operacyjniak to??
Przede wszystkim ktoś, kto potrafi pracować zespołowo. Tam nie ma miejsca na gwiazdorzenie albo pokazywanie palcem, kto co ma robić. Podwijasz rękawy i do roboty. U nas kierownicy czy naczelnicy też brali udział w realizacjach niektórych spraw operacyjnych. Cechą niezbędną w tej robocie jest też łatwość nawiązywania relacji interpersonalnych. Jeśli jesteś nieśmiały i małomówny, to raczej na nic się nie przydasz, no chyba że jako technik kryminalistyki, bo tam pracujesz w skupieniu i ciszy. Poza tym przez cały czas masz kontakt z człowiekiem z zewnątrz - czy to pokrzywdzony, czy sprawca, czy prokurator, czy wreszcie osobowe źródła informacji. Na każdym kroku musisz być czujny, dopasowywać się do sytuacji i rozmówcy. Musisz wykazywać się sprytem i kierować instynktem samozachowawczym. Właśnie te cechy są najbardziej potrzebne.
Co najbardziej utkwiło ci w pamięci z tamtego okresu?
Trudne pytanie. Najbardziej w pamięć zapadają sprawy dotyczące zabójstw: widok, zapach, okoliczności śmierci zasługujące na potępienie. Kontakt ze zwłokami dzieci jest najboleśniejszym doświadczeniem, począwszy od patrolu przybyłego na miejsce, załogi karetki pogotowia, patomorfologa, nas jako prowadzących sprawę, aż po technika kryminalistyki, w obecności którego wykonywana jest sekcja zwłok.
Zdarzyło ci się użyć broni?
Na szczęście nie. Wielokrotnie wchodziłem na adres z bronią gotową do użycia, ale być może widok naszych zakazanych mord i element zaskoczenia działały na zatrzymanych bardziej niż przeładowane klamki.
Co czułeś przed wejściem do domu, w którym znajdował się niebezpieczny przestępca?
Zastrzyk adrenaliny, skupienie i obawę przed tym, co może się wydarzyć. Wyobraźnia w takich sytuacjach płata nam figla. Dlatego też prawie zawsze staraliśmy się przygotować do takiej akcji i mieć plan na wszelką ewentualność. Takie dynamiczne zatrzymania najczęściej realizowaliśmy na zewnątrz, po wyjściu figuranta z domu, w trakcie jazdy samochodem, na przykład stojąc w korku czy na rogatkach kolejowych. Do mieszkań wbijaliśmy się możliwie najrzadziej, to nieznany nam teren. Mogło być różnie?
Co było największym problemem w twojej pracy?
Przestawienie siebie i mojej żony na tak zwany elastyczny czas pracy, czyli nienormowane godziny. Ogarnięcie opieki nad synem, potem jeszcze córką, kiedy żona była w pracy, a ja akurat też dostałem wezwanie. Byłem dyspozycyjny dwadzieścia cztery godziny na dobę, nawet na działce, grillując z rodziną, spoglądałem na telefon służbowy, czy nie dzwonili z Wydziału Techniki Operacyjnej, bo, dajmy na to, mój figurant pod obserwacją wraca z Holandii załadowany towarem. Było nerwowo, ale z czasem przyzwyczailiśmy się do takiego stylu życia. Często zabierałem syna do wydziału, bo nie miałem gdzie go zostawić. Siedział zadowolony w biurze, a ja w tym czasie ogarniałem zatrzymanego w drugim pokoju (śmiech).
(...)
Adrian Ksycki: Mówiłeś mi nieraz, że policja to służba, nie praca. Dlaczego?
Michał Łańko: Jeśli decydujesz się zostać psem, musisz się poświęcić, przysłużyć jakiejś sprawie. Pracować to możesz na etacie w supermarkecie czy fabryce czekolady. Z pierwszego spotkania z kierownikiem kryminalnych na Reymonta usłyszałem że: "Tutaj nie ma zegarka, nie pracujemy od do". Służba, obojętnie w jakiej formacji, nie jest dla wszystkich. Nie każdy człowiek jest zdolny do tylu wyrzeczeń, niesienia pomocy obcym ludziom, często kosztem własnego zdrowia, czasu i życia rodzinnego. Nie każdy człowiek jest gotowy odnaleźć się w sytuacji, w której zachodzi konieczność dokonania wyboru, czy być sędzią i katem, czy może przyjacielem i obrońcą. Niestety, są to dylematy i codzienność, jaka urzeczywistnia służbę policjanta. Służba to nie jest praca w określonych godzinach, to ciągłe napotykanie na przeszkody, ludzkie tragedie, utożsamianie się z nimi poprzez wyrażanie swojej empatii, konieczność stałego podnoszenia kwalifikacji, proces żmudnego rozwiązywania problemów nieznanych nam ludzi, wystawiania psychiki na próbę w codziennej walce dobra ze złem. Jest to "wojna światów", której nie da się wygrać; trzeba tkwić na polu walki nawet w czasie pokoju. Bez odpowiednich uwarunkowań, fizycznych, ale przede wszystkim psychicznych, zwykły człowiek nie zdoła sprostać codziennym wymaganiom napotykanym w pracy policjanta.
Czy dzisiaj policja skutecznie zwalcza zorganizowaną przestępczość?
Tak. Wynika to między innymi z doświadczenia zdobywanego od początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy Centralne Biuro Śledcze Policji wzięło za mordę gangsterów z Pruszkowa, Wołomina i Trójmiasta. Chociaż przeniknięcie w struktury takiej grupy przestępczej jest bardzo trudne, to coraz więcej czytam o sukcesach polskiej policji w rozpracowywaniu przestępców na skalę międzynarodową. To już jest inna jakość, wciąż jest ogromna liczba prawdziwych gliniarzy, którym zwyczajnie chce się to robić i świetnie się w tym odnajdują.
A jak pozyskujecie informatorów?
Powiedzmy, że tak jak w filmach o policjantach i bandytach? (śmiech). O metodach i przedsięwzięciach werbunkowych nie rozwinę się więcej niż jest to opisane w książce. Dlaczego w policji jest takie ciśnienie na statystyki? Statystyki mają odzwierciedlać skuteczność policji w kwestii bezpieczeństwa publicznego. Komendanci są rozliczani przez przełożonych, tamci przez swoich, a na końcu te dane trafiają do polityków, którym co roku trzeba uzasadniać potrzebę dofinansowania tej ogromnej formacji z budżetu państwa. Dlatego tak wielokrotnie statystyki są wymuszane na funkcjonariuszach, żeby w tabelkach się zgadzało. Nie może być sytuacji, że z roku na rok wyniki są gorsze, liczby muszą być większe. Jeśli jest za mało mandatów w ruchu drogowym lub zatrzymanych pijanych kierowców, to masz właśnie takie akcje jak "Trzeźwy poranek", gdzie policja blokuje ulicę po obu stronach i poddaje badaniu na trzeźwość każdego kierowcę.
Jaka jest największa bolączka policji?
Aktualnie ogromne braki kadrowe. Powodem tego są masowe odejścia ze służby młodych policjantów z uprawnieniami do wcześniejszej emerytury i uwierz mi, że nie robią tego dla wygody i kasy. Spróbuj przeżyć za czterdzieści pięć procent dotychczasowego uposażenia? Masz czterdzieści dwa lata, kredyt na mieszkanie, żonę, dzieci i psujące się auto. Nie wszystkim jest łatwo odnaleźć się na cywilnym rynku pracy. Młodzi policjanci odchodzą, bo przez wiele lat ich albo dyskryminowano, albo traktowano przedmiotowo.
Innym problemem - i tak się dzieje też dzisiaj - są zamrożone etaty na wyższych stanowiskach. Sam pracowałem w patrolówce na trzeciej grupie zaszeregowania, potem zostałem przeniesiony do pionu kryminalnego. Niby awans, a niestety g**no prawda. Na tym stanowisku należała mi się piąta grupa zaszeregowania, to znaczy wyższe wynagrodzenie, a dostawałem tyle, ile w patrolu. I tak przez dwa lata bez wyrównania utraconego dochodu. (...)
Posłuchaj: