,
Obserwuj
Mazowieckie

Były dziennikarz TVP wygrywa z telewizją po sześciu latach. "Do dziś pamiętam ten dzień"

3 min. czytania
04.08.2024 09:00
Jakub Kwieciński pracował w TVP dziewięć lat. Został zwolniony po tym, jak razem z partnerem nagrał teledysk "Pokochaj nas w święta" i wyszło, że jest przedstawicielem społeczności LGBT. Proces dotyczył nierównego traktowania. Kwieciński wygrał - już prawomocnie - i odszkodowanie, i zadośćuczynienie.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Cała sprawa zaczęła się w grudniu 2017 roku. To wtedy do sieci trafił teledysk Jakuba i jego partnera Dawida zatytułowany: "Pokochaj nas w święta". Wystąpiło w nim siedem par LGBT+. Jakub Kwieciński pracował wtedy w telewizji publicznej, która - tak jak ówczesna władza - prowadziła w tym czasie nagonkę na tęczową społeczność. Niedługo po zamieszczeniu w sieci teledysku okazało się, że Jakuba nie ma już w grafiku dyżurów. Mimo że miesiąc wcześniej dostał zapewnienie o przedłużeniu współpracy.

Kwieciński - dzięki wsparciu Kampanii Przeciw Homofobii, która sfinansowała mu pomoc prawną - poszedł do sądu. Złożył pozew o nierówne traktowanie. Nie był co prawda zatrudniony na etat, tylko pracował w ramach samozatrudnienia, ale prawnicy uznali, że to w niczym nie przeszkadza. - Mieliśmy świadomość, że decyzja o pozbyciu się Jakuba Kwiecińskiego z TVP była motywowana jego orientacją seksualną. Jakub wniósł pozew o naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu niepracowniczym. Skorzystaliśmy z tzw. ustawy równościowej - opowiada mecenas Paweł Knut, który pracował przy tej sprawie. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Były pracownik TVP w pozwie domagał się kwoty ok. 50 tysięcy złotych. - Składało się na nią zarówno odszkodowanie, jak i zadośćuczynienie, określając jako podstawę do wyliczenia tych świadczeń jego średniomiesięczne wynagrodzenie, które otrzymywał. W efekcie ustaliliśmy odszkodowanie jako trzymiesięczne wynagrodzenie plus zadośćuczynienie w wysokości jednej takiej średniej pensji - dodaje mecenas. 

Sąd po stronie Jakuba

Sąd pierwszej instancji przyznał panu Jakubowi rację, wcześniej wysyłając też pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. - Trybunał sprawę przyjął. I - upraszczając jego odpowiedź - potwierdził, że ochrona, która wynika z dyrektyw, obejmuje nie tylko pracowników na etacie, ale też osoby, których zatrudnienie ma charakter niepracowniczy, w tym osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą - wyjaśnia prawnik w rozmowie z TOK FM. 

Jednocześnie sąd I instancji nieco zmniejszył wysokość odszkodowania i zadośćuczynienia, o jakie pan Jakub występował. Zarówno on, jak również TVP złożyli apelację od wyroku. Sąd II instancji - już prawomocnie - po sześciu latach od wniesienia sprawy potwierdził, że racja jest całkowicie po stronie byłego dziennikarza TVP. Przyznał mu kwoty, o które pierwotnie wystąpił w pozwie. 

"Do dziś pamiętam ten dzień sprzed sześciu lat. Miałem akurat wolne, następnego dnia miałem rozpocząć swój kolejny dyżur, a tu nagle telefon od mojego przełożonego ze słowami: 'Kuba, widzieli twoje nagranie z Dawidem na YouTube. Kazali mi ciebie zawiesić. Nie mam wyboru'. Z dnia na dzień skończyła się moja praca dla TVP" - napisał Jakub Kwieciński na swoim profilu na Facebooku, tuż po prawomocnym wyroku. "Dziś doczekałem się sprawiedliwości, ale żaden wyrok, żadne pieniądze nie wynagrodzą mi tego zła, jakie zafundowała mi ekipa Jacka Kurskiego" - dodał. 

Mecenas Paweł Knut nie ma wątpliwości, że tłem zwolnienia była homofobia i powodowane nią nierówne traktowanie. - Ten czas po 2015 roku, czyli po tym, jak wybory parlamentarne wygrał PiS, był czasem głębokich przemian w Telewizji Polskiej, czasem zmiany podejścia do tematyki LGBT, do pracowników, którzy należą do tej społeczności. I wydaje mi się, że sprawa Jakuba Kwiecińskiego jest dowodem właśnie na to, że ta polityka firmy, podejście do pracowników, miało po prostu homofobiczny charakter. Sądy nazwały to po imieniu. Sąd pierwszej instancji wprost przyznał, że od TVP, która jest nadawcą publicznym, powinno się oczekiwać znacznie więcej niż od zwykłego pracodawcy, bo to jest właśnie ten podmiot, który - w obszarze mediów - powinien wyznaczać pewne standardy. A te standardy - podstawowe - nie zostały tutaj zachowane - mówi mecenas Paweł Knut. 

"Po słowach sędziny: 'Sąd w całości uznaje pozew Jakuba Kwiecińskiego' miałem łzy w oczach. Wreszcie znak STOP HOMOFOBII w TVP nabrał znaczenia!" - napisał na portalu społecznościowym X Jakub Kwieciński, dziś bardzo aktywny w mediach społecznościowych, razem ze swoim mężem, Dawidem. Ślub wzięli kilka lat temu na Maderze.