"Jedna dostała pałką, druga gazem w oczy". Atak na znanym warszawskim osiedlu
- Zamaskowana grupa kilkunastu osób wbiegła na naszą uliczkę. Akurat na zewnątrz była jedna koleżanka - Tosia. Dostała pałą w głowę. Krew się lała. Dziewczyna trafiła do szpitala. Druga koleżanka siedziała na ganku i dostała gazem w oczy. Potem się skuliła w kłębek i dostała pałą po plecach kilka razy - relacjonuje w rozmowie z tokfm.pl Jacek, jeden z mieszkańców.
Do zdarzenia doszło w nocy z 10 na 11 listopada na Osiedlu Przyjaźń na warszawskim Bemowie. To popularne miejsce, powstałe jeszcze w latach 50., wyróżniające się drewnianymi domkami i pawilonami oraz sielskim klimatem.
Jak mówi Jacek, w miniony weekend sielsko na pewno nie było. Opowiada, że napastnicy wybijali okna, a do jednego z pokojów mieli wrzucić środek odstraszający dziki. - Zaatakowali dom, w którym mieszka matka z dzieckiem i z babcią. Jak zaczęli wybijać te szyby, to dziecko zaczęło płakać. Ma traumę, ale jest pod opieką - mówi.
Za atakiem na osiedle Przyjaźń stoją nacjonaliści? "Typowe święto niepodległości"
Wspomina, że cała akcja nie trwała długo. Napastnicy, jak mówi, szybko wybiegli z osiedla w zwartym szeregu bojowym. - Sąsiad ich widział. Myślał, że to ćwiczenia WOT-u czy coś takiego. A to, można powiedzieć, typowe święto niepodległości - ironizuje społecznik.
Jacek jest bowiem przekonany, że za atakiem stoją skrajnie prawicowe organizacje. - To ewidentnie typowa faszystowska bojówka. Nawet z wyglądu. Czarne stroje, kominiarki, jednakowy ubiór, szyk bojowy. No i atak na miejsce społeczne. Zresztą kto inny mógł nas zaatakować? - pyta.
Race na Marszu Niepodległości. 'Krew mnie zalewa'
Byłby to nie pierwszy atak na społeczne miejsce w Warszawie. Najgłośniejszy to ten z 2013 roku, gdy podczas Marszu Niepodległości zaatakowano skłot Przychodnia przy ulicy Skorupki. Zdaniem naszego rozmówcy, obecnie także niektóre osoby zamieszkujące Osiedle Przyjaźń mogą być uważane za "lewaków" czy anarchistów. - To był polityczny atak, nie ma tutaj dwóch zdań - ocenia. - Ale jesteśmy zdeterminowani, żeby bronić tego osiedla, bo to jest piękne miejsce, którego warto bronić i nie przestraszymy się ani policji, ani faszystów - deklaruje członek kolektywu.
Najpiękniejsza 'wioska' w Warszawie znowu w tarapatach. 'Oszukali nas'
Atak na Osiedle Przyjaźń. Interweniowała policja
Policja wie o całej sprawie, co potwierdziła nam nadkom. Marta Sulowska, oficer prasowy Komendanta Rejonowego Policji Warszawa IV - Wola i Bemowo.
"Policjanci interweniowali, a zgłoszenie dotyczyło uszkodzenia mienia. Ze wstępnych informacji wynika, że grupa osób uszkodziła dwa pojazdy i wybiła szyby w dwóch budynkach, miała zostać naruszona nietykalność cielesna jednej osoby" - przekazała policjantka.
Jak podkreśliła nadkom. Sulowska, "wszystkie informacje są aktualnie weryfikowane, a miejsce zostało zabezpieczone przez policjantów, którzy przeprowadzili oględziny przy udziale technika kryminalistyki".
Afera w Poznaniu. Oburzeni decyzją parafii. 'Gdzie mam umrzeć?'
"W sprawie zostały przyjęte zawiadomienia o przestępstwie dotyczące uszkodzeń mienia. Prowadzimy czynności zmierzające do ustalenia dokładnych okoliczności tego zdarzenia" - podsumowała.
Konflikt wokół Osiedla Przyjaźń
Osiedle Przyjaźń powstało przed laty dla robotników budujących Pałac Kultury i Nauki. Dziś w pawilonach znajdują się m.in. akademiki, w których mieszkają studenci - nie tylko z Polski. Są tutaj także osoby z Ukrainy czy Białorusi. W ubiegły piątek zostało wpisane do rejestru zabytków. "Historyczny zespół budowlany Osiedla Przyjaźń stanowi przykład kompleksowo zaprojektowanego samowystarczalnego osiedla mieszkaniowego o spójnej i jednorodnej pod względem kompozycyjnym zabudowie, tworzącego powiązaną przestrzennie grupę budynków" - czytamy w komunikacie wydanym przez urzędników konserwatora.
O osiedlu zrobiło się głośno pod koniec kwietnia, gdy dotychczasowy dzierżawca i gospodarz - czyli Akademia Pedagogiki Specjalnej - postanowił nie przedłużać z miastem umowy dzierżawy. Mieszkający tam studenci dowiedzieli się, że powinni opuścić znajdujące się na osiedlu akademiki. Inni mieszkańcy również obawiali się, że zmiana zarządcy wpłynie na ich sytuację.
Władze miasta zwracają uwagę, że domki wymagają remontów. Urzędnicy zapewniali jednak, że nikt z osiedla eksmitowany nie będzie. - Będziemy prosili o opuszczenie lokalu zgodnie z procedurami i wykorzystywali te kroki prawne, które nam przysługują - mówił w sierpniu były już wiceprezydent Warszawy Tomasz Bratek. Aktywiści przekonują, że dzieje się inaczej.