"Masz się wyprowadzić" - słyszą tuż po tym, jak stają się dorośli. "To bolesne historie"
- Hostel jest finansowany z dotacji z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawa, w ramach projektu.
- Do hostelu trafiają najczęściej ludzie młodzi, nieakceptowani przez swoich bliskich, będące bez dachu nad głową.
- Dziś hostel jest w szczególnie trudnej sytuacji finansowej, bo w budynku zepsuł się piec, który zapewniał ogrzewanie i ciepłą wodę. Koszt naprawy, jak słyszymy, to 8-10 tysięcy złotych.
Hostel dla osób z tęczowej społeczności prowadzi w stolicy Stowarzyszenie Lambda Warszawa. Adresu nie podajemy ze względu na bezpieczeństwo osób, które tam mieszkają. Hostel działał od 2016 roku, potem - głównie z powodów finansowych - zawiesił swoją działalność, ale od 2021 roku działa dalej, już nieprzerwanie. Jest to możliwe dzięki wsparciu ze strony władz Warszawy.
W 2024 roku przez hostel przewinęło się ponad 30 osób w bardzo różnych sytuacjach życiowych. - Z racji tego, że jesteśmy finansowani przez miasto stołeczne Warszawa, pierwszeństwo mają osoby, których ostatni adres zameldowania był w Warszawie. Ale pojawiają się ludzie z całej Polski. Najpierw wypełniają specjalny formularz i wtedy umawiamy się na spotkanie i rozmowę - mówi koordynatorka hostelu Justyna Karpińska. Jak dodaje, po tym jak zniknęły podobne placówki w Krakowie i Poznaniu, zainteresowanie pobytem jest jeszcze większe.
Kto trafia do hostelu?
Do hostelu trafiają najczęściej ludzie młodzi, nieakceptowani przez swoich bliskich, będące bez dachu nad głową. - Niejednokrotnie dzieje się to dokładnie w dniu ich osiemnastych urodzin albo tuż po. Mamy też osoby, które np. ze względu na swoją orientację czy tożsamość straciły prace i nie mają z czego się utrzymać, a tym bardziej wynająć mieszkania. Są również takie sytuacje, że ktoś był w związku, ale osoba partnerska wyrzuciła tego kogoś z domu po rozstaniu. I nie mają gdzie pójść - opowiada Karpińska.
Gościni TOK FM podkreśla, że jest w niej smutek, ale też dużo złości, że te dramatyczne historie cały czas się dzieją. - Często słucham ludzi, którzy od swoich opiekunów czy innych osób bliskich usłyszeli, że są "nienormalne", że "to się leczy" albo że "to w naszym domu nie będzie akceptowalne". I taka młoda osoba, często z małą torbą czy plecakiem w dłoni, wychodzi z domu - opowiada nasza rozmówczyni.
Jak działa hostel dla osób LGBT?
Hostel jest finansowany z dotacji z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawa, w ramach projektu. W 2024 roku Stowarzyszenie Lambda Warszawa dostało 256 tysięcy złotych, w tym roku - jest to taka sama kwota. - Projekt kończy się w czerwcu 2026, więc na te pół roku dostaniemy 128 tysięcy złotych. Nasz wkład własny finansowy to odpowiednio 56 tysięcy, 58 tysięcy i 30,5 tysiąca złotych - wylicza Karpińska. Jak dodaje, kwoty są niewystarczające, ale niezwykle potrzebne, bo pozwalają na podstawowe utrzymanie obiektu (koszty wynajmu, prądu, wody, itd).
Osoby, które tu trafiają, zostają całościowo zaopiekowane. Mogą liczyć na psychologa, terapeutę, ale też darmową poradę prawnika. Mogą zostać w hostelu trzy miesiące (w wyjątkowych sytuacjach nieco dłużej). W tym czasie - przy wsparciu wolontariuszy - szukają pracy, by zarobić na opłacenie mieszkania czy wynajęcie pokoju. W hostelu trzeba być "czystym" - nie ma mowy o alkoholu czy narkotykach.
Dziś hostel jest w szczególnie trudnej sytuacji finansowej, bo w budynku zepsuł się piec, który zapewniał ogrzewanie i ciepłą wodę. Koszt naprawy, jak słyszymy, to 8-10 tysięcy złotych. Każdy może wesprzeć Lambdę w tym zakresie. Jest specjalna zbiórka w internecie. - Na razie idzie dość słabo, Takie tematy jak hostel dla osób w kryzysie bezdomności za bardzo nie przyciągają ludzi, ale liczymy, że to się zmieni. Bardzo potrzebujemy tych pieniędzy - podkreślają nasi rozmówcy.
Władza nowa, praktyki te same
Osoby LGBTQ+ niejednokrotnie doświadczają przemocy związanej z homofobią czy transfobią, również ze strony najbliższych. Sprzyjała temu m.in. mowa nienawiści i hejt wobec tęczowej społeczności, które przez ostatnie lata - za rządów poprzedniej władzy - wylewały się z telewizji czy internetu. To zresztą - jak słyszymy - niewiele się zmieniło. Hejt w internecie nadal jest - pojawił się m.in. pod informacją o zorganizowanej przez Lambdę zbiórce. Na porządku dziennym są hasła: "Potrzebujecie pomocy psychiatry" czy "Nie dla deprawacji dzieci". - To jest straszne, że te komentarze są i nikt ich nie moderuje. Dalej można wylewać na nas szambo pomyj i nikt nie ponosi za to konsekwencji - mówi nam jedna z aktywistek, Ola.
Społeczność LGBTQ+ czeka na zmiany w Kodeksie karnym, które mają dotyczyć mowy nienawiści, do której dochodzi na tle orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. Obecna władza mówi o tym od początku swoich rządów, ale ustawa wciąż nie została zmieniona. Projekt jest dopiero na etapie prac legislacyjnych. Zakłada m.in. karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat w przypadku stosowana przemocy lub groźby. Z kolei w przypadku nawoływania do nienawiści - karę pozbawienia wolności do 3 lat, a w przypadku publicznego znieważenia - grzywnę, karę ograniczenia wolności albo karę pozbawienia wolności do 2 lat.