advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Mazowieckie

Walka o schronisko dla zwierząt. "Boimy się, że będziemy mieli na karku kolejną mordownię"

6 min. czytania
03.08.2025 07:01
Prowadzone przez weterynarza schronisko w Czaplinku (woj. mazowieckie) może zmienić właściciela. Aktywiści i gmina nie chcą, żeby trafiło w prywatne ręce. Ci pierwsi boją się losu, jaki był udziałem zwierząt w niesławnych Radysach czy Wojtyszkach. Włodarze muszą jednak do pomysłu wykupu przekonać także swoich kolegów z sąsiednich gmin.
|
|
fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl
  • Właściciel schroniska "Na 4 Łapy" planuje przejście na emeryturę. Leżący zaś w Czaplinku (gm. Góra Kalwaria) obiekt zamierza zaś sprzedać;
  • Aktywiści namawiają lokalne gminy do zakupu schroniska, co miałoby być lepszym rozwiązaniem niż przejęcie miejsca przez prywatnego przedsiębiorcę;
  • Włodarze gminy Góra Kalwaria są zainteresowani, ale szukają chętnych do wspólnego zakupu - wśród gmin z powiatu i sąsiadującego;
  • Właściciel schroniska Dariusz Różycki w rozmowie z Tokfm.pl zaznacza jednak, że nic nie wie o "realnych ruchach" w celu dobicia targu.

Droga z Góry Kalwarii na Grójec - tuż za Czaplinkiem - biegnie przez las. W pewnym momencie odbija od niej niepozorna ścieżka. To tam mieści się schronisko "Na 4 łapy". Pierwszy tego typu obiekt w powiecie piaseczyńskim - jednym z najbogatszych powiatów w Polsce.

Schronisko dla psów i kotów założył w 2016 roku Dariusz Różycki, właściciel gabinetu weterynaryjnego Prima Vet w nieodległym Konstancinie-Jeziornie. Miejsce zasłynęło akcjami, których celem była zbiórka funduszy dla podopiecznych. Był spływ Wisłą czy przejście niemal pięćsetkilometrowego Głównego Szlaku Beskidzkiego. Ostatnio ruszyła też akcja "Z adopcją w górę" - czteroosobowy zespół pokonał na rowerach 300 km, propagując zbiórkę 20 tys. zł na operację i rehabilitację łapy psa Sołtysa oraz remont schroniska ( dotąd udało się zebrać ponad 2,7 tys. zł na Zrzutka.pl).

Po dziewięciu latach Różycki uznał jednak, że wystarczy. - Jestem w wieku okołoemerytalnym i muszę myśleć o odejściu - stwierdza w rozmowie z Tokfm.pl. W tej chwili na terenie schroniska przebywa prawie 80 psów i pięć kotów. - Takie są realia lipcowe, to szczyt liczby zwierząt. Wszystko trzeba płynnie komuś przekazać albo zajmować się nimi do końca życia. Chciałbym jednak mieć kawałek emerytury, stąd moja otwartość na potencjalne propozycje - dodaje Różycki.

Schronisko wystawione na sprzedaż

Wystawił schronisko na sprzedaż, wyceniając koszt całego obiektu na 2 mln złotych. - Różni ludzie rozmawiają o kupnie schroniska praktycznie od momentu, kiedy zacząłem je budować - mówi lekarz. Bo zakup gotowego obiektu jawi się jako nie lada gratka. Zwłaszcza w porównaniu z drogą przez mękę, jaką jest budowa od zera. - Uzyskanie zgody od nadzoru budowlanego, protesty - jak to w Polsce - przed każdymi budowami - podkreśla.

Ale jak dotąd zdecydowanego kupca nie ma. - Nikt ze mną żadnych rozmów nie podjął. Ta sprzedaż toczy się w sferze medialnej, natomiast realnych ruchów ze strony gmin, samorządów, o których bym wiedział, nie ma. Jeżeli ktoś się do mnie zgłosi z ofertą, będzie działał legalnie, odpowiem - przekonuje Różycki. Ale zaraz dodaje: "Właściwie jedyne poważne rozmowy, bardzo jednak przedwstępne, odbyłem z osobą prywatną".

"Prywatne schroniska to mordownie"

Tymczasem pojawił się pomysł, żeby schronisko przejął samorząd. I to nie jedna gmina, ale kilka wspólnie. Takie przykłady w Polsce już są, chociażby znajdujące się nieopodal Poznania schronisko w Skałowie, założone w 2015 roku przez związek 11 gmin.

- Ideałem byłoby, gdyby w Polsce schroniska były międzygminne, samorządowe - uważa Elżbieta Chromińska ze Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Zwierząt - Zwierzęta Górą, od ćwierć wieku wolontariuszka w stołecznym Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt na Paluchu. - Prywatne to mordownie. Robią na tym biznes: oszczędzają na lekarzu, na karmie, na opiekunach, nie wpuszczają wolontariatu, nie wiadomo, co się w środku dzieje. Psy są poddawane eutanazji. Schroniska powinny być wyłączone z działalności gospodarczej - podkreśla kobieta.

Głośne były w ostatnich latach sprawy m.in. schronisk w Radysach czy Wojtyszkach, gdzie prywatni właściciele trzymali zwierzęta w urągających wszelkim standardom warunkach. Pierwsze z tych miejsc zostało zamknięte, drugie przejęte. Wobec osób je prowadzących toczą się procesy o znęcanie się nad zwierzętami.

- Bezdomne zwierzęta to nie jest "produkt", na którym można robić biznes. Niestety korzystamy z wolności gospodarczej, każdy może sobie założyć firmę i prowadzić taką działalność jak opieka nad bezdomnymi zwierzętami - mówi Chromińska. Wraz z innymi członkami stowarzyszenia próbuje przekonać okoliczne gminy, by kupiły schronisko w Czaplinku.

- Najbardziej boimy się, że kupi to jakiś prywatny przedsiębiorca i będziemy mieli na karku kolejną mordownię. Lobbujemy więc gminy. Im ich więcej, tym lepiej - zaznacza.

Gminy, na terenie których odławiane są zwierzęta, zwykle płacą schronisku, z którym mają podpisaną umowę, za utrzymanie każdego psa czy kota. Dlatego nastawionym na zysk przedsiębiorcom najzwyczajniej w świecie nie opłaca się oddawanie zwierząt do adopcji.

- Problem schronisk zaczyna się w nieprzemyślanym zawieraniu umów. Jeżeli w schronisku w Wojtyszkach prawie wszystkie umowy pozawierane przez gminy były na zasadzie opłaty za "psodzień" [czyli gmina płaciła schronisku za każdy dzień spędzony przez psa w tej placówce - red.], opłaca się gromadzić zwierzęta i trzymać ich jak najwięcej. Tu jest pies pogrzebany - ocenia Różycki.

Psy siedzą w schroniskach całymi latami

Właściciel schroniska w Czaplinku podkreśla, że w takich schroniskach psy potrafią przebywać całymi latami. - U mnie średni czas pobytu to trzy miesiące. Przynajmniej taki był w zeszłym roku, ten pewnie wypadnie gorzej, bo przyjąłem wiele psiaków, które siedziały w Wojtyszkach, później w Jasionce. One są mniej "adopcyjne", bo są po prostu starsze. Ktoś sztucznie hamował tam adopcję - wyjaśnia.

Różycki opowiada, że kilkakrotnie podpisywał umowy na odbiór psów ze schronisk, w których gminy płaciły właśnie za każdy dzień pobytu psa w placówce. I przyznaje, że miały tam miejsce prawdziwe "cuda". - Dostawałem informacje, że mam do odebrania z takiego schroniska np. 14 psów. I jak jechałem na miejsce, to się okazywało, że wszystkie zostały nagle adoptowane - opowiada. To oznacza, jak dodaje, że wcześniej ktoś te adopcje musiał wstrzymywać.

Gdy pytam Różyckiego, jakie widzi wyjście z tej sytuacji, mówi, że schroniska powinny mieć płacone "z góry". - Jeżeli przyjmuję psa do schroniska, dla gminy jest to wydatek rzędu 4-4,5 tysiąca złotych rocznie [za tego jednego psa - red.]. Jeżeli bym psa przetrzymał dłużej, to do niego dopłacę. I wtedy jest mobilizacja na adopcję. Natomiast tam, gdzie jest płacone za dzień pobytu, nie ma tej mobilizacji. Często jest wręcz zniechęcanie do wzięcia psa - stwierdza.

I między innymi w tym względzie ważny jest wolontariat, na który zwraca uwagę Elżbieta Chromińska. - To jest nie do przecenienia. Nikt inny tak jak wolontariusz nie jest zainteresowany adopcją psa, znalezieniem dobrego domu i jego kontrolą - przekonuje moja rozmówczyni. Niestety, jak dodaje, w prywatnych placówkach tego wolontariatu często nie ma.

Aktywistka mówi, że zdaje sobie sprawę, iż "Na 4 Łapy" nie jest najnowocześniejszym obiektem. Ale ma potencjał. - Jest w zacisznym miejscu w lesie, a jednocześnie przy głównej drodze do Grójca. Schronisko międzygminne to jedyne sensowne rozwiązanie. To właśnie wolontariat, zajęcia edukacyjne o tym, jak walczyć z bezdomnością, o potrzebie sterylizacji - wymienia zalety takiego rozwiązania.

Co na to gminy?

Przekonana do pomysłu wydaje się gmina Góra Kalwaria, na terenie której zresztą znajduje się Czaplinek. - Pilotujemy pomysł, by gminy wykupiły schronisko i prowadziły je pod szyldem związku międzygminnego - zaznacza w rozmowie z Tokfm.pl Mateusz Baj, I zastępca burmistrza Góry Kalwarii.

Jak relacjonuje, zwrócono się już do władz gmin na terenie powiatu piaseczyńskiego i kilka z nich odniosło się do projektu pozytywnie. Teraz Góra Kalwaria chce wystosować podobne zapytanie do gmin z powiatu grójeckiego (Czaplinek leży niedaleko granicy z tym powiatem). - Jeżeli odpowiedź przynajmniej części z nich byłaby pozytywna, zaczęlibyśmy bardziej sformalizowane działania. Czyli powołanie związku międzygminnego, określenie zasad, w jakiej proporcji gminy partycypowałyby w kosztach: w zależności od liczby mieszkańców, liczby psów czy powierzchni. Różne modele są możliwe, ale póki nie ma deklaracji, czekamy - dodaje.

Wiceburmistrz przyznaje, że choć Góra Kalwaria mogłaby sobie pozwolić na samodzielny zakup czaplińskiego schroniska, inną kwestią są koszty jego późniejszego funkcjonowania. - To schronisko jest też za duże dla jednej gminy, żeby miało to ekonomiczny sens. Żeby tak było, musiałoby w to wejść od dziesięciu do kilkunastu gmin - ocenia Baj.

Ostateczna decyzja, jak zapowiada, powinna zapaść do końca trzeciego kwartału tego roku. - A powołanie związku międzygminnego i finalizacja do końca roku, najpóźniej na początku 2026 - dodaje.

Pytam, czy temat budzi wśród mieszkańców kontrowersje. - Część ludzi, zwykle sąsiadów, obawia się powstania takiego obiektu. Natomiast schronisko w Czaplinku funkcjonuje już niemal dziesięć lat, wzrosło w lokalną społeczność. Na początku ludzie się bali, ale teraz widzą, że jest bezpieczne. Protestów nie ma. Na forach internetowych, jak gdzieś pojawia się pomysł, że gmina czy związek międzygminny miałyby je prowadzić, większość komentarzy jest pozytywna - stwierdza samorządowiec.

- Byłbym bardzo zadowolony, gdyby to trafiło w ręce lokalnych samorządów, a nie przedsiębiorcy gdzieś spod granicy. Im jest się bliżej, tym więcej się wie. Byłoby to lepiej dopilnowane - podsumowuje Dariusz Różycki.