Dramatyczna sytuacja rolników z zalanych terenów. "Nie można dopuścić, by ta żywność trafiła do sprzedaży"
Izby rolnicze z Dolnego Śląska czy z Opola wystosowały dramatyczne apele. - Dla rolników to jest tragedia. Nie wiem, jak się gospodarstwa pozbierają. Mamy informację o rolniku, któremu powódź zniszczyła 900 ton zebranej pszenicy. Również spółdzielnie zostały poszkodowane, np. Bodzanów" - pisze Jerzy Sewielski, prezes izby w Opolu. I apeluje do rolników, których dotknęła powódź, by zgłaszali się jak najszybciej do komisji do spraw szacowania strat w poszczególnych gminach. Kluczowa jest dokumentacja - w tym filmy, zdjęcia i nagrania z dronów, m.in. z pól, które zostały doszczętnie zalane.
Z kolei Dolnośląska Izba Rolnicza przypomina rolnikom, że trzeba jak najszybciej występować do swoich wójtów i burmistrzów o powoływanie komisji do szacowania strat, które są ogromne. Izba zbiera też szczegółowe informacje, w jaki sposób rolnicy, których powódź nie dotknęła - również z innych części Polski - mogą wesprzeć swoich kolegów. Chodzi nie tylko o wodę do picia i żywność z długim terminem ważności, ale też o paszę dla zwierząt, siano zboże i słomę. "Mając od państwa informacje o potrzebach będziemy mogli kierować wsparcie z innych regionów kraju w inne miejsca" - wskazuje prezes dolnośląskiej izby, Ryszard Borys.
Rolnicy z wielu regionów Polski organizują pomoc dla powodzian
Chodzi o wsparcie dla rodzin, które ucierpiały w wyniku zalania ich pól i gospodarstw. Jak mówi w TOK FM Gustaw Jędrejek, prezes Lubeskiej Izby Rolniczej, sytuacja jest naprawdę trudna, a straty - bardzo duże. Produkcję rolną będzie bardzo trudno odtworzyć. - To zajmie dużo czasu - nie ma wątpliwości gość TOK FM.
Jak podkreśla, jabłka, śliwki czy warzywa, które były na polach i zostały doszczętnie zalane, nie będą się nadawać do spożycia. - To samo jest z kukurydzą, która - jeżeli jest zanurzona w wodzie w całości - a widzieliśmy zdjęcia i rozmawialiśmy z prezesami izb z terenów powodziowych i wiemy, że tak właśnie jest - to taka kukurydza też się już do niczego nie nadaje. Nie nadaje się również na kiszonkę dla zwierząt - mówi Jędrejek. Takie produkty trzeba będzie zutylizować.
Wsparcie finansowe dla rolników
Prezes lubelskiej izby apeluje do władz resortu rolnictwa o wsparcie finansowe dla rolników z terenów powodziowych. Dlaczego to ważne? Bo zostali bez środków do życia. - Chodzi m.in. o to, by nikogo nie kusiło, aby - jak woda już zejdzie - próbować sprzedawać towary z terenów skażonych. Nie możemy do tego dopuścić, by taka żywność pojawiła się w sprzedaży. Poza tym, ci rolnicy będą potrzebowali środków na produkcję. Gdy woda opadnie, trzeba będzie znów wyjść na pola, potrzebne będzie wsparcie - mówi Gustaw Jędrejek w rozmowie z TOK FM.
Na dziś potrzebne jest wsparcie m.in. dla zwierząt hodowlanych, w tym krów czy koni. Stąd apele o dostarczanie siana, ziarna czy paszy, bo wszystko zostało zalane. Lubelska Izba Rolnicza właśnie zorganizowała zbiórkę darów - pomoc można przywozić do biura izby w Lublinie przy ul. Pogodnej, ale też do oddziałów w Białej Podlaskiej, Zamościu i Chełmie. - Wszystkie zebrane dary zostaną dostarczone do potrzebujących - deklaruje prezes izby z Lublina. Chodzi o żywność, ale również rękawice gumowe, łopaty, miotły czy gumowce, których brakuje obecnie na terenach zalanych przez wielką wodę.
Minister rolnictwa Czesław Siekierski wskazał, że kierowane przez niego ministerstwo planuje zwiększyć środki na fundusz strat, wspierający gospodarstwa dotknięte klęskami. - Zniszczenia w rolnictwie są poważne. Monitorujemy i oceniamy sytuację w południowych regionach Polski. Planujemy zwiększyć środki na fundusz strat, aby skuteczniej wspierać gospodarstwa dotknięte klęskami. Musimy zadbać o stabilność produkcji rolniczej' - powiedział Siekierski po spotkaniu z rolnikami ze Śląskiej Izby Rolniczej.